Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział XXX

~ Selena ~



Minął tydzień. Chyba najcięższy tydzień w moim życiu. Odwiedzając Justina w klinice widziałam twarz innego chłopaka. Chłopaka, który miał satysfakcję z cierpienia innych osób. Spoglądając na swojego ukochanego widziałam w nim prześladowcę. Wiedziałam, że powinnam wspierać teraz Justina, ale wydarzenia sprzed kilku dni ciągle odbijały się na moim zachowaniu. Im więcej myślałam o tej sytuacji, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że już nic nie będzie takie, jak dawniej.

Pogrążona w swoich myślach weszłam z Caitlin do szkoły. Od czasu tego nieszczęśliwego zajścia, tylko ona się mną opiekowała. Przechodząc obok szafek byłam w szoku, gdy zobaczyłam swojego chłopaka. Przecież miał najwcześniej wyjść z kliniki za tydzień. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Marzyłam, aby usiąść w ławce i choć na chwilę skupić się na czymś innym, niż przykre i bolesne wspomnienia.

Razem z przyjaciółką zajęłyśmy nasze miejsca. Niestety tego nie przemyślałam, że Justin będzie chciał znów siedzieć ze mną. Spuściłam swój wzrok na dół, aby nie mógł odczytać moich uczuć. Po tym wszystkim bałam się spojrzeć w jego oczy. Wiedziałam, że jak pozna prawdę będzie wściekły. Nie mogłam do tego dopuścić, aby teraz władały nim tak silne emocje. Musiał znać prawdę, ale nie w momencie, gdzie walczył z poważną chorobą. Na szczęście z opresji wyciągnęła mnie Cait. Wytłumaczyła Justinowi, że powinien znaleźć sobie inne miejsce. Niestety mój chłopak nie chciał odpuścić i wyszła z tego jedna wielka kłótnia. Nie chciałam tego słuchać. Miałam większe zmartwienia na głowie. Wtedy wszystko potoczyło się tak szybko.

Przyszedł Chaz i od razu zabrał Justina do swojej ławki. Mój ukochany nie miał nawet czasu zareagować. Wiedziałam, że on nie odpuści. Zawsze musiał postawić na swoim. Byłam pewna, że będzie mnie męczył tak długo, aż pozna prawdę.

Uratował mnie dzwonek na lekcje. Nauczyciel wszedł od razu do sali. Gdy sprawdzał obecność, był w szoku widząc, że Justin jest wśród nas. Cała szkoła od kilku tygodni nie mówiła o niczym innym, jak o chorobie mojego chłopaka. Dlatego nieobecność Justina była idealnym pretekstem dla osób, którym zależało na moim cierpieniu.

Przez całą lekcję czułam na sobie spojrzenie Jusa. Zaraz po dzwonku opuściłam salę. Nie chciałam się teraz tłumaczyć swojemu ukochanemu. Miałam szczęście, bo nasz dyrektor zatrzymał go po zajęciach, aby z nim porozmawiać. Bez zastanowienia udałam się na następną lekcję. Przez cały czas zastanawiałam się, jak wybrnąć z tego wszystkiego. Z jednej strony nie chciałam, aby mój chłopak martwił się o mnie. Z drugiej zaś chciałam, aby mnie w tym momencie wspierał, żeby podszedł do mnie, przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Przecież kiedyś musi się wszystko ułożyć, prawda?

Rozmyślania tak mnie pochłonęły, że nie zauważyłam, że to już koniec lekcji. Wybiegłam z sali, jak oparzona. Niestety zderzyłam się z jakimś palantem. Stałam na środku korytarza i patrzyłam w podłogę. Bałam się podnieść wzrok. Miałam wrażenie, że z każdej strony czeka mnie niebezpieczeństwo. Wtedy poczułam męską dłoń na swoim podbródku. Od razu wiedziałam do kogo ona należała. Justin próbował skupić moje spojrzenie na sobie, jednak ja starałam się unikać jego wzroku. Mój chłopak przesunął dłonią wzdłuż mojego karku poprawiając zbłąkany kosmyk moich włosów. Tym samym wywołał u mnie falę zimnych dreszczy przebiegających wzdłuż mojego kręgosłupa. Już zapomniałam, jak kojąco ten dotyk działał na moje zmartwienia.


- Powiesz mi, co się dzieje? Odkąd zaczęłaś odwiedzać mnie w szpitalu jesteś dla mnie niedostępna. Dzisiaj ciągle mnie unikasz i nie chcesz ze mną rozmawiać. Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienia – powiedział przejętym tonem. Jego głos drżał od nadmiaru emocji. Wiedziałam, że zachowując się w ten sposób krzywdziłam bliską mi osobę, ale po takich przeżyciach nie potrafiłam inaczej. Czy mogłam po tym wszystkim zaufać jeszcze jakiemuś mężczyźnie? Czy Justin mógł zrozumieć, co przechodziłam w tym momencie?

Niepewnie podniosłam swój wzrok. Justin stał przede mną z troską wymalowaną na twarzy. Martwił się. Był bardziej przejęty mną niż własnym stanem zdrowia. Czy to możliwe, że chłopak dla którego dawniej liczyły się tylko pieniądze dziś patrzy inaczej na świat? Widząc, jak Justin zadręczał się przeze mnie, w moich oczach pojawiły się strumienie łez.


- Chcesz znać prawdę? Zostałam zgwałcona! Lepiej!? - odparłam łamiącym się tonem. Nie czekałam na jego reakcję. Zostawiłam mężczyznę samego na środku korytarza i pobiegłam do łazienki. Tam zamknęłam się w jednej z kabin. Musiałam dać upust swoim emocjom. Chwilę później po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy. Słony płyn ciągle wpadał do moich ust. Miałam już dość takiego życia. Czy ja naprawdę nie mogę być w końcu szczęśliwa?

Usłyszałam czyjeś kroki. Podciągnęłam nogi bliżej klatki piersiowej. Nie chciałam, aby ktokolwiek mnie widział w takim stanie.


- Selena wyjdź. Wiem, że tutaj jesteś. Rozmawiałam z Justinem – powiedziała moja przyjaciółka.

Powoli otworzyłam drzwi. Caitlin od razu odwróciła się w moją stronę. Nie mówiąc nic wyciągnęła ręce w moją stronę. Nie myśląc długo przytuliłam się do dziewczyny, a moje łzy wezbrały na sile. Cait czekała, aż uspokoję się. W końcu udało mi się opanować emocje. Podeszłam do lustra. Byłam cała czerwona od płaczu. Oczy miałam podkrążone i opuchnięte. Przepłukałam twarz zimną wodą. Chwilę później siedziałyśmy już w sali.

Byłam w szoku. Nie widziałam Justina. Zaczęłam zastanawiać się, co się stało z moim chłopakiem. Przez całą lekcję nie potrafiłam skoncentrować się na słowach nauczyciela. Miałam złe przeczucie. Wiedziałam, że stało się coś złego. Niestety moje przypuszczenia potwierdziły się wcześniej niż bym się tego spodziewała. Gdy skończyły się zajęcia, zobaczyłam Justina siedzącego pod klasą. Głowę miał skierowaną ku ziemi. W swoje włosy wplótł palce. Wiedziałam, że nie bez powodu zachowywał się tak a nie inaczej.

Niepewnie podeszłam do chłopaka. Powoli położyłam swoją rękę na jego ramieniu. Nadal bałam się do niego zbliżać. W końcu nadal byłam w nim zakochana. Owszem bałam się każdego jego nagłego ruchu. Jednak tylko przy nim czułam się bezpiecznie. Justin odruchowo gwałtownie podniósł głowę w górę.

Wtedy zdałam sobie sprawę, dlaczego nie było go na lekcji. Miał opuchnięte oko, wokół którego robił się siniak. Na jego ustach było widać rozcięcia a na brodzie nadal szło ujrzeć ślady krwi. Widziałam w spojrzeniu chłopaka, że był zmęczony.


- Justin, co się stało? - spytałam zmartwiona.

Mężczyzna siedzący obok mnie spuścił swój wzrok w dół. Zdawałam sobie sprawę, że nie miał dla mnie żadnych dobrych wieści.


- Pobiłem się z Markiem – wyszeptał patrząc przed siebie.

Nie wierzyłam własnym uszom. On nie mógł tego zrobić. Starałam się oddalić tę myśl. Jednak ślady na jego twarzy mówiły same za siebie. Z jednej strony cieszyłam się, że to zrobił. Udowodnił mi tym, że zmienił się naprawdę i był gotów dla mnie poświęcić wszystko. Z drugiej strony byłam zaniepokojona. Mój chłopak przecież dopiero skończył walkę z poważną chorobą. A teraz co robił? Od razu pakował się w kłopoty. Martwiłam się o niego. Podczas tych wszystkich ostatnich przykrych momentów tylko on mnie wspierał. Przecież dzięki Justinowi poznałam prawdę o swoich biologicznych rodzicach. Odkąd byliśmy razem, zawsze robił wszystko, abym był szczęśliwa i nie groziło mi żadne niebezpieczeństwo.

- Dlaczego się z nim pobiłeś? - spytałam retorycznie.

Mężczyzna niepewnie podniósł na mnie swój wzrok. W jego oczach widziałam ból. Wcale mu się nie dziwiłam. Właśnie tego starałam się uniknąć. Krzywdziłam go swoim zachowaniem, kiedy on potrzebował pocieszenia. Jednak miał prawo wiedzieć, co stało się podczas jego nieobecności.

- Przyznał się, że to on Ciebie skrzywdził. Nie mogłem inaczej postąpić. Musiałem stanąć w twojej obronie. Nie chcę, żebyś znów cierpiała – powiedział przejętym tonem.

Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Czyżby mój prześladowca naprawdę ujawnił się przed Justinem? Wiedziałam, że w końcu pozna prawdę. Wtedy postanowiłam opowiedzieć o wszystkim swojemu chłopakowi. Po raz kolejny powróciłam pamięcią do tego pechowego dnia.



~Flashback~


Po ostatniej lekcji podeszłam do swojej szafki. Kolejny raz widziałam tam Marka. Chłopak nie mógł znieść myśli, że nie jestem nim zainteresowana. Robił wszystko, aby zwrócić na siebie moją uwagę. Jednak nie był wstanie zastąpić Justina. To przecież do niego należało moje serce. Włożyłam książki i zeszyty do szafki. Zabrałam tylko zeszyt do angielskiego. Miałam napisać esej na następny dzień. Schowałam notatki do torebki i skierowałam się do wyjścia.

Przy drzwiach czekał na mnie Chaz. Mieliśmy pójść do niego na korepetycje z matematyki. To było dziwne. Na początku nie chciałam słyszeć o spędzaniu czasu w jego towarzystwie. A teraz byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Dzięki niemu poznałam prawdę o uczuciach Justina. Pomógł mi wydać pierwszą płytę. A zaraz po zakończeniu szkoły miałam jechać w trasę koncertową. Czy to nie było zadziwiające, jak łatwo przejść od nienawiści do przyjaźni?

- Kochanie dokąd mi uciekasz? - usłyszałam za sobą głos Marka.

Starałam się go unikać. Przyspieszyłam kroku, aby szybciej dotrzeć do swojego przyjaciela. Niestety nie było mi to dane. Mój oprawca jednym szarpnięciem położył mnie na ziemi. Zaczął mnie ciągnąć w kierunku łazienki. Krzyczałam, ile sił miałam w płucach. Niestety wszystko poszło na marne. W budynku nie było już nikogo poza nami. Próbowałam z nim walczyć. Szarpałam się, drapałam go, kopałam. Niestety napastnik okazał się silniejszy.

Doprowadził mnie do łazienki siłą. Tam popchnął mnie na kabinę. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze. Straciłam równowagę i uderzyłam głową o klamkę. Poczułam ostry ból przeszywający moją głowę. Otoczyła mnie ciemność. Nie docierały do mnie żadne bodźce z zewnątrz. Czas zlewał się ze sobą. Sekundy stawały się minutami. Minuty godzinami, godziny dniami, dni latami. Trwałam w zawieszeniu. Nie miałam pojęcia, co działo się ze mną.

Nagle ocknęłam się. Jasne światło raziło moje oczy. Mark stał nade mną z parszywym uśmiechem na twarzy. Wtedy do pomieszczenia wbiegł Chaz. Mój napastnik zapiął swoje spodnie i zwycięsko zaśmiał się. Z moich oczu popłynęły strumienie łez. Wiedziałam, że mężczyzna dostał to, o czym marzył.

Mój przyjaciel widząc do rzucił się z pięściami na Marka. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je swoimi rękoma. Łzy z moich oczu płynęły coraz bardziej z każdą chwilą. Chwilę później Chaz zjawił się tuż przy mnie. Powoli pomógł mi wstać z podłogi. Dopiero wtedy zobaczyłam swoje obrażenia. Moja sukienka była porwana. Nogi i ręce miałam podrapane. Każda część ciała mnie bolała. Chłopak nie czekał długo. Zabrał mnie do swojego samochodu i ruszył w stronę szpitala.

~End Flashback~


Justin uważnie słuchał moich relacji. Z każdą chwilą widziałam, jak jego mięśnie spinają się. Długo siedział i patrzył przed siebie. W końcu niepewnie zaczął zbliżać się do mnie. Bałam się tego, co mogło nastąpić. Jednak w jego oczach widziałam tylko troskę i miłość. Mój chłopak delikatnie przytulił mnie do siebie. Początkowo siedziałam i bałam się wykonać jakikolwiek ruch. W pewnym momencie przełamałam swoje lęki. Mocniej objęłam mężczyznę wtulając się w jego ciało. Z jedynej przyjemnej chwili od dłuższego czasu wyrwał mnie dźwięk dzwonka oznaczającego koniec przerwy. Niechętnie wstaliśmy z wygodnej ławki i udaliśmy na kolejne zajęcia.

Po przeczytaniu skomentuj :)

Czy między Justinem a Seleną zacznie się znów układać?
Czy Selena poradzi sobie po tak traumatycznych przeżyciach?
Czy Justinowi coś grozi po pobiciu Marka?
Czy Mark zostawi w spokoju Selenę?

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział XXVII

~ Selena ~


Całą noc rozmyślałam nad tym, co dzieje się z moim chłopakiem. Martwiłam się jego stanem zdrowia. Wiem, że nie chciał mnie martwić, bo miałam wystarczająco zmartwień, ale nie mogłam przejść obojętnie obok jego cierpienia.

Rano nie mogłam już dłużej wytrzymać tej niepewności. Musiałam dowiedzieć się, co jest Justinowi. Ubrałam na siebie szlafrok i wyszłam ze swojego pokoju. Miałam nadzieję, że mój ukochany już nie śpi.

Zapukałam do jego drzwi. Od razu usłyszałam stłumione „proszę”. Bez zastanowienia weszłam do środka. Chłopak stał tyłem do wejścia i szukał czegoś w swojej torbie. Mój ukochany ledwo trzymał się na nogach, a ja nadal nie miałam pojęcia, jaka jest tego przyczyna.

Mężczyzna wyciągnął opakowanie tabletek. Usiadł na łóżku i zażył pastylkę popijając lek szklanką wody. Gdy odłożył kubek na szafkę mocno wtuliłam się do jego ciała. Byłam naprawdę ciekawa, co dolega Justinowi.

- Kochanie powiesz mi, co się dzieje? Widzę, że coś jest nie tak – powiedziałam zmartwionym tonem.

Chłopak odsunął się ode mnie. Spojrzał w moją stronę z bólem wypisanym na twarzy. Widziałam, że bardzo się czymś martwił.

- Selena to jest trudne do wytłumaczenia. Nie wiem, jak mam Ci to wszystko powiedzieć. Dopiero między nami zaczęło się układać, a teraz mogę stracić to wszystko – powiedział spoglądając na swoje dłonie.

Nadal nic nie rozumiałam. Spojrzałam na mężczyznę i złączyłam nasze ręce. Czekałam, aż podniesie swój wzrok na mnie. Gdy spojrzał w moje oczy, zauważyłam, że jego piękne brązowe tęczówki są wypełnione łzami. Co do cholery go doprowadziło do takiego stanu?

- Jestem chory. Mam białaczkę. Od poniedziałku zaczynam chemioterapię – odparł ledwo słyszalnym głosem.

Nie mogłam uwierzyć, w to co powiedział. Jednak nagle wszystko zaczęło składać się w całość.

Podczas mojej miesięcznej nieobecności w szkole, Justin przez prawie dwa tygodnie mnie nie odwiedzał. Na początku myślałam, że nie miał czasu, aby mnie dziennie odwiedzać. Teraz zrozumiałam już wszystko.

Mocno przytuliłam swojego chłopaka. Bałam się, że mogę go stracić, a tego bym nie przeżyła. Nie mogłam stracić kolejnej osoby, na której mi zależy. Za dużo już w życiu przeszłam, aby móc pożegnać się na zawsze z Justinem.

- A co mówią lekarze? - Spytałam z nadzieją.

- Mówią, że bardzo szybko u mnie to wykryli, a rak nie jest złośliwy i sama chemioterapia powinna pomóc. Niestety najbliższy miesiąc muszę spędzić w szpitalu. Rodzice rozmawiali z nauczycielami i przez całe leczenie, będę miał lekcje w szpitalu. Wrócę przed samą maturą i będę strasznie tęsknił, gdy będziesz daleko ode mnie. Mam nadzieję, że będziesz mnie odwiedzać, bo inaczej zwariuję bez Ciebie – odparł mocno mnie przytulając. 


~ Justin ~


Cieszyłem się, że miałem już rozmowę z Seleną za sobą. Mieliśmy się szykować na spotkanie z biologiczną babcią mojej dziewczyny, kiedy zadzwoniła moja mama. Wiedziałem, że odkąd dowiedziała się o mojej chorobie, nie mogła przestać zamartwiać się moim stanem zdrowia. Jednak czegoś takiego nie spodziewałem się usłyszeć.

- Justin wiem, że zaplanowałeś sobie cały weekend z Seleną, ale dzwonili z kliniki. Znalazło się miejsce i jeszcze dziś wieczorem możesz zacząć leczenie – powiedziała od razu, gdy odebrałem połączenie.

Byłem w szoku. Nie sądziłem, że to może potoczyć się tak szybko. Z jednej strony bałem się, że podczas leczenia coś pójdzie nie tak. Z drugiej wiedziałem, że im szybciej zacznę chemioterapię, tym szybciej będę mógł wrócić do normalnego życia.

- Dobrze. Przekaż im, że dziś wieczorem będę na miejscu – usłyszałem, jak moja mama wzdycha z ulgą po drugiej stronie słuchawki.

Po skończonej rozmowie z mamą, szeroko uśmiechnąłem się do swojej dziewczyny. Selena nie miała pojęcia, co się właściwie przed chwilą stało, więc postanowiłem ją uświadomić w całej sytuacji.

- Musimy wrócić wcześniej do Atlanty. Wieczorem mam się zgłosić w klinice, bo znalazło się miejsce i wcześniej mogę zacząć leczenie – odparłem przyciągając dziewczynę do siebie.

Moja księżniczka zapiszczała z radości. Wiedziałem, że to nie ze względu na szybszy powrót do domu. Selena tak jak ja zdawała sobie sprawę, że dzięki szybszemu leczeniu, szybciej będziemy mogli spędzać czas, jak normalna para nastolatków.

Dziewczyna szybko opuściła mój pokój i poszła się pakować. Bez zastanowienia wybrałem numer od babci Seleny, aby jej przekazać, że odwiedziemy ją innym razem. Kobieta była zawiedziona, że nie pozna bliżej swojej wnuczki. Gdy usłyszała z jakiego powodu szybciej wracamy do domu, sama doszła do wniosku, że lepiej będzie, jak wcześniej rozpocznę leczenie.

Kilka minut później udałem się do łazienki pod prysznic. Po powrocie do pokoju, zacząłem się ubierać, po czym spakowałem swoją torbę. Nagle znów usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Od razu wiedziałem, że przyszła moja księżniczka. Zabrałem swój bagaż i opuściłem pomieszczenie. Zeszliśmy na dół do restauracji, gdzie zjedliśmy obfite śniadanie. Później wróciliśmy do recepcji. Oddaliśmy klucze z naszych pokoi i wymeldowaliśmy się z hotelu.

Selena wzięła kluczyki od samochodu. Z daleka otworzyła bagażnik, gdzie od razu włożyliśmy nasze torby. Nie czułem się najlepiej, więc pozwoliłem, aby moja dziewczyna zawiozła nas na lotnisko.

Po dotarciu na miejsce od razu zajęliśmy się prze-bookowaniem biletów, aby jeszcze dziś wrócić do domu. Na szczęście udało nam się dokonać formalności. Mieliśmy lecieć najbliższym samolotem, który miał być za dwie godziny. W tym czasie oddaliśmy samochód do wypożyczalni znajdującej się tuż przy lotnisku.

Następnie wróciliśmy na lotnisko, gdzie przeszliśmy przez odprawę. Przypomniałem sobie, że obiecałem Jazmyn prezent z Nowego Jorku. Razem z Seleną zaraz po odprawie weszliśmy do sklepu bezcłowego. Długo chodziliśmy między regałami i szukaliśmy odpowiednich zabawek dla mojego rodzeństwa.

Moja księżniczka nagle stanęła przy dziale z misiami. Wiedziałem, o czym myślała. Podszedłem do swojej dziewczyny i razem wybraliśmy dwa misie. Po udanych zakupach w końcu mogliśmy wejść na pokład samolotu, który niebawem miał startować.

Podczas lotu byłem bardzo zdenerwowany. Dopiero teraz zacząłem się martwić pobytem w klinice. Dzieliło mnie tylko kilka godzin od rozpoczęcia leczenia, a ja byłem coraz zaniepokojony. Bałem się, że leczenie może pójść nie tak, albo źle zniosę chemioterapię. A ja przecież byłem zbyt młody, aby móc teraz odejść.

Selena oparła swoją głowę na moim ramieniu, a ja mocno przytuliłem nią do siebie. Nie chciałem rozstawać ze swoją księżniczką. Zbyt długo walczyłem o jej uczucie, aby móc to wszystko stracić.

- Justin nie martw się. Wszystko się ułoży. Wyzdrowiejesz i wszystko będzie dobrze, a ja dziennie będę Ciebie odwiedzać – powiedziała całując moje usta.

Jej słowa trochę mnie uspokoiły, ale nadal bałem się pobytu w szpitalu. Nie wiedziałem, jak mój organizm przyjmie leczenie, ale naprawdę nie chciałem jeszcze umierać.

Po kilku godzinach lotu wylądowaliśmy w Atlancie. Od razu zabraliśmy nasze bagaże i na podziemnym parkingu odnaleźliśmy mój samochód. Odwiozłem dziewczynę, po czym udałem się do swojego domu.

Musiałem przygotować się na wizytę w klinice. Bałem się tego coraz bardziej. Nie wiedziałem, co czeka mnie w szpitalu.

Ledwo otworzyłem drzwi, a moja siostra skoczyła na mnie. Straciłem równowagę, żeby nie dać Jazzy poznać, że coś się ze mną dzieje oparłem się plecami o futrynę. Dziewczynka mocno mnie przytuliła i zapiszczała z radości, że znów jestem w domu. Gdy w końcu stanęła na ziemi, ja wyciągnąłem z torby misia dla swojej siostrzyczki. Kiedy weszliśmy do salonu drugą maskotkę podałem swojemu brat.

Moja mama spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem i smutno uśmiechnęła się w moją stronę. Wiedziałem, że bała się tak samo jak ja. Jednak żadne z nas nie było w stanie tego zmienić. Musiałem przejść przez chemioterapię, aby móc żyć, jak każdy normalny nastolatek w moim wieku.

- Justin o 18:00 mamy być w klinice. Masz już spakowane wszystko, co lekarz kazał zabrać – powiedziała smutnym tonem.

Nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do swojej rodzicielki. Usiadłem obok niej na kanapie i mocno przytuliłem kobietę. Chwilę później na swoim ramieniu poczułem łzy. Łzy należące do mojej mamy. Wiedziałem, że cierpiała z powodu mojej choroby, ale w końcu musieliśmy być dobrej myśli. Musieliśmy wierzyć, że leczenie pójdzie zgodnie z planem.

- Mamo nie martw się. Wszystko się ułoży. Wyzdrowieję, zobaczysz – odparłem pocieszając kobietę.

Moja mama uspokoiła się, ale nadal była przygnębiona. Sam nie byłem uradowany myślą, że mogę umrzeć podczas leczenia.
________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Przepraszam, że rozdział jest tak późno, ale miałam próbne matury, próbny egzamin zawodowy i nie miałam czasu usiąść i napisać dla Was rozdziału.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie te małe opóźnienie.
Na pewno podczas przerwy świątecznej coś się pokaże na blogu.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba i mam nadzieję, że udało mi się Was zaskoczyć biegiem historii.

Spodziewaliście się, że może chodzić o tak poważną chorobę?
Czy Justin przeżyje leczenie?
Czy Selena będzie z Justinem przez cały ten czas?
Czy Justin wyzdrowieje?
Co jeszcze spotka Justina i Selenę?


piątek, 6 listopada 2015

Rozdział XXVI

~ Justin ~



Skończyłem pakować swoją torbę. Zostawiłem bagaż w holu i pobiegłem na górę. Wszedłem do pokoju swojej młodszej siostry. Dziewczynka siedziała na puszystym białym dywanie i bawiła się lalkami. Powoli podszedłem do niej i nachyliłem się nad jej drobną posturą. Jazmyn podniosła na mnie swój wzrok. Widziałem, jak w jej słodkich oczkach zbierają się łzy.

- Nie kochasz mnie już. Jedziesz sobie beze mnie i już się nie chcesz ze mną bawić – powiedziała zdławionym głosem powstrzymując się od płaczu.

- Księżniczko to nie prawda. Kocham Cię mała, bo jesteś moją słodką siostrzyczką, ale muszę dzisiaj zabrać Selenę w jedno miejsce. W zamian obiecuję Ci Jazzy, że jak wrócę to zrobimy, coś razem, zgoda? - Spytałem z nadzieją w tonie.

Nie chciałem, aby moja siostra była na mnie zła z tego powodu, że zakochałem się w Selenie. Miałem nadzieję, że niedługo mała zrozumie wszystko i wszystko będzie tak jak dawniej. Dziewczynka zarzuciła mi swoje drobne rączki na szyję i smutno uśmiechnęła się w moją stronę.

- A przywieziesz mi coś? - Spytała ukazując swoje zęby.

- Nie martw się o to. Dostaniesz coś specjalnego ode mnie, jak tylko wrócę – powiedziałem przytulając dziecko do swojego ciała.

Pożegnałem się z rodziną i wyszedłem z domu zabierając swoją torbę. Wsiadłem do samochodu i pojechałem po swoją dziewczynę. Po kilku minutach Selena siedziała już w moim aucie.

Na lotnisko dojechaliśmy godzinę przed naszym lotem. Niestety w kolejce do odprawy staliśmy dobre czterdzieści minut. Nagle podbiegły do nas jakieś dziewczyny. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Myślałem, że przez depresję mojej dziewczyny wszyscy zapomnieli o jej karierze. Jak widać byłem w bardzo wielkim błędzie. Dziesięć dziewczyn nas otoczyło i nie pozwalało nam przejść dalej. Jedna przez drugą się przekrzykiwały. Hałas z każdą kolejną chwilą stawał się nie do wytrzymania. Nie szło zrozumieć, co mówią w takiej głośnej atmosferze.


- Cisza! - Krzyknąłem najgłośniej, jak byłem w stanie. Nie wytrzymałem już tego, bo od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa.

Moja ukochana spojrzała na mnie z uśmiechem i delikatnie musnęła moje usta. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie tylko ja cierpiałem z powodu tych krzyków. Widziałem, że Selena też nie była zadowolona z tego faktu, ale cóż życie w świetle reflektorów nie jest takie łatwe, jak wszystkim się wydaje.

- A teraz spokojnie powiedzcie, jak możemy wam pomóc – spytałem opanowanym tonem, choć przychodziło mi to z trudem.


- Mogłybyśmy prosić o zdjęcie z Seleną? Byłyśmy na twoim koncercie i masz naprawdę wielki talent muzyczny – powiedziała jedna z nich.

Moja dziewczyna zgodziła się na zdjęcie grupowe, bo wiedziała, że goni nas czas. Wziąłem telefon jednej z dziewczyn i zrobiłem fotkę mojej księżniczce i jej fankom. Po wszystkim grzecznie się pożegnaliśmy i udaliśmy się w stronę wejścia do samolotu, który lada moment miał odlecieć.

Gdy w końcu wsiedliśmy do samolotu byłem szczęśliwy, że w Nowym Jorku spędzimy trochę czasu sam na sam. Wiedziałem, że właśnie tego oboje potrzebujemy. Ten krótki wyjazd pomoże nam rozwiązać wiele problemów z przeszłości. Byłem tego pewien. Jednak bałem się. Bałem się, że coś pójdzie nie tak. Bałem się, że jak zwykle coś zniszczę i na zawsze stracę swoją ukochaną Selenkę.

Im bliżej byliśmy celu tym więcej myślałem, a moje obawy były coraz większe. Nie uszło to oczywiście uwadze mojej księżniczki. Dziewczyna od razu mocno wtuliła się w moje ciało i spojrzała głęboko w moje oczy.

- Justin powiesz mi, co się dzieje? - Spytała łagodnym tonem delikatnie uśmiechając się w moją stronę.

Jej wzrok był taki łagodny a przy tym wyrażał samą troskę i zmartwienie. Nie mogłem pozwolić na to, aby w jej życiu jeszcze kiedykolwiek zapanował niepokój lub ból. Ona już zbyt wiele przeżyła, a ja nie mogłem dokładać jej kolejnych zmartwień. Nie teraz gdy w każdej chwili mogłem wszystko stracić. Wiedziałem, że każdym gwałtownym ruchem mogę zaprzepaścić wszystko, co wypracowałem, aby zdobyć jej zaufanie. Jak więc mogłem teraz to wszystko porzucić?

Bałem się tego wyjazdu. Bałem się, że nic nie wyjdzie po mojej myśli, ale co ja mogłem zrobić, żeby uszczęśliwić tak wspaniałą kobietę?

- Nic kochanie. Po prostu rozmyślam. Czeka nas naprawdę wyjątkowy i niezapomniany czas przez ten weekend – powiedziałem starając się wybrać jak najlepsze słowa, a zarazem takie, które nie dadzą mojej dziewczynie żadnej konkretnej odpowiedzi.

Wiedziałem, że czeka mnie jeszcze długa rozmowa z Seleną, nie miałem pojęcia, jak mam jej to wszystko wytłumaczyć. Wiedziałem, że to wszystko może zepsuć nasz związek, ale nie mogłem pozwolić odejść tak wspaniałej kobiecie.

Miałem pewność, że ten weekend będzie niezapomniany, bo przez te dwa dni mogłem zyskać tak wiele, albo stracić to wszystko za sprawą jednej konwersacji, której miałem się podjąć podczas tego weekendu.

- Uśmiechnij się skarbie, proszę – zaczęła mnie pocieszać.

Przyciągnąłem dziewczynę bliżej siebie i musnąłem delikatnie jej słodkie usta. Gdy skończyłem całować swoją wybrankę delikatnie uśmiechnąłem się do niej. Wtedy stewardessa ogłosiła, że podchodzimy do lądowanie. Zapięliśmy pasy, a samolot zaczął tracić swoją wysokość. Uwielbiam ten moment, gdy jestem coraz bliżej ziemi, bo wiem, że lada moment poczuję pewny grunt pod stopami.

Wychodząc z lotniska od razu wsiedliśmy do podstawionego samochodu. W pierwszej kolejności udaliśmy na cmentarz. Znałem tą okolicę bardzo dobrze, bo często jeździłem tam z rodzicami. Zaparkowałem pojazd przed bramą cmentarną i razem z miłością mojego życia udałem się na poszukiwania odpowiedniego nagrobka. Chciałem w pierwszej kolejności zająć się tym, po co tak naprawdę tutaj przyjechaliśmy.

Gdy doszliśmy w odpowiednie miejsce usiadłem na ławce przy grobie biologicznych rodziców Seleny. Czułem, że robi mi się słabo, dlatego wolałem chwilę posiedzieć, niż martwić swoim stanem najważniejszą dziewczynę w moim życiu. Spojrzałem na zdjęcie na płycie nagrobnej i delikatnie uśmiechnąłem się sam do siebie.


- Jesteś bardzo podobna do swojej mamy – powiedziałem spoglądając na dziewczynę.

Moja ukochana zaczerwieniła się i usiadła na ławce tuż przy mnie. Wtedy zobaczyłem, jak w naszą stronę zbliża się jakaś kobieta. Po chwili rozpoznałem tą osobę. Była to biologiczna babcia Seleny. Za każdym razem, jak z rodzicami byłem w tym miejscu to zawsze odwiedzaliśmy mamę zmarłego przyjaciela mojego taty, a zarazem ojca Seleny.

Kobieta widząc kogoś siedzącego przy grobie jej syna i synowej przyspieszyła kroku i szybko znalazła się przy nas. Gdy pani Maria mnie rozpoznała szeroko uśmiechnęła się w moją stronę. Powoli wstałem z ławki, aby nie stracić równowagi. Strasznie kręciło mi się w głowie i nie miałem ochoty tutaj przyjeżdżać. Jednak obietnicy trzeba dotrzymać. Gdyby nie fakt, że tak bardzo kocham Selenę to na pewno bym sobie odpuścił lot do Nowego Jorku.

Starsza pani mocno mnie przytuliła, gdy wstałem na równe nogi. Zachwiałem się lekko, gdy kobieta mnie puściła.

- Justin wszystko w porządku? - Spytała zmartwiona.

Tak. Jestem zmęczony podróżą i trochę źle się czuję. Do tego mamy pełno nauki przed maturą, ale obiecałem Selenie, że pokażę jej to miejsce – powiedziałem do Pani Marii.

Kobieta dopiero teraz zauważyła dziewczynę siedzącą na ławce. Po raz kolejny tego dnia zakręciło mi się w głowie, więc usiadłem z powrotem na ławce, aby niepotrzebnie nie martwić swojej dziewczyny. Starsza pani przyglądała się mojej ukochanej przez chwilę. Nagle w jej oczach pojawiły się łzy.

- Justin to córka mojego syna, prawda? - Spytała kobieta.

W odpowiedzi skinąłem głową. Objąłem swoją dziewczynę ramieniem i delikatnie musnąłem jej policzek. Wiedziałem, że dziewczyna nie jest w stanie zrozumieć tego, co się tutaj dzieje. Dlatego musiałem swojej księżniczce to wszystko wytłumaczyć.

- Kochanie pani Maria jest mamą twojego taty. Pamiętasz, jak opowiadałem Ci o tym wypadku, wtedy po rozmowie z moim tatą, jak znalazłaś te dokumenty? Mój tata bardzo przyjaźnił się z twoim tatą od dziecka. Gdy twoi rodzice zginęli w wypadku mój tata chciał Ciebie adoptować, ale ktoś go już ubiegł. Twoja babcia nie mogła tego zrobić, bo była poważnie chora i nikt nie wiedział, czy wygra walkę z chorobą. Mimo wszystko razem z tatą systematycznie odwiedzaliśmy panią Marię. Kiedy miesiąc temu zadałem mojemu tacie pytanie dotyczące twoich biologicznych rodziców, dowiedziałem się, że to byli Ci sami ludzie, o których mi opowiadał od dziecka. Wcześniej po prostu nie poskładałem tego wszystkiego w całość. Gdy mój tata dowiedział się o naszym planie odwiedzenie Nowego Jorku od razu skontaktował się z panią Marią. Ona szukała Cię odkąd zostałaś adoptowana księżniczko – powiedziałem łapiąc drobną dłoń Seleny w swoje ręce.

Starsza pani i moja dziewczyna uważnie słuchały moich relacji. Wiedziałem, że każda z nich chciała dowiedzieć się, jak najwięcej o tej drugiej. Jednak to nie był czas i miejsce na takie rozmowy. Pani Maria chyba szła moim tokiem rozumowania, bo od razu wpadła na ciekawy pomysł.

- Może wpadniecie jutro do mnie na obiad? Porozmawiamy, bliżej się poznamy? Bo to nie miejsce na rozmowy tego typu – odparła starsza kobieta.

- Zadzwonię do pani rano, bo prawdę mówiąc my w Nowym Jorku nie zabawimy zbyt długo. W poniedziałek musimy znów iść do szkoły – powiedziałem powoli wstając z ławki.

Nie chciałem wykonywać nagłych ruchów w takim stanie. Wiedziałem, że mogę czuć się tylko gorzej. Chciałem wrócić do hotelu i położyć się do łóżka. Bałem się, że cały ten wyjazd źle się dla mnie skończy. Razem z Seleną pożegnaliśmy się z panią Marią i udaliśmy się do hotelu. Tym razem poprosiłem swoją dziewczynę, aby to ona zawiozła nas na miejsce, bo ja nie byłem w stanie.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Hej :)
No i jest kolejny rozdział.
Trochę bardziej tajemniczy, niż poprzednie.
Mam nadzieję, że ostatnie rozdziały tego opowiadania przypadną wam do gustu.
Dla wiernych czytelników moich blogów szykuję pewną niespodziankę. Jednak na razie musicie uzbroić się w cierpliwość.
Przed opublikowaniem następnego rozdziału spróbujcie się zastanowić nad poniższymi pytaniami.

O czym Justin boi się powiedzieć Selenie?
Jaki to wpływ będzie miało na ich związek?
Czy Justin i Selena pojadą na obiad do pani Marii?
Czy problemy Seleny dobiegły końca?
Czemu Justin tak nagle źle się poczuł na cmentarzu?
Czy na pewno Justina złe samopoczucie zaczęło się na cmentarzu?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział XXIII

~ Justin ~



Następnego dnia w szkole wiedziałem, że ten dzień wyglądał całkiem inaczej niż do tej pory. Jednak bałem się rozmowy z Seleną. Wczoraj po powrocie do domu rozmawiałem tatą na temat odnalezienia biologicznej rodziny dziewczyny. Niestety nie miałem dla niej dobrych wieści. Bałem się, że tą nowiną zepsuje Selenie zabawę na balu zimowym.

Wchodząc do budynku szkoły od razu skierowałem się do swojej szafki. Zabrałem książkę z matematyki i udałem się do sali. Ku mojemu zaskoczeniu w środku była tylko Selena. Od razu udałem się do stolika, przy którym siedziała dziewczyna. Usiadłem na wolnym krześle obok niej.

Moja ukochana uśmiechnęła się na mój widok. Bałem się naszej rozmowy, bo wiedziałem, że to nie będzie dla niej przyjemne.

- Justin rozmawiałeś z tatą? - Spytała z nadzieją w głosie.

- Tak kochanie rozmawiałem, ale opowiem Ci wszystko po szkole – odparłem uśmiechając się do niej delikatnie.

Nadszedł czas, aby zadać Selenie pytanie, które męczyło mnie od wczoraj. Nie wiedziałem, jak ona na to zareaguje.

- Kochanie to, co działo się wczoraj? To oznacza, że teraz jesteśmy parą? - Spytałem niepewnie.

Dziewczyna zaśmiała się słodko i przysunęła się bliżej. Złapała moją dłoń splatając nasze palce razem.

- A chcesz tego? - Odpowiedziała mi pytaniem.

- O niczym innym nie marzę słońce – odparłem spoglądając w jej słodkie oczy.

- W takim razie zgadzam się – powiedziała z uśmiechem.

Byłem szczęśliwy. W końcu mogłem Selenę oficjalnie nazwać całym swoim światem. Nagle w drzwiach zobaczyłem Chaza i Caitlin. W mojej głowie zrodził się nowy plan.

Nasi przyjaciele podeszli do ławki Seleny. Cait czekała, aż zejdę z jej miejsca, na co ja się tylko uśmiechnąłem.

- Mam genialny plan. Zrobimy zamianę. Od dzisiaj Cait siedzisz z Chazem, a ja z Seleną – odparłem dumny ze swojego pomysłu.

- Czyli Chaz mówił prawdę? Jesteście razem? - Spytała dziewczyna mojego przyjaciela.

W odpowiedzi skinąłem głową i objąłem swoją ukochaną. To naprawdę była miła odmiana. Trzymanie Seleny w ramionach sprawiało mi więcej przyjemności, niż przypuszczałem na początku.

Chwilę później w sali pojawiła się reszta naszej klasy. Zaraz po dzwonku wszedł nasz dyrektor, który usiadł za swoim biurkiem. Wiedziałem, że jest w szoku widząc zmianę naszych miejsc. Przecież przez tyle czasu widział, jak traktowałem Selenę, a teraz jest świadkiem, jak nasze relacje całkiem się zmieniają.

Ku mojemu zdziwieniu dzisiejsza lekcja matematyki, jak i reszta przedmiotów minęła mi bardzo szybko. A wszystko z powodu dziewczyny, która cały czas była przy moim boku.

Zaraz po lekcjach musiałem jechać odebrać swoje rodzeństwo ze szkoły. Odprowadziłem swoją ukochaną do samochodu.

- Odwiozę tylko dzieciaki do domu i przyjadę do Ciebie. Powiem Ci wszystko, czego się wczoraj dowiedziałem – powiedziałem bawiąc się długimi włosami Seleny.

- Zgoda. Tylko nie każ mi zbyt długo na siebie czekać, bo już nie mogę się doczekać twoich relacji – odparła pogodnie.

Wiedziałem, że swoją opowieścią popsuję humor tej dziewczynie. Byłem pewien, że nawet jeśli nie będę chciał jej nic powiedzieć, to ona siłą wymusi na mnie prawdę. Pożegnałem się ze swoją ukochaną. Wsiadłem do swojego Lamborghini i ruszyłem w stronę szkoły swojego rodzeństwa. W drodze po Jazmyn i Jaxona znacznie przekroczyłem dozwoloną prędkość. Miałem to już w swojej naturze. Nigdy nie przejmowałem się żadnymi ograniczeniami. Zawsze robiłem to, co chciałem i nikt nie był w stanie mnie powstrzymać. Jednak teraz wiedziałem, że jeśli chcę stworzyć poważny związek z Seleną to muszę zmienić parę rzeczy.

Z piskiem opon wjechałem na teren szkoły mojego rodzeństwa. Dzieci jeszcze nie było w pobliżu. Wysiadłem z pojazdu i oparłem się o jego karoserię czekając, aż Jazzy i Jaxon łaskawie opuszczą mury budynku. Po dobrych dziesięciu minutach w końcu zobaczyłem dwie postacie biegnące w moją stronę.

- Justin! - Krzyknęli oboje rzucając się na mnie.

- Dość tych czułości. Wsiadać do auta, bo się trochę spieszę – powiedziałem poganiając ich.

Dzieci grzecznie wykonały polecenie i mogliśmy wrócić do domu. Gdy moje rodzeństwo opuściło samochód, od razu pojechałem do domu Seleny. Zapukałem do drzwi, które otworzyła przede mną mama mojej dziewczyny.

- Zastałem może Selenę? - Spytałem przeczesując dłonią swoją grzywkę.

- Siedzi w salonie – odparła kobieta wpuszczając mnie do środka.

Biegiem skierowałem się we wskazanym kierunku. Tam zastałem zapłakaną dziewczynę. Serce zaczęło mi pękać widząc to, co działo się z moją księżniczką. Powoli podszedłem do Seleny i delikatnie dotknąłem jej ramienia. Moja ukochana delikatnie podniosła swój wzrok na mnie. Zastanawiałem się, czy poznała już prawdę, czy będę musiał przysporzyć jej więcej cierpienia.

- Justin możemy pójść do mnie do pokoju? - Poprosiła.

Z chęcią się zgodziłem, bo cieszyła mnie każda możliwość spędzenia z nią czasu sam na sam. Podałem dziewczynie swoją dłoń, aby pomóc jej wstać z kanapy. Objąłem ją w pasie i skierowaliśmy się na górę. Tam oboje usiedliśmy na łóżku i długo milczeliśmy. Nie miałem pojęcia od czego mam zacząć.

- Powiesz mi w końcu, czego się dowiedziałeś? - Spytała zniecierpliwiona.

- Zgoda. Selena musisz się przygotować na to, że nie mam dla Ciebie dobrych wieści – odparłem ciężko wzdychając.

- Rozumiem. Jestem przygotowana na wszystko. Chcę tylko poznać prawdę i dowiedzieć się, dlaczego oddali mnie do adopcji. Tylko ty możesz mi pomóc – powiedziała błagalnym tonem i złapała moją rękę.

Mimowolnie uśmiechnąłem się na jej gest. Nadal nie mogłem uwierzyć, że jeszcze kilka tygodni temu bałem się przyznać przed samym sobą, że kocham Selenę. A dzisiaj? Dzisiaj siedzimy tutaj jako para. Czy to nie jest zabawne, jak w jednej chwili nienawiść może przerodzić się w prawdziwe uczucie i na odwrót?

- Dobrze, tylko proszę wysłuchaj mnie do samego końca i mi nie przerywaj – poprosiłem.

Dziewczyna skinęła głową na znak porozumienia, a ja niespokojnie przeczesałem dłonią swoje włosy.

    *Flashback*



Po całym dniu spędzonym z Seleną wszedłem do swojego domu. Od progu zaatakowało mnie moje młodsze rodzeństwo. Dzieciaki ciągle kłóciły się z kim będę się teraz bawił. Jednak ja nie miałem wtedy na to najmniejszej ochoty. Chciałem po prostu, jak najszybciej porozmawiać z tatą na temat sprawy dziewczyny, którą kochałem nad życie.

Miałem szczęście, bo znalazłem go w gabinecie, który miał urządzony w przybudówce. Niepewnie wszedłem do środka. Nie miałem pojęcia, od czego mam zacząć tą rozmowę. Jednak wiedziałem jedno. Zrobię wszystko, aby pomóc Selenie poznać prawdę.

- Tato masz czas? Możemy chwilę porozmawiać? - Spytałem stojąc przy drzwiach.

- Jasne. Jeśli nie ma to nic wspólnego z tym, że coś przeskrobałeś. Nie mam zamiaru kolejny raz płacić za Ciebie mandatu, ani tłumaczyć się na policji – powiedział surowym tonem.

To prawda. Kiedyś dużo czasu spędzałem na policji za bójki z kolegami, jak również co tydzień przynosiłem tacie nowe mandaty do zapłaty. Jednak dłuższego czasu jestem czysty. Nic nie przeskrobałem. Policja mnie nie złapała i dziennie odbieram dzieci ze szkoły. Chyba należy mi się więcej zaufania.

- Nie tato. To nie ma z tym nic wspólnego. Chciałem z Tobą porozmawiać o Selenie Gomez, a raczej prosić Cię przysługę w jej imieniu. Pamiętasz, jak Ci opowiadałem, że staram się naprawić nasze relacje, bo się w niej zakochałem? - Spytałem.

Mój tata skinął głową na znak, że wie, o czym mówię. Mimo to nadal nie rozumiał, czego od niego chcę.

- No właśnie wczoraj na imprezie u Chaza jeden z chłopaków dosypał jej czegoś do napoju. Jednak tym się zajmiemy sami z chłopakami, ale coś się stało, jak zostaliśmy na noc u Seleny. Z Chazem i Cait pilnowaliśmy, żeby nic się jej nie stało. Niestety rano sprawy się skomplikowały. Gdy szukała recepty na wykupienie swoich lekarstw znalazł akt adopcyjny. Chciałbym, żebyś odnalazł biologicznych rodziców Seleny. To jest dla niej bardzo ważne, bo chciałaby wiedzieć, dlaczego wychowała ją inna rodzina – powiedziałem stojąc naprzeciwko biurka i opierając swoje dłonie na oparciu krzesła.

Mężczyzna siedzący przede mną długo rozmyślał moją prośbę. Jednak wiedział, że na żadnej innej kobiecie mi tak nie zależało W ostateczności zgodził się nam pomóc w poszukiwaniach.

- Widziałeś ten akt? Wiesz, gdzie się urodziła, i jak nazywają się biologiczni rodzice? - Spytał.

- Tak widziałem. Urodziła się w Nowym Jorku, a jej biologiczni rodzice rodzice nazywają się Adrian i Maria Cambell. Pomożesz nam ich odnaleźć, prawda? - Dodałem od razu.

Po mojej wypowiedzi twarz mojego ojca zbladła. Przez chwilę wyglądał, jakby zobaczył ducha. Nie miałem pojęcia, co wprawiło go w taki stan, ale zacząłem się martwić. Kilka sekund później otrząsnął się z osłupienia i spojrzał na mnie ponurym wzrokiem.

- Jesteś pewien? - Dociekał.

W odpowiedzi skinąłem głową. Wtedy mój tata przetarł twarz swoimi dłońmi i spojrzał na mnie po raz kolejny.

- W takim razie usiądź, bo nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości – powiedział mój tata, a ja wykonałem jego polecenie.

*End-flashback*



- Wtedy mi powiedział, że twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miałaś zaledwie 3 miesiące. Tata mówi, że przyjaźnił się z nimi od dziecka, bo urodził się w Nowym Jorku i całe życie się przyjaźnili. Po ich śmierci razem z moją mamą i ze mną przenieśli się do Atlanty. Nigdy nie myślał, że kiedyś się spotkamy. Mój ojciec powiedział jeszcze, że jeśli będziesz chciała się czegoś o nich dowiedzieć to on z wielką przyjemnością Ci o nich opowie – powiedziałem na koniec swojej historii.

Widziałem, jak w jej oczach zbierają się łzy. Od razu mocno przytuliłem ją do siebie i ucałowałem czubek jej głowy. Dziewczyna od razu wybuchła głośnym płaczem. Pozwoliłem jej wypłakać się w swoje ramie. Wiedziałem, że teraz właśnie tego potrzebowała.

Nie chciałem sprawiać jej bólu tą opowieścią. Ona przecież w ostatnim czasie tyle przeszła. Czy cierpienie tej dziewczyny kiedyś się skończy? Mam nadzieję, że tak. Gdybym wcześniej znał jej historię, pewnie nigdy bym się nie zachował, jak dupek w stosunku do tej pięknej i utalentowanej dziewczyny.

Czasu cofnąć nie mogłem, aby naprawić to, co zepsułem. Mogłem jedynie teraz nie popełniać błędów z przeszłości i być dla niej wsparciem. W pewnym momencie Selena zasnęła wykończona wrażeniami. Delikatnie położyłem dziewczynę na łóżku i powoli uwolniłem się z jej objęć.

Moja ukochana potrzebowała teraz dużo odpoczynku, więc postanowiłem wrócić do domu. Na pożegnanie złożyłem czuły pocałunek na jej czole i opuściłem pokój swojej dziewczyny. Miałem tylko nadzieję, że Selena nie wymyśli nic głupiego, gdy się obudzi.
Po przeczytaniu skomentuj :)

Przepraszam Was za drobne opóźnienie, ale ciągle myślałam, jak udoskonalić ten rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba ten wpis.
Rozsyłajcie adres bloga wśród znajomych. Niech dotrze do większego grona odbiorców.
Przypominam, że blog znajduje się również na Wattpadzie.
Każdy, kto czyta tego bloga niech polubi stronę na facebooku stworzoną specjalnie dla czytelników moich blogów. Link znajdziecie w notatce po prawej stronie szablonu. Tam możecie zadawać pytania dotyczące blogów, jak i również prywatne. Kto chce być informowany wpisuje się do zakładki „Informowani”.
Kolejny rozdział gdy pod tym postem pojawi się co najmniej 25 komentarzy.

Czy Selena otrząśnie się z szoku?
Czy Justin będzie w stanie pomóc Selenie pozbierać się po przykrych przeżyciach?
Czy Mark da spokój Selenie?
Czy kochanka jej zmarłego ojca da w końcu spokój Selenie?

Jakie jeszcze nieszczęścia spadną na główną bohaterkę?

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział XIV

~ Selena ~




Minęło już kilka dni od pogrzebu mojego taty. Nadal nie mogłam się pogodzić z myślą, że już go nigdy więcej nie zobaczę. Wiedziałam, że będzie mi go brakować.

W końcu to on mnie zawsze wspierał i stawał po mojej stronie, gdy mama miała do mnie pretensje. Zawsze byłam oczkiem w jego głowie i nie bał się mi okazywać swoich uczniów, jak robią inni ojcowie.

Nie znałam porządniejszego człowieka, niż mój tata. Dla niego zawsze rodzina była na pierwszym miejscu, chociaż w ostatnim czasie rzadko bywał w domu, bo ciągle był gdzieś w delegacji. Jako jedyny z całej rodziny zawsze wspierał mój zapał do muzyki, ponieważ sam, kiedyś chciał zostać artystą, ale niestety mój dziadek wybił mu ten pomysł z głowy. Dlatego mój tata, gdy tylko zaczynałam śpiewać starał się mnie wspierać w tym wyborze i pomagał mi rozwijać pasję.

Z tego powodu na poddaszu zbudował mi mini studio nagraniowe, abym mogła sama nagrywać piosenki, które piszę.

Brakuje mi go bardzo, ale cieszę, że teraz mam przerwę świąteczną, więc mam czas dojść do siebie, po tym wszystkim, co się stało.

Od pogrzebu jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Mianowicie przyszła tam pewna kobieta, która przez cały czas stała z boku. Gdy wychodziliśmy razem z rodziną i przyjaciółmi ona dalej tam była. Nie miałam pojęcia kim ona była, może to jego koleżanka z pracy?

Rano mama weszła do mojego pokoju, aby mnie obudzić, gdy zobaczyła, że już nie śpię uśmiechnęła się do mnie.

- Kochanie ubieraj się, bo za dwie godziny musimy być u notariusza, który nam nas zapozna z testamentem taty. - Powiedziała wstając z mojego łóżka, a następnie wychodząc z pokoju, żebym mogła się w spokoju ubrać.

Tego dnia założyłam białą bluzkę, czarną narzutkę z frędzlami, czarne skórzane rurki, złoty wisiorek, który dostałam od taty oraz czarne wysokie buty z czerwoną szpilką i podeszwą. Do tego wyjęłam z szafy brązową skórzaną torebkę z frędzlami do której schowałam dokumenty oraz telefon.

Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół, zjadłam śniadanie przyrządzone przez moją mamę, czyli moje ulubione naleśniki z syropem klonowym. Po skończonym posiłku pobiegłam na górę, w łazience umyłam dokładnie zęby i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Miałam oczy podkreślone szarymi cieniami do powiek oraz eyelinerem zrobione czarne długie kreski. Usta musnęłam swoją ulubioną pomadką o smaku arbuza i zbiegłam na dół zabierając torebkę.

Mama czekała już na mnie w przedpokoju. Gdy mnie zobaczyła założyła swój czarny płaszczyk sięgający biodra i wyszłyśmy z domu.

Wsiadłyśmy do mojego samochodu i ruszyłyśmy w stronę kancelarii notarialnej. Weszłyśmy do wskazanego nam wcześniej pokoju. Wtedy znów zobaczyłam tą tajemniczą kobietę, która była na pogrzebie mojego taty.

Kurwa. Ja się pytam. Czemu ona tutaj jest? Przecież gdyby nic jej nie łączyło z moim ojcem nie byłoby jej tutaj.

- Panie Gomez? - Spytał notariusz siedzący przy biurku. Gdy obie skinęłyśmy głowami kazał nam zająć miejsca przy stole.

Z mamą usiadłyśmy obok siebie z daleka od tej nieznanej nam kobiety. Chwilę później mężczyzna wyciągnął jakąś teczkę i usiadł przy naszym stole.

- Jesteście państwo pewni, że mam przeczytać ostatnią wolę zmarłego? - Spytał mężczyzna.

Razem z mamą skinęłyśmy twierdząco głowami, a mężczyzna otworzył teczkę i wyciągnął z niej dokument, który zaczął nam czytać:

“Ja Martin Gomez urodzony 21.08.1974 roku. Syn Jorga i Emilly Gomez w pełni świadomy swoich czynów dnia 29.11.2014 roku spisuję swój testament.
Cały swój majątek przepisuję swojej młodszej córce Kristen Gomez oraz jej matce Marii Lopez. Zaś moja żona wraz z córką Seleną muszą jakoś sobie poradzić.”


Na koniec notariusz pokazał nam dokument z podpisem mojego ojca. Kurwa nie wierzę w to! Mój tata, którego zawsze uważałam za wspaniałego człowieka, który jako jedyny naprawdę mnie kocha i dba o moje i mamy dobro teraz okazał się czystym dupkiem.

Jak on mógł! Nie dość, że zdradził mamę to jeszcze ukrywał przed nami fakt, że ma drugie dziecko!? Nie mogłam tego dłużej słuchać.

W takim radzie, ta jędza, która była z nami w pomieszczeniu musiała być kochanką mojego ojca.

Byłam tak wściekła, że wstałam z krzesła, zabrałam ze sobą torbę, którą przerzuciłam przez ramię i wyszłam z pomieszczenia. Wyjęłam telefon z torebki i wybrałam numer Chaza. Mój przyjaciel odebrał od razu.

- Hej piękna, w czym mogę pomóc? - Spytał pogodnie mój przyjaciel.

- Hej po pierwsze te komplementy zachowaj dla Caitlin. Po drugie masz jakieś plany na dzisiaj, czy siedzisz w domu? - Spytałam smutnym tonem.

- Siedzę w domu, wieczorem chyba Bieber z resztą ekipy przyjdzie na maraton filmowy, wpadniesz? - Spytał z nadzieją w głosie.

- Chciałabym, ale mam na wieczór plany. - Skłamałam. - Możemy się wcześniej spotkać, muszę z kimś porozmawiać. - Powiedziałam starając się nie rozpłakać do słuchawki.

- Zgoda. Przyjedziesz do mnie? - Spytał z pogodnie.

- Tak, tylko mamę odwiozę do domu. - Powiedziałam żegnając się z przyjacielem.

W tym samym momencie z gabinetu wyszła ta żmija razem z moją mamą.

- Macie dwa tygodnie, żeby się wyprowadzić z mojego domu. - Powiedziała zadowolona z siebie i wyszła zostawiając nas samych.

Pierdolona lafirynda. Myśli, że jak przespała się z moim ojcem i ma z nim bachora, przez co on jej wszystko przepisał to teraz jest najważniejsza na świecie.

Razem z mamą wyszłyśmy z kancelarii i pojechałyśmy do domu.

- Kochanie a Ty nie wysiadasz? - Spytała widząc, że po dojechaniu na posesję ciągle siedzę w samochodzie.

- Nie jadę do Chaza, muszę z nim porozmawiać. - Powiedziałam.

Moja mama uśmiechnęła się, gdy wypowiedziałam jego imię. Sama nie mogę w to uwierzyć, ale jeszcze kilka miesięcy temu nienawidziłam go, bo wiecznie mi dokuczał, a teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Kilkanaście minut później byłam już pod domem Chaza. Chłopak chyba musiał mnie już w oknie, bo gdy podchodziłam do drzwi mój przyjaciel już je otwierał.

Od razu go mocno przytuliłam i zaczęłam płakać. Somrs zaprowadził mnie do salonu, gdzie razem usiedliśmy na kanapie. Chaz czekał, aż się uspokoję. Gdy w końcu się uspokoiłam spojrzałam na swojego przyjaciela.

- Selena powiesz mi, co się stało? - Spytał zatroskany Somers.

- Mój ojciec okazał się być dupkiem. Okazało się, że zdradził moją matkę, z jakąś lafiryndą, z którą ma bachora i przepisał jej cały majątek. Po wyjściu od notariusza ta dziwka nam powiedziała, że mamy miesiąc na opuszczenie jej domu. Rozumiesz to? - Powiedziałam znów zalewając się łzami.

- To musi być poważna sprawa, skoro pierwszy raz w życiu słyszę takie słowa z twoich ust. Zawsze grzeczna Selena nagle zrobiła się drapieżną kobietą. - Powiedział pogodnie, aby rozładować napięcie. - A jeśli chodzi o to, co mi powiedziałaś to uwierz, że już w tej chwili stać Cię na to, żeby kupić dom w naszej dzielnicy. Rano rozmawiałem z tatą i twoja piosenka, którą ostatnio nagrałaś w studiu, sprzedała się we wszystkich krajach na świecie i wszyscy chcą, żebyś szybko wydała płytę. Przez te kilka dni Twój zespół zarobił tyle, że po podzieleniu pieniędzy między wszystkich jego członków spokojnie kupisz tutaj dom. - Odparł mój przyjaciel przytulając mnie do siebie.

Siedzieliśmy jeszcze jakiś czas i rozmawialiśmy, kiedy drzwi do jego domu otworzyły się, a do salonu wszedł Bieber ze swoją świtą.

Pożegnałam się z Somersem i wyszłam z jego domu. Chciałam porozmawiać z mamą na temat tego, co dowiedziałam się od Chaza. Jednak, gdy podchodziłam do swojego samochodu ktoś do mnie podszedł i mnie zatrzymał.
_____________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)


Kto zatrzymał Selenę?
Czego od niej chce?
Jak Selena zareaguje na tą tajemniczą osobę?
Jak skończy się sprawa z kochanką zmarłego ojca Seleny?

środa, 11 lutego 2015

Rozdział XI

* Przeczytaj notkę pod rozdziałem *

~ Selena ~



Gdy wróciłam do domu była godzina 22:45. O dziwo moja mama siedziała w salonie przy zapalonym świetle.Byłam w szoku, bo o tej godzinie zawsze już spała.

Weszłam do środka i przeraził mnie widok, który tam zastałam. Mama siedziała zapłakana na fotelu. To nie może dobrze wróżyć.

Usiadłam na ziemi przed fotelem, na którym siedziała moja mama, położyłam swoje dłonie na jej kolanach i spojrzałam w jej oczy.

- Mamo, co się stało? Czemu płaczesz? - Spytałam przestraszona.

- Twój tata miał wypadek, jak wracał z delegacji. Niestety lekarze przyjechali zbyt późno i zmarł na miejscu. - Powiedziała jeszcze bardziej zalewając się łzami.

Nie wierzyłam własnym uszom. Zaczęłam płakać, jak małe dziecko. Wybiegłam z salonu zalana łzami i pobiegłam do swojego pokoju. Trzaskając drzwiami położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać w poduszkę. Mój tata nie mógł umrzeć. To jakaś pomyłka.

Tak długo płakałam, że nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Gdy rano wstałam spojrzałam na telefon, który wskazywał godzinę 6:48. Za chwilę muszę się zbierać do szkoły, bo to ostatni dzień przed przerwą świąteczną. Niechętnie wyszłam z łóżka i skierowałam swoje kroki w stronę szafy z ubraniami. Wyjęłam z niej zestaw ubrań i ruszyłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic, po porannej toalecie stanęłam przed lustrem ubrana w czarne rurki oraz czarną obcisłą bluzkę na długi rękaw z dużym dekoltem. Spojrzałam na siebie w lustrze i przeraziłam się swojego odbicia. Miałam czerwone i zapuchnięte oczy od płaczu. Musiałam choć trochę zakryć ślady płaczu, jeśli miałam pokazać się dzisiaj publicznie.

Nałożyłam na twarz niewielką ilość podkładu, po czym wszystko pokryłam pudrem. Na koniec oczy podkreśliłam cienką kreską czarnym eyelinerem, usta musnęłam różowym błyszczykiem z drobinkami brokatu o smaku arbuza, a na rzęsy nałożyłam tuszu pogrubiającego. Włosy tego dnia zostawiłam rozpuszczone, bo wiedziałam, że jeszcze nie raz będę płakać.

Gdy skończyłam swoje poranne zajęcia w łazience wyszłam z pomieszczenia. Do dużej torebki wykładanej ćwiekami włożyłam zeszyty. Z szuflady wyjęłam okulary przeciwsłoneczne, aby ukryć pod nimi ślady płaczu. Nogi wsunęłam w czarne kozaki na szpilce. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze, gdy uznałam, że jestem gotowa złapałam za kluczyki od samochodu.

Po chwili byłam już w kuchni, gdzie przygotowałam dla siebie śniadanie do szkoły oraz upiekłam mamie naleśniki i zaparzyłam kawę. Ułożyłam wszystko na tacy i zaniosłam to do sypialni, którą jeszcze wczoraj uważałam za wspólną sypialnię rodziców.

Wokół łóżka leżało pełno chusteczek higienicznych. Wcale się temu nie dziwię, bo sama pół nocy przepłakałam.

- Mamo wstań musisz iść do pracy. - Powiedziałam stawiając na szafce nocnej śniadanie dla swojej rodzicielki.

- Selena za chwilę spóźnisz się do szkoły. - Powiedziała przekręcając się na łóżku, aby na mnie spojrzeć.

- Wiem, ale przygotowałam Ci śniadanie. Znając Ciebie dzisiaj nie byłabyś w stanie sobie nic przygotować. - Odparłam wychodząc z sypialni.

Zeszłam na dół i zabrałam swoją torebkę. Wsiadłam do swojego samochodu i ruszyłam w stronę szkoły.

Wchodząc do szkoły zostałam mile zaskoczona. W sali matematycznej na mojej ławce leżał bukiet białych orchidei. Nie miałam pojęcia skąd ta osoba wiedziała, że uwielbiam te kwiaty, ale bardzo mi się to spodobało. Ku mojemu zaskoczeniu w sali siedział tylko Chaz i Justin, którzy siedzieli w jednej ławce.

Somers uśmiechnął się do mnie pogodnie, a ja położyłam ręce skrzyżowane na ławce i ułożyłam na nich swoją głowę. Usłyszałam odsuwane krzesło z ławki, gdzie siedział mój przyjaciel, po chwili ktoś usiadł obok mnie i szturchnął mnie w ramię, gdy podniosłam wzrok zobaczyłam Chaza siedzącego obok mnie.

- Ściągniesz okulary? - Spytał mój przyjaciel, a ja w odpowiedzi tylko przecząco pokiwałam głową. - Selena, co się dzieje? Dawno nie widziałem Ciebie takiej ponurej. - Powiedział zmartwiony.

- Chaz a z czego mam się cieszyć? Że mój tata wczoraj zginął w wypadku samochodowym? - Spytałam prawie zalewając się łzami.

Mój przyjaciel natychmiast mnie przytulił do siebie i czekał, aż chociaż trochę się uspokoję.

- Przykro mi Selena. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym Ci teraz jakoś pomóc w tej sytuacji. Pamiętaj, że możesz na mnie zawsze liczyć. - Powiedział gładząc mnie po plecach.

- Dzięki Chaz. - Wtedy do sali zaczęli się schodzić inni uczniowie. - Możesz już wrócić do swojej ławki? Muszę wziąć leki. - Poprosiłam.

Somers bez słowa wstał z krzesła, gdzie za chwilę miała usiąść Caitlin. Z torebki wyjęłam tabletki i od razu zażyłam jedną pastylkę popijając ją wodą.

Równo z dzwonkiem do sali wszedł nasz dyrektor, który rozpoczął sprawdzanie listy obecności. Gdy doszedł do mojego nazwiska zatrzymał się na chwilę.

- Selena w imieniu całego grona pedagogicznego chciałbym Ci złożyć serdeczne wyrazy współczucia. Twoja mama do mnie dzwoniła i o wszystkim mnie poinformowała. Przykro mi, że tak się stało. Wiem, że to dla Ciebie teraz jest trudne, ale musisz być silna. - Powiedział starając się mnie pocieszyć widząc moje okulary przeciwsłoneczne na twarzy.

- Dziękuję panu to dla mnie wiele znaczy. - Odpowiedziałam wysilając się na uśmiech w stronę nauczyciela.

- Sądziłem, że po takich przeżyciach będziesz wolała zostać w domu. - Odparł dyrektor.

- Nie. W domu za dużo bym myślała o tym wszystkim. Tutaj mogę nie myśleć tyle o wczorajszych wydarzeniach. - Powiedziałam starając się przybrać w miarę naturalny ton głosu. - Mogę wyjść na chwilę do łazienki? - Spytałam z nadzieją w głosie.

- Dobrze, a może chcesz, żeby ktoś poszedł z Tobą? - Spytał łagodnie.

Pochyliłam się nad przyjaciółką, która siedziała razem ze mną i szeptem spytałam, czy pójdzie razem ze mną._________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Hej jak obiecywałam wróciłam po półtoratygodniowej przerwie.
Chciałam Was poinformować, że rozdziały będą się pojawiać raz w tygodniu we wtorki lub środy.
Jakiś czas temu zostałam zapytana, czy można być informowanym o nowych rozdziałach, dlatego od dziś rusza zakładka "Informowani", gdzie możecie podawać swoje twittery lub aski, jeśli chcecie od razu wiedzieć o nowych rozdziałach.
Druga sprawa jest taka, że rusza również zakładka "Wasze Blogi" możecie tam polecać swoje blogi, które piszecie. Z przyjemnością w wolnej chwili na każdy z nich zajrzę.

Czy Caitlin pójdzie z Seleną?
Co stanie się w łazience?
Od kogo były te kwiaty?
Czy Justin dowie się, że tata Seleny nie żyje?
Jeśli tak to jak chłopak zareaguje i co zrobi?
Jakie jeszcze niespodzianki szykuje dla Seleny?

sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział X

*Przeczytaj notkę pod rozdziałem*

~ Justin ~


Po wyjściu Seleny z domu mojego przyjaciela nie mogłem uwierzyć w jej słowa. Z kim ona kurwa jest umówiona? Przecież nie może mi tego zrobić!

Czy ona nie wie, że ja się w niej zakochałem? Nie dociera to do niej? Selena musi być moja nawet, gdybym do końca życia musiał walczyć o jej miłość.

- Somers z kim ona się umówiła? - Spytałem zdenerwowany, gdy mój przyjaciel wrócił do salonu.

Chaz zaśmiał się, gdy usłyszał moje pytanie i usiadł na przeciwko mnie.

- A co zazdrosny o nią jesteś? Tyle czasu nabijałeś się z Seleny i chcesz w jeden dzień wszystko naprawić? - Spytał ironicznie, a ja mu nic nie odpowiedziałem, bo zbyt dobrze wiedziałem, że Somers ma rację. - Jednak odpowiadając na twoje pytanie to z tego, co wiem do Caitlin to całą ekipą, którą dzisiaj występowali w naszej szkole szli do kina. - Powiedział uśmiechając się.

Odetchnąłem z ulgą słysząc, że szła tylko z przyjaciółmi. Ciągle zastanawiałem się, co mogę zrobić, aby zbliżyć się do Gomez, po tym wszystkim, jak nią traktowałem przez tyle czasu. Nagle sobie coś uświadomiłem.

- Ty powiedziałeś, że gadałeś z Cait? Z tą nową laską z naszej klasy? - Spytałem nie będąc pewnym, czy na pewno wszystko rozumiem. Somers skinął głową i unikał mojego wzroku. Zbyt dobrze go znałem i wiedziałem, co to znaczy. - Stary Ty się zakochałeś! - Wykrzyczałem podekscytowany.

- Kurwa Bieber zamknij się i nie krzycz tyle. A nawet gdybym się zakochał w Caitlin to co Ci do tego? Przecież uganiasz się za Gomez, zapomniałeś? - Spytał z ironicznym uśmiechem.

- Wiem, ale wtedy byśmy mogli chodzić na podwójne randki. - Powiedziałem rozmarzony.

Mój przyjaciel się zaśmiał i spojrzał na mnie, jakbym spadł z kosmosu.

- Najpierw to Ty musisz zdobyć serce Seleny, żeby myśleć o randkach,a wiem, że to będzie bardzo trudne zadanie, dla Ciebie zwłaszcza po tym, co się dowiedziałem dzisiaj po jej występie. - Powiedział robiąc się w jednej chwili blady.

Wiedziałem, że to nie może być nic dobrego skoro on tak reaguje na samo wspomnienie rozmowy z Seleną w szatni.

- Stary dowiem się, dlaczego to nie będzie takie łatwe? - Nalegałem, żeby mi powiedział.

Somers otrząsnął się z transu i spojrzał na mnie, ale jego wzrok był przygaśnięty. Nie był już tak wesoły, jak w momencie, gdy rozmawialiśmy o Caitlin.

- Zastanawiałeś się kiedyś czemu, jak na matematyce zaczynałeś nabijać się z Seleny dyrektor od razu się jej pytał, czy nie musi wyjść do łazienki, a ona wtedy brała ze sobą całą torbę, jak nam wtedy robił wywody, że nie możemy tak na nią naskakiwać i tak dalej? - Spytał mój przyjaciel, a ja skinąłem głową.

Zbyt dobrze to pamiętam, bo ostatnia taka sytuacja miała miejsce jakieś dwa tygodnie temu, gdy szła dać nauczycielowi jakieś zwolnienie, a ja zacząłem jej dogadywać.

- Po występie Seleny poszedłem za nią do szatni, aby pogadać z nią, bo tak szybko zbiegła z tej sceny. Była tak pochłonięta rozmową ze mną, że z tego wszystkiego zapomniała, że jestem razem z nią w tej szatni i wyciągnęła przy mnie pudełko z lekami. Gdy zabrałem jej opakowanie zorientowałem się, że ona bierze leki antydepresyjne. rozumiesz? Widzisz do czego doprowadziliśmy? - Spytał retorycznie, a ja tylko schowałem twarz w dłoniach, nie wierząc w to, że to dzieje się naprawdę. - A wiesz, co w tym wszystkim jest najgorsze? - Spytał mój przyjaciel.

Wtedy podniosłem na niego wzrok. Jego oczy były zaszklone, a Chaz zbliżał się do płaczu.

- Ona pół roku po tym, jak przyszła do naszej szkoły chciała się zabić. Pamiętasz zdjęcia z fotomontażu, które jednego dnia cała szkoła dostała? - Spytał mój przyjaciel.

- Mówisz o tych zdjęciach, co miały być niby rozbieranymi zdjęciami Seleny? - Odpowiedziałem pytaniem na jego pytanie.

Chaz skinął głową, a ja jeszcze bardziej się załamałem, bo od początku wiedziałem, czyja to była sprawka, ale obiecałem, że go nie wydam. Przeze mnie Selena chciała się zabić, została wystawiona na pośmiewisko całej szkoły, bo ja nic nie zrobiłem, aby ratować jej wizerunek, mimo że miałem wtedy do tego taką okazję, ale przecież jeszcze nie wiedziałem, że pokocham tą dziewczynę. Miała być to tylko dziewczyna ze szkoły, którą miałem dołować i szydzić z niej, że nie jest tak dziana jak my, ale los chciał inaczej i zakochałem się w niej.

- To dlatego ona wtedy miesiąc czasu do szkoły nie chodziła, prawda? - Spytałem retorycznie, a on w odpowiedzi skinął tylko głową.

Wstałem z kanapy, pożegnałem się z Chazem i wściekły na samego siebie wyszedłem z jego domu. Ze złości kopnąłem w koło swojego białego Lamborghini Aventadora i pięścią uderzyłem w dach samochodu.

Chwilę później oparłem się o dach samochodu, aby choć trochę się uspokoić. Przecież nie mogłem jechać autem pod wpływem emocji.

Gdy się trochę uspokoiłem wsiadłem do pojazdu i pojechałem w stronę domu. Na wejściu od razu przywitało mnie moje rodzeństwo, które na mnie skoczyło, jakby mnie miesiąc nie widziało.

- Tak bardzo się za mną stęskniliście? - Spytałem z uśmiechem.

- Justin pobawisz się z nami? - Spytał blondyn.

- Nie dzisiaj Jaxon. Jestem zmęczony. Jutro się pobawimy. - Powiedziałem stawiając dwójkę dzieci na ziemi. - Pobaw się z Jazmyn. - Powiedziałem zmierzwiając włosy chłopcu i dziewczynce stojącym przede mną.

O dziwo dzieciaki nie męczyły mnie dłużej. Moje rodzeństwo pobiegło do pokoju Jaxona i zaczęli się w coś bawić. Ja w tym czasie skierowałem swoje kroki do salonu. Wziąłem kontroler do konsoli i położyłem sie na kanapie z głową skierowaną w dół.

- Justin wygodnie Ci tak? - Spytała retorycznie moja mama.

Nic jej nie odpowiedziałem, tylko dalej grałem, wtedy oberwałem ścierką po nogach, abym zwrócił na nią uwagę. Westchnąłem i wcisnąłem przycisk pauza na padzie, po czym usiadłem i spojrzałem na nią zza oparcia.

- Co chcesz? Nie mam humoru. - Powiedziałem podpierając brodę na swoich dłoniach.

- Gdzie byłeś tyle czasu? - Spytała moja mama.

No to zaczyna się wywiad. Jak ja tego nienawidzę.

- Byłem u Chaza. Mogę już wrócić do grania, czy masz jeszcze jakieś pytania? - Odparłem zniecierpliwiony.

- Jesteś głodny? - Zadała kolejne pytanie.

- Ile razy mam mówić NIE MAM HUMORU! Jedzenia się to też dotyczy! - Wykrzyczałem i wyszedłem z salonu.

Wszedłem na górę po schodach i udałem się do swojego pokoju. Trzasnąłem wściekły drzwiami i położyłem się na łóżku wkładając do uszu słuchawki, aby nie mieć do czynienia ze światem zewnętrznym.

Ciągle myślałem o Selenie i o tym, w jaki sposób mogę jej udowodnić, że naprawdę mi na niej zależy.

Wiem, że źle postąpiłem, ale mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczy i będziemy mogli być razem._________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Tak więc mamy kolejny rozdział na blogu :)
Tym razem, jak pewnie zaważyliście cały rozdział jest pisany z perspektywy Justina.
Niestety następny rozdział pojawi się najwcześniej za półtora tygodnia, bo rozpoczynają mi się ferie i wyjeżdżam na kilka dni, gdzie będę niestety odcięta od internetu.
Obiecuję, że gdy tylko wrócę dodam nowy rozdział, z niespodzianką, jakieś się nie spodziewaliście zobaczyć w tym blogu.
Proszę o zapoznanie się z zakładką Bohaterowie, bo pojawiło się tam kilka nowych osób, które niebawem wezmą udział w opowiadaniu.

Czy Justin przyzna się, że wie kto zrobił te zdjęcia?
Czy Justin zdoła przekonać Selenę do siebie?
Co Bieber wymyśli, aby nią zdobyć?
Czy Selena uwierzy w miłość Justina?

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział VII



~ Selena ~




Gdy przyjechałam do Somersa zobaczyłam pod domem mojego przyjaciela znajomy mi pojazd.

Niepewnie podeszłam do drzwi i wcisnęłam dzwonek. Kilka chwil później otworzył mi Chaz, który widocznie rozpogodził się na mój widok. Uśmiechnęłam się do chłopaka i weszłam z nim do środka.

W salonie zastałam zamyślonego Justina. Przyznam to był niecodzienny widok, aby zobaczyć rozmyślającego Biebera.

- Nim się nie przejmuj, bo już wychodzi. – Odparł mój przyjaciel widząc moje lekkie zdenerwowanie. – Chcesz coś do picia? – Spytał.

- Wody. – Odparłam cicho i zaczęłam w torebce szukać swoich tabletek. Musiałam wziąć te pastylki tak, aby Somers niczego nie zauważył.

Bieber przed swoim wyjściem posłał Chazowi spojrzenie, którym mógłby zabić, po czym wyszedł, a mój przyjaciel zniknął w kuchni. W tym czasie z pudełka wyciągnęłam dwie tabletki, które od razu włożyłam do ust tak, aby Somers niczego nie widział. Gdy podał mi szklankę wody, natychmiast wzięłam kilka łyków, aby łatwiej połknąć lek i uśmiechnęłam się do swojego przyjaciela. Wtedy wpadłam na genialny pomysł.

- Chaz mam do Ciebie dwie prośby. – Powiedziałam słodkim tonem.

- Zamieniam się w słuch. – Powiedział pogodnie.

- Mógłbyś dla mnie nagrać filmik do piosenki, którą Ci zachwalę dam na płycie? – Spytałam robiąc maślane oczka.

- To będzie dla mnie zaszczyt. – Powiedział pogodnie. - A ta druga prośba?

- Pojedziesz dzisiaj ze mną na zajęcia taneczne? Cait na pewno się ucieszy, gdy Ciebie zobaczy. – Powiedziałam uśmiechając się w jego stronę.

- Zgoda. - Odparł posyłając mi słodki uśmiech.

Zabraliśmy się za matematykę i muszę przyznać, że Chaz szybko załapał, o co w tym wszystkim chodzi.

Kilka minut później byliśmy w drodze do szkoły tańca, gdzie miała próby moja ekipa taneczna. Po dojechaniu na miejsce weszłam do szatni i przebrałam się w:




Gdy weszłam na salkę z lustrami wszyscy już na mnie czekali. Od razu przytuliłam się do każdego z osobna na przywitanie, a z Caitlin przywitałyśmy się całusem w policzek. Moja przyjaciółka odciągnął mnie na chwilę na bok z groźną miną. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego.

- Selena przecież Ci mówiłam, że on mi się podoba, jak mogłaś mi to zrobić i zacząć z nim chodzić. – Powiedziała z bólem.

- Cait wcale Ci nie odbiłam Somersa, to mój przyjaciel tak jak Ty. A zabrałam go tutaj ze względu na Ciebie. – Powiedziałam szturchając nią w ramię. - To co zaczynamy? – Spytałam głośniej całą ekipę.

Moi przyjaciele entuzjastycznie skinęli głowami. Zaczęliśmy od rozgrzewki w formie wygłupów przy muzyce, aby później przejść do bardziej skomplikowanych układów muzycznych.

Nie chciałam przy Chazie pokazywać tego, co chciałam wykonać podczas tegorocznych jasełek, dlatego zatańczyliśmy kilka innych układów.

- Pamiętajcie od jutra szykujemy układy na nasz występ w mojej szkole. – Powiedziałam żegnając się z przyjaciółmi, ale i tak wiedziałam, że Cait i Chaz mnie nie usłyszą, bo byli zbyt pochłonięci rozmową ze sobą.

Uśmiechnęłam się na ten widok i poszłam do szatni, aby przebrać się w poprzedni strój. Po chwili wróciłam na salkę, aby pożegnać się z Caitlin i Chazem.

Oboje byli w szoku widząc mnie już przebraną. Zaśmiałam się na ich zdezorientowanie i pożegnałam się z przyjaciółmi.

Wróciłam do domu, po czym wzięłam gorący prysznic i postanowiłam położyć się spać, bo jutro czekał mnie kolejny długi i męczący dzień w szkole.



~ Chaz ~






Muszę przyznać, że Caitlin nieźle się rusza. Może nie pokona w tym Seleny, ale niczego nie brakuje tej dziewczynie. Postanowiłem po zajęciach porozmawiać z przyjaciółką Gomez.

Podobała mi się od dnia, gdy przeszła po raz pierwszy do naszej szkoły, ale nigdy nie miałem odwagi tego dokonać.

- Cześć. - Powiedziałem niepewnie podchodząc do dziewczyny.

- Hej. – Odparła uśmiechając się zakładając kosmyk włosów za ucho.

- Wiesz, że świetnie tańczysz? – Powiedziałem zagadując Caitlin.

Beadles lekko się zarumieniła, po czym uśmiechnęła się do mnie szerzej.

- Dziękuje, ale chyba nikt z naszej grupy nie dorówna Selenie. – Zaśmiała się.

- Wiesz Gomez nie da się w niczym pokonać. – Odparłem również się śmiejąc. – Może dałabyś się wyciągnąć gdzieś do kina? – Spytałem z nadzieją w głosie.

- Z przyjemnością. – Odparła dziewczyna.

Wtedy podeszła do nas Selena, aby pożegnać się z nami. To już tak późno? Pożegnałem się z Cait biorąc jej numer telefonu i udałem się z powrotem do domu.

Postanowiłem przesłuchać piosenkę z płyty, którą dziś dała mi moja przyjaciółka. Muszę przyznać, że tekst piosenki mnie zatkał. Niestety nie miałem pojęcia, kto to śpiewa, bo nie znałem tej piosenkarki.

Jednak szybko do głowy wpadł mi pomysł filmiku do niej. Mimo, że była smutna wiedziałem szło w niej wyczuć też chwile nadziei. Postanowiłem zadzwonić do swojego przyjaciela, aby poprosić go o pomoc.

- Cześć Bieber. – Powiedziałem, gdy w końcu odebrał swój telefon.

- Siema, czego chcesz? – Powiedział zmęczony.

Nie miałem pojęcia, co wyprawiał, ale miałem wrażenie, że Jazzy i Jaxon dali mu dzisiaj nieźle w kość.

- Mam sprawę. Muszę nagrać film i potrzebuję twojej pomocy. Chcę, żebyś w nim wystąpił. I tak nikt nie będzie wiedział, że to Ty, bo ukaże się tylko cień. – Poprosiłem.

- Spoko, ale teraz sorry, bo idę spać. Dzieciaki dały mi popalić, gdy rodzice pojechali na jakiś bankiet. – Powiedział mój przyjaciel.

- To do zobaczenia w szkole. – Powiedziałem i się rozłączyłem.

Do Cait: „Może pójdziemy do tego kina podczas przerwy świątecznej po niedzieli? Bo teraz pewnie na ten występ to Sel będzie Was nieźle męczyć tym tańcem.”

Zablokowałem ekran swojego telefonu, jednak odpowiedź dostałem znacznie szybciej niż się spodziewałem.

Od Cait: „Masz rację. Selena nie da nam spokoju te układy nie będą idealne. Już nie mogę się doczekać naszego wyjścia.”

Uśmiechnąłem się na jej słowa, bo sam nie mogłem się doczekać tego dnia. Postanowiłem pójść pod prysznic, bo czym wróciłem do swojego pokoju i położyłem się spać. Jednak dość długo nie umiałem zasnąć i przez cały ten czas pisałem z Caitlin.



Po przeczytaniu skomentuj :)

Czy Justin wystąpi w filmiku Chaza?

Czy Bieber przestanie dręczyć Selenę?

Czy wyjdzie występ grupy tanecznej Seleny?

Czy Caitlin i Somers wybiorą się razem do kina?

Czy Chaz pozna prawdę o lekach Seleny?

Dlaczego Gomez musi brać leki antydepresyjne?