Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chęć poznania prawdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chęć poznania prawdy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

Rozdział XXXI

~ Justin ~



Po ucieczce Seleny postanowiłem, że poszukam Chaza. Chodząc po szkolnych korytarzach, widziałem zdziwione spojrzenia innych uczniów. Fakt. Wiadomość o mojej chorobie rozeszła się szybko. Szczerze? Nie dziwiłem się ich reakcji. Jeszcze jakiś czas temu pewnie sam bym myślał, że z białaczki prowadzi długa droga do wyzdrowienia. Jednak w klinice lekarka wszystko mi wytłumaczyła. Wtedy dowiedziałem się, że jest kilka sposobów na wyleczenie tej odmiany raka. Moim szczęściem, że tak szybko mogłem wrócić do zdrowia, było szybkie zdiagnozowanie choroby. Nie potrzebowałem przeszczepu, tylko dlatego, że niewielka część szpiku była zainfekowana, dlatego udało się zwalczyć białaczkę już za pomocą pierwszej chemioterapii. Zwłaszcza że po badaniach przeprowadzonych na krwi, nie miałem predyspozycji do nawrotów. Choć lekarze mówili, że dobrze zniosłem leczenie, ja naprawdę kiepsko się czułem w czasie zmian kroplówek. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl o bólu, jaki sprawiał potas w moim krwiobiegu.

Rozmyślając nad przebiegiem choroby, nie zauważyłem, kiedy zderzyłem się z przyjacielem, którego szukałem. Chłopak spojrzał na mnie z zaskoczeniem wypisanym na twarzy, ale po chwili dotarło do niego, że już kilka lekcji razem przesiedzieliśmy.

- Chaz wiesz, kto skrzywdził moją dziewczynę? - spytałem. Miałem nadzieję, że przynajmniej on będzie znał więcej szczegółów. W końcu to od jego korepetycji wszyscy powoli zmienialiśmy nastawienie do Seleny, a on zaprzyjaźnił się z moją ukochaną, którą traktował jak siostrę.

Mój przyjaciel przez pewien czas myślał nad odpowiedzią. Widziałem w jego oczach zmartwienie, zwłaszcza że ledwo stałem na nogach po powrocie z kliniki. Po chwili chłopak poprowadził mnie w stronę ławek. Gdy usiedliśmy, Chaz rozejrzał się, czy nikt nie stał w pobliżu. Kiedy był już pewien, że żaden uczeń nam nie przeszkodzi, ani nie podsłucha naszej rozmowy, spojrzał na mnie ze współczuciem wypisanym na twarzy.

- Obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego. Znam Cię całe życie i widzę, że jesteś słaby po chorobie – powiedział zmartwiony, a ja tylko uspokajająco skinąłem głową. Byłem pewien, że po jego relacji zareaguję inaczej, ale musiałem wyciągnąć wszystko od przyjaciela. - Justin – zaczął niepewnie – to był Mark.

Poczułem, jak wzbiera we mnie złość. Od imprezy u Chaza robiłem wszystko, aby chronić swoją ukochaną przed tym mężczyzną. Nie przewidziałem tylko, że podczas pobytu w klinice, mógł dopiąć swego.

Wstałem wściekły z ławki. Nawet nie wiedziałem, jak udało mi się nie zachwiać po takim wyniszczeniu organizmu. Widocznie adrenalina zadziała na moją korzyść. Nie zwracając uwagi na krzyki przyjaciela, pobiegłem w stronę miejsca, gdzie lekcje miał oprawca Seleny. Z daleka widziałem, jak Mark stał oparty o ścianę. Gdy mnie zauważył, na jego twarzy pojawił się parszywy uśmiech. Chwilę później zobaczyłem, jak chłopak uderzył głową o ścianę. Dopiero wtedy zorientowałem się, że to od mojej pięści. Nagle poczułem mocny cios i lepką ciecz spływającą po mojej brodzie. Nie pozostałem mu dłużny i zaczęliśmy się bić. Słyszałem krzyki innych uczniów, ale to tylko motywowało mnie do działania. Z każdą chwilę czułem więcej krwi na swojej twarzy, ale to było nic w porównaniu z moim rywalem, który był cały opuchnięty i czerwony. W niektórych miejscach było widać fioletowo-zielone plamki od moich pięści. W tym momencie nie myślałem o konsekwencjach. Nie interesował mnie fakt, że kilka godzin wcześniej wróciłem z kliniki. Nagle ktoś odciągnął nas od siebie. Gdy spojrzałem w górę, ujrzałem nauczyciela języka francuskiego. Wysoki dobrze zbudowany mężczyzna stanął między nami, a ja nie wiedziałem, co się działo. Wszystkie emocje ze mnie opadły. Momentalnie poczułem wielkie osłabienie. Zachwiałem się na własnych nogach. Gdyby profesor Klein mnie nie przytrzymał, pewnie leżałbym na ziemi.

- Co się tutaj dzieje? Justin ledwo wróciłeś z kliniki, a już wdajesz się w bójki? Obaj do dyrektora – powiedział nauczyciel.

Nie miałem siły sprzeczać się z nim. Poszedłem za profesorem, ale ciągle trzymałem się ścian. Bałem się, że w każdej chwili mogłem upaść. Nie chciałem, aby cała szkoła widziała, w jakim byłem stanie. Gdy wchodziłem do gabinetu dyrektora, zakręciło mi się w głowie. Podtrzymałem się klamki, kiedy zamykałem drzwi i wziąłem kilka głębszych oddechów. Złe samopoczucie trochę ustąpiło. Podszedłem do biurka, za którym siedział nasz nauczyciel matematyki. Oparłem dłonie na krześle i spojrzałem na mężczyznę.

- Justin nie spodziewałem się, że tak szybko zobaczę cię tutaj. Myślałem, że po takiej chorobie na jakiś czas dasz sobie spokój z bójkami – powiedział dyrektor, gdy pan Klein opuścił jego gabinet.

- A pan by to tak zostawił, gdyby dowiedział się, kto skrzywdził najważniejszą dla pana osobę? Mimo swojego złego samopoczucia nie mogłem mu tego darować. On zgwałcił moją dziewczynę – zacząłem się bronić.

Wiedziałem, że mężczyzna stanie po mojej stronie. Przecież on zawsze wspierał Selenę. Jednak nauczyciel bardzo długo milczał i mnie obserwował. Jego oczy wyrażały głębokie zdziwienie. Kilka lekcji wcześniej próbowałem dowiedzieć się czegoś od niego, niestety on nie chciał mi pomóc. Jednak teraz widoczne zaciekawienie przeszło po jego twarzy.

- Czyli to prawda? Justin skąd o tym wiesz? - dopytywał dyrektor. Wiedziałem, że moja dziewczyna nie powiedziała mu całej prawdy, bo nie chciała robić nikomu problemów, ale w końcu ktoś musiał zająć się tym.

Głośno westchnąłem i opadłem na krzesło, o które ciągle się podpierałem. Podniosłem wzrok na profesora i przeczesałem niespokojnie dłonią włosy.

- Mam swoje źródła. Najpierw rozmawiałem z Seleną. Powiedziała mi, co stało się podczas mojej nieobecności, ale nie chciała mi nic więcej powiedzieć. Moi przyjaciele opowiedzieli mi wszystko. Nawet próbowali mnie powstrzymać, ale ja nie mogłem tego zostawić. Pan zostawiłby taką sprawę bez wynoszenia żadnych konsekwencji? - odparłem. Mój głos podczas wypowiadania ostatniego zdania zaczął się podnosić.

Mark do tej pory siedział cicho. W tym momencie uderzył pięścią o blat biurka, a następnie wstał ze swojego krzesła. Przemierzał gabinet z ironicznym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Miałem wielką ochotę po raz kolejny mu przyłożyć, ale powstrzymałem się ze względu na nauczyciela, który uważnie mnie obserwował.

- Wiesz Bieber? Wcale nie żałuję, że to zrobiłem. Ta szmata powinna wiedzieć, gdzie jest jej miejsce – powiedział zadowolony z siebie.

Nie wytrzymałem. Wstałem ze swojego fotela i chciałem do niego podejść. Niestety nagły ruch spowodował u mnie zawroty głowy. Dyrektor w jednej chwili znalazł się przy mnie. Pomógł mi z powrotem usiąść, a sam podszedł do drzwi, które zamknął na klucz. Wrócił do biurka i chwycił telefon. Wybrał numer, a z rozmowy, jaką przeprowadził, mogłem sądzić, że chodziło o policję. Twarz chłopaka, stojącego przed oknem, momentalnie stała się biała. Czyżby dopiero teraz przestraszył się konsekwencji swojego czynu? Wcale nie było mi go żal. Powinien dostać to, na co zasłużył, czyli długie lata spędzone w areszcie. Przez cały czas starałem się ignorować jego głupie komentarze. Wiedziałem, że nie miałem jeszcze dość sił, aby ponownie się z nim pobić. Miesiąc chemioterapii strasznie wyniszczył mój organizm, więc moja regeneracja energii trwała znacznie dłużej.

Kwadrans później do pomieszczenia weszło dwóch policjantów. Najpierw przeprowadzili rozmowę z naszym dyrektorem, aby dokładnie opisał całą sytuację. Chwilę później Mark stał w kajdankach i odgrażał się, że jeszcze mu za wszystko zapłacę. Wtedy podjąłem decyzję, że nie będę dłużej krył tego człowieka. Nie mogłem pozwolić na to, aby po raz kolejny skrzywdził moją dziewczynę lub inną bliską mi osobę. Zbyt dużo kryłem jego wybryków. Teraz z tym koniec. Musiałem w końcu powiedzieć całą prawdę, choć bałem się, że mogłem za to ponieść poważne konsekwencje.

Jakiś czas rozmawiałem jeszcze z dyrektorem, a następnie on odprowadził mnie do szkolnej pielęgniarki. Starsza kobieta szeroko uśmiechnęła się do mnie, bo kiedyś byłem częstym gościem w jej gabinecie. Często, aby uniknąć lekcji, udawałem, że coś mi dolegało lub po prostu tak jak dzisiaj biłem się z innymi uczniami. Od razu usiadłem na kozetce, a rudowłosa zajęła się oczyszczeniem i opatrywaniem moich ran. Gdy woda utleniona pojawiła się na miejscu, skąd sączyła się krew, poczułem nieprzyjemne pieczenie. Jednak zignorowałem ten dyskomfort, ponieważ w klinice wytrzymywałem gorsze i bardziej bolesne momenty.

Gdy wszedłem z pomieszczenia, zobaczyłem, że dyrektor na mnie czekał. Dokładnie widziałem jego surowy wyraz twarzy. Wiedziałem, że to nie mogło wróżyć nic dobrego. Przez głowę przeleciała mi myśl, iż coś złego stało się mojej dziewczynie. Niepewnie podszedłem do mężczyzny. Bałem się tego, co mogło nastąpić lada moment.

- Justin tym razem daruję Ci tę bójkę. Nie poniesiesz żadnych konsekwencji. Nie tylko ze względu na Selenę. Głównie z tego powodu, że już dzisiaj dużo ucierpiałeś na własnym zdrowiu przez ten swój nieprzemyślany wybryk, choć powinieneś oszczędzać siły po takiej chorobie – powiedział nauczyciel, a ja odetchnąłem z ulgą, że moja ukochana była bezpieczna. Na jego ustach dostrzegłem ledwo widoczny uśmiech, który u niego był rzadkością.

Nie potrafiłem ukryć swojej radości. Gdybym miał na tyle siły, z całą pewnością skakałbym ze szczęścia w tym momencie. Wtedy coś sobie uświadomiłem. Moja mama zabiłaby mnie, gdybym tuż przed maturą został zawieszony w prawach ucznia. Podziękowałem profesorowi i udałem się na lekcje. Spojrzałem na zegarek w komórce. Zostały dwie minuty do dzwonka. Usiadłem na ławce pod salą, gdzie moja klasa miała właśnie zajęcia. Skierowałem swoją twarz w dół i wplotłem palce w swoje długie, lekko przerzedzające się włosy, które podczas leczenia zaczęły w nielicznych miejscach wypadać. Nie chciałem, aby ktokolwiek uczniów widział mnie w takim stanie.

Gdy skończyły się zajęcia, usłyszałem kroki zbliżające się w moją stronę. Nie podnosiłem wzroku, bo tak naprawdę nie chciałem wiedzieć, kto mnie szukał. Nagle poczułem drobną znajomą dłoń na swoim ramieniu. Gwałtownie podniosłem głowę w górę i ujrzałem swojego anioła. Selena stała nade mną ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że musiałem bardzo kiepsko wyglądać.

- Justin, co się stało? - spytała.

Dziewczyna usiadła tuż przy mnie, a ja spuściłem wzrok. Jak miałem powiedzieć swojej ukochanej o przebiegu ostatniej godziny. Miała wystarczająco problemów, a ja nie chciałem dokładać jej kolejnych. W końcu w pewnym stopniu to przeze mnie stało się to wszystko. Nie mogłem obronić swojej księżniczki, bo byłem w szpitalu, a Mark wykorzystał okazję.

- Pobiłem się z Markiem – wyszeptałem, patrząc przed siebie.

Wszystkie emocje ze mnie wyparowały. Strach przed odrzuceniem przez Selenę już mi nie doskwierał. Teraz liczyło się tylko to, że chłopak odpowie za wszystkie swoje czyny. W końcu miałem okazję zemścić się na nim za wszystkie przykrości, jakie spotkały mnie przez niego.

- Dlaczego się z nim pobiłeś? - spytała retorycznie, jednak i tak postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie.

Nie pewnie podniosłem swój wzrok na Selenę. Nadal byłem zły sam na siebie, że nie było mnie wtedy przy dziewczynie. Powinienem być wtedy w pobliżu i uniemożliwić chłopakowi  jego diabelski plan. Chciałem zawsze chronić ukochaną przed przykrościami. Niestety nie mogłem tego zrobić, bo los za wszelką cenę chciał nas rozdzielić.

- Przyznał się, że to on ciebie skrzywdził. Nie mogłem inaczej postąpić. Musiałem stanąć w twojej obronie. Nie chcę, żebyś znów cierpiała – powiedziałem przejętym tonem.

Moja ukochana patrzyła na mnie w osłupieniu, jakby nie wierzyła w moje słowa. Czyżby moje ślady na twarzy nic nie mówiły o wydarzeniach sprzed godziny? A może szkolna pielęgniarka zdążyła pozbyć się wszelkich dowodów? Selena długo milczała. W końcu odezwała się i zaczęła opowiadać mi historię tego pechowego dnia. Miałem szczęście, że siedzieliśmy wtedy sami na korytarzu. Większość uczniów w tym czasie przebywała na stołówce, gdzie jedli lunch. W innym wypadku dziewczyna nie opowiedziałaby mi o tym przeżyciu. Uważnie słuchałem relacji swojej księżniczki, która ciągle płakała. Podczas jej opowieści moje mięśnie zaczęły się spinać. Miałem ochotę zabić Marka własnoręcznie, a to zrobił mojemu aniołowi.

Gdy skończyła mówić, długo siedziałem i zastanawiałem się, jak powinienem się zachować. Patrzyłem w pewien punkt przed sobą. Nie chciałem jej przestraszyć żadnym nagłym ruchem. W końcu zebrałem się na odwagę i bardzo powoli zacząłem zbliżać się do dziewczyny. Moja ukochana bacznie obserwowała moje ruchy, a w jej ślicznych oczach widziałem przerażenie, jednak nie protestowała. Chwilę później zamknąłem Selenę w szczelnym uścisku. Byłem zawiedziony, gdy dziewczyna nadal siedziała w bezruchu. Chwilę później jednak poczułem, jak oplata mnie swoimi ramionami. Wtedy wiedziałem już, że wszystko jakoś się ułoży. Mógłbym tak spędzić cały dzień. Niestety dzwonek miał dla nas inne plany. Niechętnie wstaliśmy z ławki i powolnym krokiem udaliśmy się na kolejną lekcję.

_________________________________________________________________________________

Po przeczytaniu skomentuj :)

Czy Mark będzie jeszcze w stanie zaszkodzić Justinie i Selenie?
Czy Justinowi uda się posłać Marka na długie lata do więzienia?
Czy Justin i Selena mogą liczyć teraz na spokojny związek?
Czy Selena przekona się w końcu, że Justin chce tylko jej szczęścia?
A może chłopak chce się zabawić tylko uczuciami dziewczyny?
W jaki sposób Justin chce się zemścić na Marku?
Co takiego Justin wycierpiał przez Marka?



poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział XXIX

~ Justin ~



Minął miesiąc odkąd leżałem w klinice. Tydzień temu skończyłem chemioterapię. Gdy Selena odwiedziła mnie pierwszy raz w szpitalu byłem bardzo szczęśliwy. Tak bardzo tęskniłem za tą dziewczyną. Miałem nadzieję, że Mark w końcu przestał nękać moją ukochaną. W końcu od czasu tego incydentu na korytarzu szkolnym nie miałem więcej informacji, żeby próbował się zbliżyć do mojej księżniczki.

Jednak przy każdej wizycie Selena była dziwnie przybita. Nie miałem pojęcia, co działo się z moją dziewczyną. Cały czas mnie unikała. A raczej unikała każdego mojego nagłego ruchu. Byłem ciekaw, co takiego spowodowało, że moja ukochana nie chciała mnie nawet przytulać.

Od rana leżałem w łóżku szpitalnym. Próbowałem dodzwonić się do Seleny. Niestety za każdym razem moja miłość odrzucała moje połączenia. Nagle do sali weszła moja lekarka. Była to piękna kobieta zaraz po studiach. Miała szczupłe długie nogi i ciemne kruczoczarne włosy sięgające pasa. Na jej małym, zgrabnym nosku osadzone były wąskie okulary w białych oprawkach. Swoje ciemne oczy koloru gorzkiej czekolady zawsze podkreślała zieloną kredką. Była szczupłą kobietą, ale nie była za specjalnie wychudzona.

Lekarka stanęła przy moim łóżku. Wzięła w swoje drobne dłonie moją kartę pacjenta i długo wpatrywała w wyniki badań. Chwilę później spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Jej uśmiech przypominał mi o mojej dziewczynie. Selena uśmiechała się w podobny sposób.

- Wychodzi na to, że dziś się pożegnamy Justin. Tylko pamiętaj o diecie i badaniach kontrolnych, co dwa tygodnie – powiedziała odkładając moją kartę z powrotem na miejsce.

Nie mogłem ukryć swoich emocji. Gdy tylko lekarka wyszła z mojego pokoju zacząłem skakać po pokoju i krzyczeć ze szczęścia. Po chwili podszedłem do swojego łóżka. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Była godzina 6:23. Jeśli bym się pospieszył, zdążyłbym jeszcze dojechać do szkoły na lekcje. Nie zastanawiając się długo wybrałem numer swojego taty. Opowiedziałem mu o relacji mojej lekarki, a on obiecał, że za chwilę zjawi się w szpitalu.

Wiedziałem, że mój ojciec dotrzyma danego słowa, więc szybko zacząłem pakować swoje rzeczy. Czułem się znacznie lepiej, niż przed pobytem w klinice. Jednak nadmierny wysiłek fizyczny nadal powodował u mnie wielkie zmęczenie. Zeszyty szkolne od razu schowałem do plecaka, bo chciałem spędzić dzisiejszy dzień na zajęciach w szkole.

To może się wszystkim wydawać dziwne, ale naprawdę tęskniłem za siedzeniem w szkolnej ławce. Brakowało mi przyjaciół. Poza tym miałem nadzieję, że któryś z nich wiedział, co działo się z moją dziewczyną.

Kolejny raz tego dnia próbowałem dodzwonić się do Seleny. Oczywiście nie przyniosło to żadnych skutków, bo moja ukochana znów odrzuciła. Wtedy do pomieszczenia wszedł mój tata z wypisem. Widząc dokument w jego dłoni uśmiechnąłem się szeroko. Ubrałem na siebie kurtkę, a mój ojciec pomógł mi zabrać wszystkie rzeczy. Każda chwila, która przybliżała mnie do powrotu do domu powodowała, że byłem coraz bardziej podekscytowany.

Gdy dotarłem na miejsce od razu pobiegłem do swojego pokoju. Tam wyciągnąłem z szafki czyste ubrania i poszedłem pod prysznic. Przez tyle czasu leżałem w szpitalu, że zaczęło brakować mi nawet własnej łazienki. Kiedy skończyłem się myć, wróciłem na dół. Mama przywitała mnie szerokim uśmiechem. Nagle usłyszałem pisk swojej młodszej siostry dobiegający z kuchni. Bez zastanowienia poszedłem sprawdzić, co Jazmyn znów zrobiła.

Stojąc w drzwiach kuchennych widziałem, jak moja siostrzyczka prowadzi wojnę na płatki z młodszym bratem. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Widząc, że nie prędko zakończy się ta bitwa postanowiłem przerwać ich zabawę. Podszedłem do dwójki dzieci, które nadal nie zwracały uwagi na moją obecność.

- Jazmyn nie grzecznie jest tak rzucać jedzeniem – powiedziałem z uśmiechem. Oparłem się o blat szafki kuchennej i czekałem na reakcję swojej siostry.

Dziewczynka słysząc mój głos odłożyła swoje płatki na stół. Nim się zorientowałem stała już przy mnie i wyciągała do mnie swoje ręce. Czego się spodziewałem? Przecież od małego nauczyłem Jazy bycia w moich ramionach. Głośno westchnąłem, jednak wziąłem swoją siostrę na ręce.

- Kiedy wróciłeś? - spytała z radością w swoim piskliwym głosie.

Powolnym krokiem skierowałem się do salonu. Jaxon oczywiście chcąc słyszeć moje relacje ze szpitala ruszył za nami biegiem. Gdy usiadłem na kanapie, moje rodzeństwo od razu mnie otoczyło. Młodszy brat od razu usiadł na moich kolanach, a siostra wtulała się w mój bok.

- Wróciłem przed chwilą i od razu słyszałem wasze piski – odparłem łaskocząc dwójkę niesfornych dzieci.

Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy. Nadszedł czas, abym w końcu po długiej przerwie odwiedził swoją szkołę. Wstałem z wygodnej kanapy. Poszedłem do kuchni i zacząłem przygotowywać sobie lunch do szkoły według zaleceń lekarza. Wyciągnąłem z szafki dżem truskawkowy, którym posmarowałem kromki chleba. Gotowe drugie śniadanie schowałem do swojego plecaka.

Sprawdziłem jeszcze raz, czy wszystko spakowałem. Gdy byłem już gotowy do wyjścia podałem mamie listę dotyczącą mojej diety. Z szuflady wyjąłem kluczyki i dokumenty od samochodu. Pożegnałem się z bliskimi i ruszyłem w stronę szkoły.

Wchodząc do wielkiego starego budynku byłem w wielkim szoku. W środku nic, dosłownie nic się nie zmieniło. Podchodząc do swojej szafki zauważyłem Selenę. Szła w stronę sali z matematyki. Przy boku mojej dziewczyny niespokojnie kroczyła Caitlin. Ciągle odwracała się w tył, jakby sprawdzała, czy nikt ich nie śledził. Włożyłem niepotrzebne książki do swojej szafki i od razu udałem się na lekcje.

Klasa matematyczna wyglądała normalnie. Prawie normalnie. Odkąd byłem z Seleną to ja siedziałem z nią w ławce. Teraz moje miejsce zajmowała najlepsza przyjaciółka mojej księżniczki. Dziewczyny chyba jeszcze nie zauważyły mojego przybycia. Postanowiłem to wykorzystać. Stanąłem przy ławce i lekko szturchnąłem Cait w ramię. Ukochana mojego przyjaciela od razu podniosła na mnie swój wzrok.

- To chyba moje miejsce, prawda? - spytałem retorycznie. Wiedziałem, że podczas mojej nieobecności w szkole coś się zmieniło. Jednak nie miałem pojęcia, co się stało.

- Justin przykro mi. Nie dzisiaj. Usiądź z Chazem lub Ryanem – powiedziała unikając mojego spojrzenia.

Spojrzałem pytająco na swoją dziewczynę. Ta tylko wzruszyła ramionami a w jej pięknych oczach pojawiły się łzy. Stałem w miejscu czekając na jakieś wyjaśnienia ze strony Seleny, ale wszystko na marne. Moja ukochana oparła swoją głowę na ramieniu Caitlin i nie odezwała się do mnie ani słowem. W tym samym momencie do klasy weszli moi przyjaciele. Ryan widząc, co się dzieje od razu zabrał mnie do swojej ławki. Nie rozumiałem nic z tego, co działo się wokół mnie.

Już miałem spytać się Ryana, co takiego wydarzyło się podczas mojej nieobecności, ale zadzwonił dzwonek oznaczający początek lekcji, a nauczyciel od razu wszedł do sali. Dyrektor zaczął sprawdzać obecność.

- Bieber – usłyszałem swoje nazwisko z jego ust.

- Jestem – odpowiedziałem niepewnie.

Mężczyzna podniósł na mnie swój wzrok. Był widocznie zaskoczony moją obecnością. Chwilę wpatrywał się we mnie, ale powrócił do sprawdzania obecności. Gdy skończył podyktował nam temat lekcji i zaczął prowadzić zajęcia. Przez cały czas spoglądałem na swoją dziewczynę, ale ona ciągle swój wzrok miała wbity w zeszyt. Sam starałem się prowadzić jakieś notatki, ale bez skutecznie. Byłem tak pogrążony myślami, że nie nadążałem przepisywać rozwiązań z tablicy. W końcu uratował mnie dzwonek na przerwę. Miałem nadzieję, że w końcu wyrwę się z tego pomieszczenia i na spokojnie porozmawiam ze swoją dziewczyną.

Właśnie tylko miałem taką nadzieję, bo nasz nauczyciel postanowił ze mną porozmawiać. Myślałem, że może on powie mi coś na temat Seleny. Niestety pomyliłem się po raz kolejny tego dnia. Dyrektor zadawał mi pytania dotyczące mojego samopoczucia. Pytał, jak zniosłem chemioterapię. Chciał się dowiedzieć, czy w końcu wyzdrowiałem. W końcu odpowiedziałem na wszystkie jego pytania. Przez otwarte drzwi zobaczyłem, jak moja dziewczyna szła razem ze swoją przyjaciółką na następną lekcję. Musiałem po prostu zadać to pytanie naszemu nauczycielowi. Z całego grona pedagogicznego tylko on mógł znać prawdę na temat dziwnego zachowania Seleny.

- Wie pan, co się stało Selenie? Od kilku dni dziwnie się zachowuje. W szpitalu nie pozwalała mi się nawet dotknąć, a teraz nie chce ze mną rozmawiać. Naprawdę martwię się o nią, ale nikt mi nie chce nic powiedzieć – powiedziałem przygnębiony.

Dyrektor długo mi się przyglądał, jakby analizował moje słowa. Jego wyraz twarzy stał się bardziej zatroskany. Wtedy już wiedziałem, że wydarzyło się coś złego.

- Przykro mi Justin. Nie mogę Ci nic powiedzieć. Jeśli Selena zechce sama Tobie wszystko opowie – odparł wstając z krzesła i zabierając dziennik.

Wiedziałem, że już nic więcej nie dowiem się od niego. Wyszedłem z klasy i zastanawiałem się, co takiego stało się mojej dziewczynie. Musiałem jakoś dowiedzieć się prawdy. Tylko jak to zrobić?

Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy. Niechętnie udałem się w stronę swojej klasy. Zająłem swoje miejsce obok Chaza. Mój przyjaciel uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Widziałem w jego oczach, że znał prawdę dotyczącą dziwnego zachowania Seleny. Już miałem zadać mu pytanie, ale do sali wszedł nauczyciel. Dlaczego tak po prostu nie mogłem się dowiedzieć, co działo się z moją dziewczyną?

Lekcja dłużyła mi się w nieskończoność. Chciałem już wyjść z tej sali. Chciałem porozmawiać z Chazem lub swoją ukochaną. Chciałem po prostu poznać prawdę. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy Selena nie przestała mnie kochać. Szybko odrzuciłem od siebie ten pomysł. Gdyby to była prawda, pierwszy dowiedziałbym się o tym.

Byłem tak pochłonięty rozmyśleniami na temat swojego związku, że nie zauważyłem, kiedy zadzwonił dzwonek. Szybko pozbierałem swoje rzeczy. Wyszedłem z klasy zanim ktokolwiek zdążył mnie zawołać. Niestety przez pośpiech zderzyłem się z jakąś osobą. Powoli zacząłem podnosić swój wzrok. Przede mną stała ona. Moja piękna dziewczyna stała z wbitym w podłogę wzrokiem. Delikatnie uniosłem podbródek Seleny, aby spojrzała w moje oczy. Jednak ona unikała mojego spojrzenia.

Staliśmy na środku korytarza. Wokół nas chodziło pełno uczniów i nauczycieli. Nikt nie zwracał uwagi na naszą dwójkę, jakby nas tam w ogóle nie było. Delikatnie przesunąłem swoją dłoń wzdłuż karku swojej wybranki, poprawiając przy tym włosy Seleny.

- Powiesz mi, co się dzieje? Odkąd zaczęłaś odwiedzać mnie w szpitalu jesteś dla mnie niedostępna. Dzisiaj ciągle mnie unikasz i nie chcesz ze mną rozmawiać. Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienia – mówiłem przejętym tonem głosu.

Dziewczyna podniosła na mnie swój wzrok. W jej pięknych brązowych oczach błyszczały łzy. Twarz Seleny wyrażała ból i smutek. Bardzo dużo smutku. Wtedy już wiedziałem, że to nie wróżyło nic dobrego.

- Chcesz znać prawdę? Zostałam zgwałcona! Lepiej!? - powiedziała łamiącym się tonem. Odeszła zapłakana. A raczej pobiegła w stronę łazienki.

Chciałem pójść za swoją ukochaną, niestety nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałem, jak zamurowany na środku korytarza. W uszach ciągle słyszałem słowa swojej dziewczyny. „Zostałam zgwałcona!” - rozbrzmiewało echem w mojej głowie. Kto mógł zrobić takie świństwo mojej księżniczce?
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj




Czy Selena powiedziała prawdę Justinowi?
Jeśli tak to kto skrzywdził dziewczynę?
Czy Justin pozna całą prawdę?
Czy Justin naprawdę już wyzdrowiał?

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział XXVII

~ Selena ~


Całą noc rozmyślałam nad tym, co dzieje się z moim chłopakiem. Martwiłam się jego stanem zdrowia. Wiem, że nie chciał mnie martwić, bo miałam wystarczająco zmartwień, ale nie mogłam przejść obojętnie obok jego cierpienia.

Rano nie mogłam już dłużej wytrzymać tej niepewności. Musiałam dowiedzieć się, co jest Justinowi. Ubrałam na siebie szlafrok i wyszłam ze swojego pokoju. Miałam nadzieję, że mój ukochany już nie śpi.

Zapukałam do jego drzwi. Od razu usłyszałam stłumione „proszę”. Bez zastanowienia weszłam do środka. Chłopak stał tyłem do wejścia i szukał czegoś w swojej torbie. Mój ukochany ledwo trzymał się na nogach, a ja nadal nie miałam pojęcia, jaka jest tego przyczyna.

Mężczyzna wyciągnął opakowanie tabletek. Usiadł na łóżku i zażył pastylkę popijając lek szklanką wody. Gdy odłożył kubek na szafkę mocno wtuliłam się do jego ciała. Byłam naprawdę ciekawa, co dolega Justinowi.

- Kochanie powiesz mi, co się dzieje? Widzę, że coś jest nie tak – powiedziałam zmartwionym tonem.

Chłopak odsunął się ode mnie. Spojrzał w moją stronę z bólem wypisanym na twarzy. Widziałam, że bardzo się czymś martwił.

- Selena to jest trudne do wytłumaczenia. Nie wiem, jak mam Ci to wszystko powiedzieć. Dopiero między nami zaczęło się układać, a teraz mogę stracić to wszystko – powiedział spoglądając na swoje dłonie.

Nadal nic nie rozumiałam. Spojrzałam na mężczyznę i złączyłam nasze ręce. Czekałam, aż podniesie swój wzrok na mnie. Gdy spojrzał w moje oczy, zauważyłam, że jego piękne brązowe tęczówki są wypełnione łzami. Co do cholery go doprowadziło do takiego stanu?

- Jestem chory. Mam białaczkę. Od poniedziałku zaczynam chemioterapię – odparł ledwo słyszalnym głosem.

Nie mogłam uwierzyć, w to co powiedział. Jednak nagle wszystko zaczęło składać się w całość.

Podczas mojej miesięcznej nieobecności w szkole, Justin przez prawie dwa tygodnie mnie nie odwiedzał. Na początku myślałam, że nie miał czasu, aby mnie dziennie odwiedzać. Teraz zrozumiałam już wszystko.

Mocno przytuliłam swojego chłopaka. Bałam się, że mogę go stracić, a tego bym nie przeżyła. Nie mogłam stracić kolejnej osoby, na której mi zależy. Za dużo już w życiu przeszłam, aby móc pożegnać się na zawsze z Justinem.

- A co mówią lekarze? - Spytałam z nadzieją.

- Mówią, że bardzo szybko u mnie to wykryli, a rak nie jest złośliwy i sama chemioterapia powinna pomóc. Niestety najbliższy miesiąc muszę spędzić w szpitalu. Rodzice rozmawiali z nauczycielami i przez całe leczenie, będę miał lekcje w szpitalu. Wrócę przed samą maturą i będę strasznie tęsknił, gdy będziesz daleko ode mnie. Mam nadzieję, że będziesz mnie odwiedzać, bo inaczej zwariuję bez Ciebie – odparł mocno mnie przytulając. 


~ Justin ~


Cieszyłem się, że miałem już rozmowę z Seleną za sobą. Mieliśmy się szykować na spotkanie z biologiczną babcią mojej dziewczyny, kiedy zadzwoniła moja mama. Wiedziałem, że odkąd dowiedziała się o mojej chorobie, nie mogła przestać zamartwiać się moim stanem zdrowia. Jednak czegoś takiego nie spodziewałem się usłyszeć.

- Justin wiem, że zaplanowałeś sobie cały weekend z Seleną, ale dzwonili z kliniki. Znalazło się miejsce i jeszcze dziś wieczorem możesz zacząć leczenie – powiedziała od razu, gdy odebrałem połączenie.

Byłem w szoku. Nie sądziłem, że to może potoczyć się tak szybko. Z jednej strony bałem się, że podczas leczenia coś pójdzie nie tak. Z drugiej wiedziałem, że im szybciej zacznę chemioterapię, tym szybciej będę mógł wrócić do normalnego życia.

- Dobrze. Przekaż im, że dziś wieczorem będę na miejscu – usłyszałem, jak moja mama wzdycha z ulgą po drugiej stronie słuchawki.

Po skończonej rozmowie z mamą, szeroko uśmiechnąłem się do swojej dziewczyny. Selena nie miała pojęcia, co się właściwie przed chwilą stało, więc postanowiłem ją uświadomić w całej sytuacji.

- Musimy wrócić wcześniej do Atlanty. Wieczorem mam się zgłosić w klinice, bo znalazło się miejsce i wcześniej mogę zacząć leczenie – odparłem przyciągając dziewczynę do siebie.

Moja księżniczka zapiszczała z radości. Wiedziałem, że to nie ze względu na szybszy powrót do domu. Selena tak jak ja zdawała sobie sprawę, że dzięki szybszemu leczeniu, szybciej będziemy mogli spędzać czas, jak normalna para nastolatków.

Dziewczyna szybko opuściła mój pokój i poszła się pakować. Bez zastanowienia wybrałem numer od babci Seleny, aby jej przekazać, że odwiedziemy ją innym razem. Kobieta była zawiedziona, że nie pozna bliżej swojej wnuczki. Gdy usłyszała z jakiego powodu szybciej wracamy do domu, sama doszła do wniosku, że lepiej będzie, jak wcześniej rozpocznę leczenie.

Kilka minut później udałem się do łazienki pod prysznic. Po powrocie do pokoju, zacząłem się ubierać, po czym spakowałem swoją torbę. Nagle znów usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Od razu wiedziałem, że przyszła moja księżniczka. Zabrałem swój bagaż i opuściłem pomieszczenie. Zeszliśmy na dół do restauracji, gdzie zjedliśmy obfite śniadanie. Później wróciliśmy do recepcji. Oddaliśmy klucze z naszych pokoi i wymeldowaliśmy się z hotelu.

Selena wzięła kluczyki od samochodu. Z daleka otworzyła bagażnik, gdzie od razu włożyliśmy nasze torby. Nie czułem się najlepiej, więc pozwoliłem, aby moja dziewczyna zawiozła nas na lotnisko.

Po dotarciu na miejsce od razu zajęliśmy się prze-bookowaniem biletów, aby jeszcze dziś wrócić do domu. Na szczęście udało nam się dokonać formalności. Mieliśmy lecieć najbliższym samolotem, który miał być za dwie godziny. W tym czasie oddaliśmy samochód do wypożyczalni znajdującej się tuż przy lotnisku.

Następnie wróciliśmy na lotnisko, gdzie przeszliśmy przez odprawę. Przypomniałem sobie, że obiecałem Jazmyn prezent z Nowego Jorku. Razem z Seleną zaraz po odprawie weszliśmy do sklepu bezcłowego. Długo chodziliśmy między regałami i szukaliśmy odpowiednich zabawek dla mojego rodzeństwa.

Moja księżniczka nagle stanęła przy dziale z misiami. Wiedziałem, o czym myślała. Podszedłem do swojej dziewczyny i razem wybraliśmy dwa misie. Po udanych zakupach w końcu mogliśmy wejść na pokład samolotu, który niebawem miał startować.

Podczas lotu byłem bardzo zdenerwowany. Dopiero teraz zacząłem się martwić pobytem w klinice. Dzieliło mnie tylko kilka godzin od rozpoczęcia leczenia, a ja byłem coraz zaniepokojony. Bałem się, że leczenie może pójść nie tak, albo źle zniosę chemioterapię. A ja przecież byłem zbyt młody, aby móc teraz odejść.

Selena oparła swoją głowę na moim ramieniu, a ja mocno przytuliłem nią do siebie. Nie chciałem rozstawać ze swoją księżniczką. Zbyt długo walczyłem o jej uczucie, aby móc to wszystko stracić.

- Justin nie martw się. Wszystko się ułoży. Wyzdrowiejesz i wszystko będzie dobrze, a ja dziennie będę Ciebie odwiedzać – powiedziała całując moje usta.

Jej słowa trochę mnie uspokoiły, ale nadal bałem się pobytu w szpitalu. Nie wiedziałem, jak mój organizm przyjmie leczenie, ale naprawdę nie chciałem jeszcze umierać.

Po kilku godzinach lotu wylądowaliśmy w Atlancie. Od razu zabraliśmy nasze bagaże i na podziemnym parkingu odnaleźliśmy mój samochód. Odwiozłem dziewczynę, po czym udałem się do swojego domu.

Musiałem przygotować się na wizytę w klinice. Bałem się tego coraz bardziej. Nie wiedziałem, co czeka mnie w szpitalu.

Ledwo otworzyłem drzwi, a moja siostra skoczyła na mnie. Straciłem równowagę, żeby nie dać Jazzy poznać, że coś się ze mną dzieje oparłem się plecami o futrynę. Dziewczynka mocno mnie przytuliła i zapiszczała z radości, że znów jestem w domu. Gdy w końcu stanęła na ziemi, ja wyciągnąłem z torby misia dla swojej siostrzyczki. Kiedy weszliśmy do salonu drugą maskotkę podałem swojemu brat.

Moja mama spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem i smutno uśmiechnęła się w moją stronę. Wiedziałem, że bała się tak samo jak ja. Jednak żadne z nas nie było w stanie tego zmienić. Musiałem przejść przez chemioterapię, aby móc żyć, jak każdy normalny nastolatek w moim wieku.

- Justin o 18:00 mamy być w klinice. Masz już spakowane wszystko, co lekarz kazał zabrać – powiedziała smutnym tonem.

Nic nie odpowiedziałem. Podszedłem do swojej rodzicielki. Usiadłem obok niej na kanapie i mocno przytuliłem kobietę. Chwilę później na swoim ramieniu poczułem łzy. Łzy należące do mojej mamy. Wiedziałem, że cierpiała z powodu mojej choroby, ale w końcu musieliśmy być dobrej myśli. Musieliśmy wierzyć, że leczenie pójdzie zgodnie z planem.

- Mamo nie martw się. Wszystko się ułoży. Wyzdrowieję, zobaczysz – odparłem pocieszając kobietę.

Moja mama uspokoiła się, ale nadal była przygnębiona. Sam nie byłem uradowany myślą, że mogę umrzeć podczas leczenia.
________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Przepraszam, że rozdział jest tak późno, ale miałam próbne matury, próbny egzamin zawodowy i nie miałam czasu usiąść i napisać dla Was rozdziału.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie te małe opóźnienie.
Na pewno podczas przerwy świątecznej coś się pokaże na blogu.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba i mam nadzieję, że udało mi się Was zaskoczyć biegiem historii.

Spodziewaliście się, że może chodzić o tak poważną chorobę?
Czy Justin przeżyje leczenie?
Czy Selena będzie z Justinem przez cały ten czas?
Czy Justin wyzdrowieje?
Co jeszcze spotka Justina i Selenę?


piątek, 6 listopada 2015

Rozdział XXVI

~ Justin ~



Skończyłem pakować swoją torbę. Zostawiłem bagaż w holu i pobiegłem na górę. Wszedłem do pokoju swojej młodszej siostry. Dziewczynka siedziała na puszystym białym dywanie i bawiła się lalkami. Powoli podszedłem do niej i nachyliłem się nad jej drobną posturą. Jazmyn podniosła na mnie swój wzrok. Widziałem, jak w jej słodkich oczkach zbierają się łzy.

- Nie kochasz mnie już. Jedziesz sobie beze mnie i już się nie chcesz ze mną bawić – powiedziała zdławionym głosem powstrzymując się od płaczu.

- Księżniczko to nie prawda. Kocham Cię mała, bo jesteś moją słodką siostrzyczką, ale muszę dzisiaj zabrać Selenę w jedno miejsce. W zamian obiecuję Ci Jazzy, że jak wrócę to zrobimy, coś razem, zgoda? - Spytałem z nadzieją w tonie.

Nie chciałem, aby moja siostra była na mnie zła z tego powodu, że zakochałem się w Selenie. Miałem nadzieję, że niedługo mała zrozumie wszystko i wszystko będzie tak jak dawniej. Dziewczynka zarzuciła mi swoje drobne rączki na szyję i smutno uśmiechnęła się w moją stronę.

- A przywieziesz mi coś? - Spytała ukazując swoje zęby.

- Nie martw się o to. Dostaniesz coś specjalnego ode mnie, jak tylko wrócę – powiedziałem przytulając dziecko do swojego ciała.

Pożegnałem się z rodziną i wyszedłem z domu zabierając swoją torbę. Wsiadłem do samochodu i pojechałem po swoją dziewczynę. Po kilku minutach Selena siedziała już w moim aucie.

Na lotnisko dojechaliśmy godzinę przed naszym lotem. Niestety w kolejce do odprawy staliśmy dobre czterdzieści minut. Nagle podbiegły do nas jakieś dziewczyny. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Myślałem, że przez depresję mojej dziewczyny wszyscy zapomnieli o jej karierze. Jak widać byłem w bardzo wielkim błędzie. Dziesięć dziewczyn nas otoczyło i nie pozwalało nam przejść dalej. Jedna przez drugą się przekrzykiwały. Hałas z każdą kolejną chwilą stawał się nie do wytrzymania. Nie szło zrozumieć, co mówią w takiej głośnej atmosferze.


- Cisza! - Krzyknąłem najgłośniej, jak byłem w stanie. Nie wytrzymałem już tego, bo od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa.

Moja ukochana spojrzała na mnie z uśmiechem i delikatnie musnęła moje usta. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie tylko ja cierpiałem z powodu tych krzyków. Widziałem, że Selena też nie była zadowolona z tego faktu, ale cóż życie w świetle reflektorów nie jest takie łatwe, jak wszystkim się wydaje.

- A teraz spokojnie powiedzcie, jak możemy wam pomóc – spytałem opanowanym tonem, choć przychodziło mi to z trudem.


- Mogłybyśmy prosić o zdjęcie z Seleną? Byłyśmy na twoim koncercie i masz naprawdę wielki talent muzyczny – powiedziała jedna z nich.

Moja dziewczyna zgodziła się na zdjęcie grupowe, bo wiedziała, że goni nas czas. Wziąłem telefon jednej z dziewczyn i zrobiłem fotkę mojej księżniczce i jej fankom. Po wszystkim grzecznie się pożegnaliśmy i udaliśmy się w stronę wejścia do samolotu, który lada moment miał odlecieć.

Gdy w końcu wsiedliśmy do samolotu byłem szczęśliwy, że w Nowym Jorku spędzimy trochę czasu sam na sam. Wiedziałem, że właśnie tego oboje potrzebujemy. Ten krótki wyjazd pomoże nam rozwiązać wiele problemów z przeszłości. Byłem tego pewien. Jednak bałem się. Bałem się, że coś pójdzie nie tak. Bałem się, że jak zwykle coś zniszczę i na zawsze stracę swoją ukochaną Selenkę.

Im bliżej byliśmy celu tym więcej myślałem, a moje obawy były coraz większe. Nie uszło to oczywiście uwadze mojej księżniczki. Dziewczyna od razu mocno wtuliła się w moje ciało i spojrzała głęboko w moje oczy.

- Justin powiesz mi, co się dzieje? - Spytała łagodnym tonem delikatnie uśmiechając się w moją stronę.

Jej wzrok był taki łagodny a przy tym wyrażał samą troskę i zmartwienie. Nie mogłem pozwolić na to, aby w jej życiu jeszcze kiedykolwiek zapanował niepokój lub ból. Ona już zbyt wiele przeżyła, a ja nie mogłem dokładać jej kolejnych zmartwień. Nie teraz gdy w każdej chwili mogłem wszystko stracić. Wiedziałem, że każdym gwałtownym ruchem mogę zaprzepaścić wszystko, co wypracowałem, aby zdobyć jej zaufanie. Jak więc mogłem teraz to wszystko porzucić?

Bałem się tego wyjazdu. Bałem się, że nic nie wyjdzie po mojej myśli, ale co ja mogłem zrobić, żeby uszczęśliwić tak wspaniałą kobietę?

- Nic kochanie. Po prostu rozmyślam. Czeka nas naprawdę wyjątkowy i niezapomniany czas przez ten weekend – powiedziałem starając się wybrać jak najlepsze słowa, a zarazem takie, które nie dadzą mojej dziewczynie żadnej konkretnej odpowiedzi.

Wiedziałem, że czeka mnie jeszcze długa rozmowa z Seleną, nie miałem pojęcia, jak mam jej to wszystko wytłumaczyć. Wiedziałem, że to wszystko może zepsuć nasz związek, ale nie mogłem pozwolić odejść tak wspaniałej kobiecie.

Miałem pewność, że ten weekend będzie niezapomniany, bo przez te dwa dni mogłem zyskać tak wiele, albo stracić to wszystko za sprawą jednej konwersacji, której miałem się podjąć podczas tego weekendu.

- Uśmiechnij się skarbie, proszę – zaczęła mnie pocieszać.

Przyciągnąłem dziewczynę bliżej siebie i musnąłem delikatnie jej słodkie usta. Gdy skończyłem całować swoją wybrankę delikatnie uśmiechnąłem się do niej. Wtedy stewardessa ogłosiła, że podchodzimy do lądowanie. Zapięliśmy pasy, a samolot zaczął tracić swoją wysokość. Uwielbiam ten moment, gdy jestem coraz bliżej ziemi, bo wiem, że lada moment poczuję pewny grunt pod stopami.

Wychodząc z lotniska od razu wsiedliśmy do podstawionego samochodu. W pierwszej kolejności udaliśmy na cmentarz. Znałem tą okolicę bardzo dobrze, bo często jeździłem tam z rodzicami. Zaparkowałem pojazd przed bramą cmentarną i razem z miłością mojego życia udałem się na poszukiwania odpowiedniego nagrobka. Chciałem w pierwszej kolejności zająć się tym, po co tak naprawdę tutaj przyjechaliśmy.

Gdy doszliśmy w odpowiednie miejsce usiadłem na ławce przy grobie biologicznych rodziców Seleny. Czułem, że robi mi się słabo, dlatego wolałem chwilę posiedzieć, niż martwić swoim stanem najważniejszą dziewczynę w moim życiu. Spojrzałem na zdjęcie na płycie nagrobnej i delikatnie uśmiechnąłem się sam do siebie.


- Jesteś bardzo podobna do swojej mamy – powiedziałem spoglądając na dziewczynę.

Moja ukochana zaczerwieniła się i usiadła na ławce tuż przy mnie. Wtedy zobaczyłem, jak w naszą stronę zbliża się jakaś kobieta. Po chwili rozpoznałem tą osobę. Była to biologiczna babcia Seleny. Za każdym razem, jak z rodzicami byłem w tym miejscu to zawsze odwiedzaliśmy mamę zmarłego przyjaciela mojego taty, a zarazem ojca Seleny.

Kobieta widząc kogoś siedzącego przy grobie jej syna i synowej przyspieszyła kroku i szybko znalazła się przy nas. Gdy pani Maria mnie rozpoznała szeroko uśmiechnęła się w moją stronę. Powoli wstałem z ławki, aby nie stracić równowagi. Strasznie kręciło mi się w głowie i nie miałem ochoty tutaj przyjeżdżać. Jednak obietnicy trzeba dotrzymać. Gdyby nie fakt, że tak bardzo kocham Selenę to na pewno bym sobie odpuścił lot do Nowego Jorku.

Starsza pani mocno mnie przytuliła, gdy wstałem na równe nogi. Zachwiałem się lekko, gdy kobieta mnie puściła.

- Justin wszystko w porządku? - Spytała zmartwiona.

Tak. Jestem zmęczony podróżą i trochę źle się czuję. Do tego mamy pełno nauki przed maturą, ale obiecałem Selenie, że pokażę jej to miejsce – powiedziałem do Pani Marii.

Kobieta dopiero teraz zauważyła dziewczynę siedzącą na ławce. Po raz kolejny tego dnia zakręciło mi się w głowie, więc usiadłem z powrotem na ławce, aby niepotrzebnie nie martwić swojej dziewczyny. Starsza pani przyglądała się mojej ukochanej przez chwilę. Nagle w jej oczach pojawiły się łzy.

- Justin to córka mojego syna, prawda? - Spytała kobieta.

W odpowiedzi skinąłem głową. Objąłem swoją dziewczynę ramieniem i delikatnie musnąłem jej policzek. Wiedziałem, że dziewczyna nie jest w stanie zrozumieć tego, co się tutaj dzieje. Dlatego musiałem swojej księżniczce to wszystko wytłumaczyć.

- Kochanie pani Maria jest mamą twojego taty. Pamiętasz, jak opowiadałem Ci o tym wypadku, wtedy po rozmowie z moim tatą, jak znalazłaś te dokumenty? Mój tata bardzo przyjaźnił się z twoim tatą od dziecka. Gdy twoi rodzice zginęli w wypadku mój tata chciał Ciebie adoptować, ale ktoś go już ubiegł. Twoja babcia nie mogła tego zrobić, bo była poważnie chora i nikt nie wiedział, czy wygra walkę z chorobą. Mimo wszystko razem z tatą systematycznie odwiedzaliśmy panią Marię. Kiedy miesiąc temu zadałem mojemu tacie pytanie dotyczące twoich biologicznych rodziców, dowiedziałem się, że to byli Ci sami ludzie, o których mi opowiadał od dziecka. Wcześniej po prostu nie poskładałem tego wszystkiego w całość. Gdy mój tata dowiedział się o naszym planie odwiedzenie Nowego Jorku od razu skontaktował się z panią Marią. Ona szukała Cię odkąd zostałaś adoptowana księżniczko – powiedziałem łapiąc drobną dłoń Seleny w swoje ręce.

Starsza pani i moja dziewczyna uważnie słuchały moich relacji. Wiedziałem, że każda z nich chciała dowiedzieć się, jak najwięcej o tej drugiej. Jednak to nie był czas i miejsce na takie rozmowy. Pani Maria chyba szła moim tokiem rozumowania, bo od razu wpadła na ciekawy pomysł.

- Może wpadniecie jutro do mnie na obiad? Porozmawiamy, bliżej się poznamy? Bo to nie miejsce na rozmowy tego typu – odparła starsza kobieta.

- Zadzwonię do pani rano, bo prawdę mówiąc my w Nowym Jorku nie zabawimy zbyt długo. W poniedziałek musimy znów iść do szkoły – powiedziałem powoli wstając z ławki.

Nie chciałem wykonywać nagłych ruchów w takim stanie. Wiedziałem, że mogę czuć się tylko gorzej. Chciałem wrócić do hotelu i położyć się do łóżka. Bałem się, że cały ten wyjazd źle się dla mnie skończy. Razem z Seleną pożegnaliśmy się z panią Marią i udaliśmy się do hotelu. Tym razem poprosiłem swoją dziewczynę, aby to ona zawiozła nas na miejsce, bo ja nie byłem w stanie.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Hej :)
No i jest kolejny rozdział.
Trochę bardziej tajemniczy, niż poprzednie.
Mam nadzieję, że ostatnie rozdziały tego opowiadania przypadną wam do gustu.
Dla wiernych czytelników moich blogów szykuję pewną niespodziankę. Jednak na razie musicie uzbroić się w cierpliwość.
Przed opublikowaniem następnego rozdziału spróbujcie się zastanowić nad poniższymi pytaniami.

O czym Justin boi się powiedzieć Selenie?
Jaki to wpływ będzie miało na ich związek?
Czy Justin i Selena pojadą na obiad do pani Marii?
Czy problemy Seleny dobiegły końca?
Czemu Justin tak nagle źle się poczuł na cmentarzu?
Czy na pewno Justina złe samopoczucie zaczęło się na cmentarzu?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział XXIII

~ Justin ~



Następnego dnia w szkole wiedziałem, że ten dzień wyglądał całkiem inaczej niż do tej pory. Jednak bałem się rozmowy z Seleną. Wczoraj po powrocie do domu rozmawiałem tatą na temat odnalezienia biologicznej rodziny dziewczyny. Niestety nie miałem dla niej dobrych wieści. Bałem się, że tą nowiną zepsuje Selenie zabawę na balu zimowym.

Wchodząc do budynku szkoły od razu skierowałem się do swojej szafki. Zabrałem książkę z matematyki i udałem się do sali. Ku mojemu zaskoczeniu w środku była tylko Selena. Od razu udałem się do stolika, przy którym siedziała dziewczyna. Usiadłem na wolnym krześle obok niej.

Moja ukochana uśmiechnęła się na mój widok. Bałem się naszej rozmowy, bo wiedziałem, że to nie będzie dla niej przyjemne.

- Justin rozmawiałeś z tatą? - Spytała z nadzieją w głosie.

- Tak kochanie rozmawiałem, ale opowiem Ci wszystko po szkole – odparłem uśmiechając się do niej delikatnie.

Nadszedł czas, aby zadać Selenie pytanie, które męczyło mnie od wczoraj. Nie wiedziałem, jak ona na to zareaguje.

- Kochanie to, co działo się wczoraj? To oznacza, że teraz jesteśmy parą? - Spytałem niepewnie.

Dziewczyna zaśmiała się słodko i przysunęła się bliżej. Złapała moją dłoń splatając nasze palce razem.

- A chcesz tego? - Odpowiedziała mi pytaniem.

- O niczym innym nie marzę słońce – odparłem spoglądając w jej słodkie oczy.

- W takim razie zgadzam się – powiedziała z uśmiechem.

Byłem szczęśliwy. W końcu mogłem Selenę oficjalnie nazwać całym swoim światem. Nagle w drzwiach zobaczyłem Chaza i Caitlin. W mojej głowie zrodził się nowy plan.

Nasi przyjaciele podeszli do ławki Seleny. Cait czekała, aż zejdę z jej miejsca, na co ja się tylko uśmiechnąłem.

- Mam genialny plan. Zrobimy zamianę. Od dzisiaj Cait siedzisz z Chazem, a ja z Seleną – odparłem dumny ze swojego pomysłu.

- Czyli Chaz mówił prawdę? Jesteście razem? - Spytała dziewczyna mojego przyjaciela.

W odpowiedzi skinąłem głową i objąłem swoją ukochaną. To naprawdę była miła odmiana. Trzymanie Seleny w ramionach sprawiało mi więcej przyjemności, niż przypuszczałem na początku.

Chwilę później w sali pojawiła się reszta naszej klasy. Zaraz po dzwonku wszedł nasz dyrektor, który usiadł za swoim biurkiem. Wiedziałem, że jest w szoku widząc zmianę naszych miejsc. Przecież przez tyle czasu widział, jak traktowałem Selenę, a teraz jest świadkiem, jak nasze relacje całkiem się zmieniają.

Ku mojemu zdziwieniu dzisiejsza lekcja matematyki, jak i reszta przedmiotów minęła mi bardzo szybko. A wszystko z powodu dziewczyny, która cały czas była przy moim boku.

Zaraz po lekcjach musiałem jechać odebrać swoje rodzeństwo ze szkoły. Odprowadziłem swoją ukochaną do samochodu.

- Odwiozę tylko dzieciaki do domu i przyjadę do Ciebie. Powiem Ci wszystko, czego się wczoraj dowiedziałem – powiedziałem bawiąc się długimi włosami Seleny.

- Zgoda. Tylko nie każ mi zbyt długo na siebie czekać, bo już nie mogę się doczekać twoich relacji – odparła pogodnie.

Wiedziałem, że swoją opowieścią popsuję humor tej dziewczynie. Byłem pewien, że nawet jeśli nie będę chciał jej nic powiedzieć, to ona siłą wymusi na mnie prawdę. Pożegnałem się ze swoją ukochaną. Wsiadłem do swojego Lamborghini i ruszyłem w stronę szkoły swojego rodzeństwa. W drodze po Jazmyn i Jaxona znacznie przekroczyłem dozwoloną prędkość. Miałem to już w swojej naturze. Nigdy nie przejmowałem się żadnymi ograniczeniami. Zawsze robiłem to, co chciałem i nikt nie był w stanie mnie powstrzymać. Jednak teraz wiedziałem, że jeśli chcę stworzyć poważny związek z Seleną to muszę zmienić parę rzeczy.

Z piskiem opon wjechałem na teren szkoły mojego rodzeństwa. Dzieci jeszcze nie było w pobliżu. Wysiadłem z pojazdu i oparłem się o jego karoserię czekając, aż Jazzy i Jaxon łaskawie opuszczą mury budynku. Po dobrych dziesięciu minutach w końcu zobaczyłem dwie postacie biegnące w moją stronę.

- Justin! - Krzyknęli oboje rzucając się na mnie.

- Dość tych czułości. Wsiadać do auta, bo się trochę spieszę – powiedziałem poganiając ich.

Dzieci grzecznie wykonały polecenie i mogliśmy wrócić do domu. Gdy moje rodzeństwo opuściło samochód, od razu pojechałem do domu Seleny. Zapukałem do drzwi, które otworzyła przede mną mama mojej dziewczyny.

- Zastałem może Selenę? - Spytałem przeczesując dłonią swoją grzywkę.

- Siedzi w salonie – odparła kobieta wpuszczając mnie do środka.

Biegiem skierowałem się we wskazanym kierunku. Tam zastałem zapłakaną dziewczynę. Serce zaczęło mi pękać widząc to, co działo się z moją księżniczką. Powoli podszedłem do Seleny i delikatnie dotknąłem jej ramienia. Moja ukochana delikatnie podniosła swój wzrok na mnie. Zastanawiałem się, czy poznała już prawdę, czy będę musiał przysporzyć jej więcej cierpienia.

- Justin możemy pójść do mnie do pokoju? - Poprosiła.

Z chęcią się zgodziłem, bo cieszyła mnie każda możliwość spędzenia z nią czasu sam na sam. Podałem dziewczynie swoją dłoń, aby pomóc jej wstać z kanapy. Objąłem ją w pasie i skierowaliśmy się na górę. Tam oboje usiedliśmy na łóżku i długo milczeliśmy. Nie miałem pojęcia od czego mam zacząć.

- Powiesz mi w końcu, czego się dowiedziałeś? - Spytała zniecierpliwiona.

- Zgoda. Selena musisz się przygotować na to, że nie mam dla Ciebie dobrych wieści – odparłem ciężko wzdychając.

- Rozumiem. Jestem przygotowana na wszystko. Chcę tylko poznać prawdę i dowiedzieć się, dlaczego oddali mnie do adopcji. Tylko ty możesz mi pomóc – powiedziała błagalnym tonem i złapała moją rękę.

Mimowolnie uśmiechnąłem się na jej gest. Nadal nie mogłem uwierzyć, że jeszcze kilka tygodni temu bałem się przyznać przed samym sobą, że kocham Selenę. A dzisiaj? Dzisiaj siedzimy tutaj jako para. Czy to nie jest zabawne, jak w jednej chwili nienawiść może przerodzić się w prawdziwe uczucie i na odwrót?

- Dobrze, tylko proszę wysłuchaj mnie do samego końca i mi nie przerywaj – poprosiłem.

Dziewczyna skinęła głową na znak porozumienia, a ja niespokojnie przeczesałem dłonią swoje włosy.

    *Flashback*



Po całym dniu spędzonym z Seleną wszedłem do swojego domu. Od progu zaatakowało mnie moje młodsze rodzeństwo. Dzieciaki ciągle kłóciły się z kim będę się teraz bawił. Jednak ja nie miałem wtedy na to najmniejszej ochoty. Chciałem po prostu, jak najszybciej porozmawiać z tatą na temat sprawy dziewczyny, którą kochałem nad życie.

Miałem szczęście, bo znalazłem go w gabinecie, który miał urządzony w przybudówce. Niepewnie wszedłem do środka. Nie miałem pojęcia, od czego mam zacząć tą rozmowę. Jednak wiedziałem jedno. Zrobię wszystko, aby pomóc Selenie poznać prawdę.

- Tato masz czas? Możemy chwilę porozmawiać? - Spytałem stojąc przy drzwiach.

- Jasne. Jeśli nie ma to nic wspólnego z tym, że coś przeskrobałeś. Nie mam zamiaru kolejny raz płacić za Ciebie mandatu, ani tłumaczyć się na policji – powiedział surowym tonem.

To prawda. Kiedyś dużo czasu spędzałem na policji za bójki z kolegami, jak również co tydzień przynosiłem tacie nowe mandaty do zapłaty. Jednak dłuższego czasu jestem czysty. Nic nie przeskrobałem. Policja mnie nie złapała i dziennie odbieram dzieci ze szkoły. Chyba należy mi się więcej zaufania.

- Nie tato. To nie ma z tym nic wspólnego. Chciałem z Tobą porozmawiać o Selenie Gomez, a raczej prosić Cię przysługę w jej imieniu. Pamiętasz, jak Ci opowiadałem, że staram się naprawić nasze relacje, bo się w niej zakochałem? - Spytałem.

Mój tata skinął głową na znak, że wie, o czym mówię. Mimo to nadal nie rozumiał, czego od niego chcę.

- No właśnie wczoraj na imprezie u Chaza jeden z chłopaków dosypał jej czegoś do napoju. Jednak tym się zajmiemy sami z chłopakami, ale coś się stało, jak zostaliśmy na noc u Seleny. Z Chazem i Cait pilnowaliśmy, żeby nic się jej nie stało. Niestety rano sprawy się skomplikowały. Gdy szukała recepty na wykupienie swoich lekarstw znalazł akt adopcyjny. Chciałbym, żebyś odnalazł biologicznych rodziców Seleny. To jest dla niej bardzo ważne, bo chciałaby wiedzieć, dlaczego wychowała ją inna rodzina – powiedziałem stojąc naprzeciwko biurka i opierając swoje dłonie na oparciu krzesła.

Mężczyzna siedzący przede mną długo rozmyślał moją prośbę. Jednak wiedział, że na żadnej innej kobiecie mi tak nie zależało W ostateczności zgodził się nam pomóc w poszukiwaniach.

- Widziałeś ten akt? Wiesz, gdzie się urodziła, i jak nazywają się biologiczni rodzice? - Spytał.

- Tak widziałem. Urodziła się w Nowym Jorku, a jej biologiczni rodzice rodzice nazywają się Adrian i Maria Cambell. Pomożesz nam ich odnaleźć, prawda? - Dodałem od razu.

Po mojej wypowiedzi twarz mojego ojca zbladła. Przez chwilę wyglądał, jakby zobaczył ducha. Nie miałem pojęcia, co wprawiło go w taki stan, ale zacząłem się martwić. Kilka sekund później otrząsnął się z osłupienia i spojrzał na mnie ponurym wzrokiem.

- Jesteś pewien? - Dociekał.

W odpowiedzi skinąłem głową. Wtedy mój tata przetarł twarz swoimi dłońmi i spojrzał na mnie po raz kolejny.

- W takim razie usiądź, bo nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości – powiedział mój tata, a ja wykonałem jego polecenie.

*End-flashback*



- Wtedy mi powiedział, że twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miałaś zaledwie 3 miesiące. Tata mówi, że przyjaźnił się z nimi od dziecka, bo urodził się w Nowym Jorku i całe życie się przyjaźnili. Po ich śmierci razem z moją mamą i ze mną przenieśli się do Atlanty. Nigdy nie myślał, że kiedyś się spotkamy. Mój ojciec powiedział jeszcze, że jeśli będziesz chciała się czegoś o nich dowiedzieć to on z wielką przyjemnością Ci o nich opowie – powiedziałem na koniec swojej historii.

Widziałem, jak w jej oczach zbierają się łzy. Od razu mocno przytuliłem ją do siebie i ucałowałem czubek jej głowy. Dziewczyna od razu wybuchła głośnym płaczem. Pozwoliłem jej wypłakać się w swoje ramie. Wiedziałem, że teraz właśnie tego potrzebowała.

Nie chciałem sprawiać jej bólu tą opowieścią. Ona przecież w ostatnim czasie tyle przeszła. Czy cierpienie tej dziewczyny kiedyś się skończy? Mam nadzieję, że tak. Gdybym wcześniej znał jej historię, pewnie nigdy bym się nie zachował, jak dupek w stosunku do tej pięknej i utalentowanej dziewczyny.

Czasu cofnąć nie mogłem, aby naprawić to, co zepsułem. Mogłem jedynie teraz nie popełniać błędów z przeszłości i być dla niej wsparciem. W pewnym momencie Selena zasnęła wykończona wrażeniami. Delikatnie położyłem dziewczynę na łóżku i powoli uwolniłem się z jej objęć.

Moja ukochana potrzebowała teraz dużo odpoczynku, więc postanowiłem wrócić do domu. Na pożegnanie złożyłem czuły pocałunek na jej czole i opuściłem pokój swojej dziewczyny. Miałem tylko nadzieję, że Selena nie wymyśli nic głupiego, gdy się obudzi.
Po przeczytaniu skomentuj :)

Przepraszam Was za drobne opóźnienie, ale ciągle myślałam, jak udoskonalić ten rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba ten wpis.
Rozsyłajcie adres bloga wśród znajomych. Niech dotrze do większego grona odbiorców.
Przypominam, że blog znajduje się również na Wattpadzie.
Każdy, kto czyta tego bloga niech polubi stronę na facebooku stworzoną specjalnie dla czytelników moich blogów. Link znajdziecie w notatce po prawej stronie szablonu. Tam możecie zadawać pytania dotyczące blogów, jak i również prywatne. Kto chce być informowany wpisuje się do zakładki „Informowani”.
Kolejny rozdział gdy pod tym postem pojawi się co najmniej 25 komentarzy.

Czy Selena otrząśnie się z szoku?
Czy Justin będzie w stanie pomóc Selenie pozbierać się po przykrych przeżyciach?
Czy Mark da spokój Selenie?
Czy kochanka jej zmarłego ojca da w końcu spokój Selenie?

Jakie jeszcze nieszczęścia spadną na główną bohaterkę?