Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 kwietnia 2016

Epilog


~ Justin ~


To był dla mnie ciężki dzień. Rano obudziłem się w podłym nastroju. Wyjąłem z szafy pierwsze lepsze ubrania i przebrałem się najszybciej, jak potrafiłem. Zbiegłem na dół do kuchni. Wyjąłem z lodówki smażone piersi z kurczaka oraz sparzonego pomidora. Po chwili ściągnąłem z niego skórę. Gdy miałem już naszykowane wszystkie przedmioty, zacząłem robić sobie kanapki. W wolnym czasie zaparzyłem kawę.

Z gotowym śniadaniem udałem się do salonu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Oglądałem wiadomości, lecz przeraziłem się, kiedy spojrzałem na zegarek. Szybko się zebrałem i udałem się w stronę domu Chaza.

Chciałem pożegnać się ze swoją dziewczyną, zanim wyjedzie na rok w trasę z nie wiadomo jakimi ludźmi. Bałem się, że po takim czasie rozłąki, przestanie mnie kochać.

Wsiadłem do swojego Lamborghini i z piaskiem opon ruszyłem z miejsca. Gdy wchodziłem do domu przyjaciela, słyszałem śmiech swojej księżniczki. W salonie zastałem Chaza z Caitlin, która siedziała na jego kolanach. Selena stała pod oknem i rozmawiała z kimś przez telefon. Byłem zazdrosny, kiedy słyszałem, jak dziewczyna śmiała się dzięki innej osobie.

- Emma obaczymy się na lotnisku. Teraz chcę spędzić z kimś trochę czasu, zanim wyjadę na rok - powiedziała do telefonu, a ja byłem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, bo rozmawiała ze swoją tancerką. W tym momencie odetchnąłem z ulgą, a dziewczyna zakończyła rozmowę.

Selena wbiegła w moje ramiona i zaczęła płakać. Nie mogłem uwierzyć, że tak długo będę musiał żyć bez niej. Nie byłem pewien, czy potrafiłem poradzić z tym sobie po raz kolejny.

Najpierw straciłem dziewczynę przez Marka, ponieważ wyjechała bez żadnych wyjaśnień, zanim Selena pojawiła się w naszej szkole. Chciałem spotkać jeszcze Hailey na swojej drodze, bo niewiedza zabijała mnie od środka. Do tej pory, nie miałem pojęcia, co ten facet zrobił mojej ówczesnej dziewczynie, jednak to ja spotykałem się z późniejszymi konsekwencjami jego czynów.

To ja musiałem tłumaczyć się na policji z nagłego zniknięcia Hails, a on miał z tego wspaniały ubaw. Dlatego tak bardzo chciałem chronić Selenę przed nim. Niestety, moje starania poszły na marne. Mark wykorzystał moją nieobecność, aby wcielić swój szatański plan w życie. Nigdy nie wybaczę sobie, że nie mogłem być wtedy przy niej.

- Justin, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - spytała zirytowana dziewczyna.

- Przepraszam, kochanie. Zamyśliłem się - powiedziałem, przytulając kobietę do swojej piersi.

Selena głośno westchnęła i wtuliła się w moje ciało. Zaczęła malować dłonią wzory na moim brzuchu, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy.

- Powinieneś już wracać, bo my musimy jechać na lotnisko. Będę za tobą cholernie tęsknić - mówiła zalana łzami. Starłem palcami słony płyn z jej twarzy i pożegnałem się z dziewczyną długim namiętnym pocałunkiem.

Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Zaparkowałem pojazd w garażu i wybrałem się na spacer. Poszedłem do parku, gdzie dawniej przesiadywałem ze swoją byłą dziewczyną. Udałem się do miejsca, o którego istnieniu wiedziało tylko kilka osób z mojego otoczenia.

Położyłem się na trawie z głową skierowaną w stronę nieba. Zacząłem rozmyślać na temat wyjazdu mojej księżniczki. Czy damy radę przetrwać taką rozłąkę? Czy nasza miłość jest wystarczająco silna?

Byłem tak pogrążony w myślach, że nie zauważyłem, kiedy zacząłem płakać. Zakryłem twarz dłońmi i dałem upust swoim emocjom. Leżałem w jednym miejscu przez pół dnia. Nagle usłyszałem zbliżające się w moją stronę kroki.

- Justin - usłyszałem za sobą tak dobrze znany mi głos.

Gwałtownie odwróciłem się w stronę zbliżającej się osoby. Stanąłem jak wryty. Miałem wrażenie, że widziałem ducha. Kiedy tajemnicza osoba padła w moje ramiona, byłem pewien, że to nie sen. Wtedy wiedziałem, że to będą najlepsze wakacje mojego życia.
_________________________________________________________________________________

Po przeczytaniu skomentuj :)

To już ostatni rozdział tego opowiadania.
Druga część pojawi się pod tytułem “No control”.
Przed opowiadaniem macie dodany zwiastun do drugiej części.
Prolog również znajdziecie już na blogu. Wystarczy, że klikniecie w wyżej podany tytuł.
W drugiej części odpowiem na następujące pytania:

Kogo Justin spotkał w parku?
Kto zagra jako support Seleny?
Czy związek Justina i Seleny ma szansę przetrwać?
Co stanie się z Markiem?
Co stanie się podczas trasy koncertowej?

środa, 30 marca 2016

Rozdział XXXII

~ Justin ~





Ostatnie kilka tygodni zarówno dla mnie, jak i Seleny były okropne. Ciągle dochodziliśmy do siebie. Ona potrzebowała czasu, aby zacząć na nowo żyć po gwałcie, ja miałem cięższe zadanie. Raz w tygodniu musiałem stawiać się na badania krwi, a pilnowanie diety było bardzo trudne. Nie raz chciałem wyjść z kolegami na pizzę, ale nie miałem takiej możliwości. W końcu zdrowie było najważniejsze.

Podszedłem do Seleny, która stała przy swojej szafce. Objąłem dziewczynę w pasie i mocno wtuliłem się w jej plecy. Nie mogłem uwierzyć, że za kilka dni wszystko miało się zmienić. Kobieta, którą pokochałem, miała opuścić mnie na najbliższy rok. Nie wiedziałem, czy byłem w stanie pogodzić się z tym wszystkim.

- Cześć kochanie - wymruczałem tuż przy uchu swojej wybranki. Dziewczyna szybko odwróciła się w moją stronę z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Selena zarzuciła ręce na moją szyję i wpiła się w moje wargi. Nie pozostałem jej dłużny. Przyparłem kobietę plecami do szafki i przejąłem dominację w pocałunku. Swoje dłonie pokierowałem na biodra ukochanej i delikatnie uniosłem ją w powietrze.

- Może nie przy ludziach? - Spytał z ironią Ryan. Wiedziałem, że był sfrustrowany po wyjeździe Ashley. W końcu jako jedyny z naszej paczki został bez dziewczyny. W tajemnicy od niego wiedziałem, że Ally przyjedzie zaraz po maturze, aby pokazać się ze swoim ukochanym na balu maturalnym.

Nie miałem ochoty na słuchanie jego komentarzy. Postawiłem Selenę na ziemi i pociągnąłem ją za rękę w stronę naszej klasy. Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie miała odbyć się matura z matematyki. Zajęliśmy nasze miejsca w ławce i powróciliśmy do przerwanego nam zajęcia. Niestety i tym razem nie było nam dane nacieszyć się sobą. Nauczyciel wszedł do sali z plikiem dokumentów. Podszedł do każdego z nas i położył przed nami arkusze.

Od razu przeczytałem instrukcję, a mężczyzna pozwolił nam otworzyć egzemplarze. Wpisałem swój kod, który znajdował się naklejony na ławce. Dyrektor zapisał na tablicy godzinę rozpoczęcia i zakończenia egzaminu.

W tym momencie wszystkie rozmowy się skończyły i każdy zajął się rozwiązywaniem zadań. W pomieszczeniu dało się wyczuć gęstą napiętą atmosferę. Każdy uczeń zdawał sobie sprawę, że przed sobą miał najważniejszy egzamin życia, który decydował o dalszych losach każdego z nas.



~*~



- Selena - krzyknąłem, stojąc przy schodach.

Czekałem, aby dziewczyna łaskawie zeszła. Przed domem mojej ukochanej stała wynajęta przez nas limuzyna. Lada moment miał rozpocząć się bal maturalny, na który byliśmy praktycznie spóźnieni.

W końcu doczekałem się swojej piękności. Gdy zobaczyłem miłość mojego na szczycie schodów, moje serce szybciej zabiło. Kiedy znalazła się u mojego boku, mocno objąłem swoją wybrankę w pasie, a mama kobiety, którą kochałem, zaczęła robić nam zdjęcia. Po kilku fotografiach mogliśmy wyjść z budynku. Wsiedliśmy do limuzyny i ruszyliśmy w stronę restauracji, gdzie miało odbyć się przyjęcie.

Dopiero wtedy mogłem przyjrzeć się kreacji swojej księżniczki. Miała na sobie śliczną czarną sukienkę na ramiączkach. Z przodu srebrną nicią zostały wyhaftowane abstrakcyjne wzory. Wokół jej pasa była obszyta długa czarno-czerwona tiulowa spódnica.

Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, szybko skierowaliśmy się w stronę naszych przyjaciół. Chaz i Ryan nie mogli odkleić się od swoich ukochanych. Szczerze? Nie dziwiłem się temu drugiemu. Przecież sam zachowywałem się podobnie po powrocie z kliniki. Wyjazd Ashley wiele zmienił w jego życiu. Był przybity i prawie z łóżka nie wychodził. A teraz? Był po prostu szczęśliwy.

Dyrektor zaczął swoje przemówienie, a ja stanąłem za swoją dziewczyną i mocno objąłem kobietę w talii. Chwilę później wszyscy maturzyści zaczęli tańczyć walca na rozpoczęcie balu.

Muszę przyznać, że bawiłem się wspaniale. Cały wieczór spędziłem w gronie najwspanialszych ludzi na świecie. Jednak nie spodziewałem się tego, co stało się w pewnym momencie.



~ Selena ~




Dzień przed balem dyrektor poprosił mnie o przysługę. Zgodziłam się bez wahania, bo bardzo mi się spodobał jego pomysł. W pewnym momencie odeszłam od stolika, gdzie siedział mój chłopak z przyjaciółmi. Widziałam zaskoczone i zaniepokojone spojrzenie swojego chłopaka. Podeszłam do naszego nauczyciela matematyki i zamieniłam z nim kilka słów. Mężczyzna wszedł na scenę, a ja podeszłam do DJ'a i podałam mu płytę z nagraniem.

- Specjalnie dla was zaśpiewa teraz Selena, która za kilka dni wyjedzie w trasę po świecie - powiedział profesor, z którym przed chwilą rozmawiałam.

Weszłam na scenę i odebrałam od niego mikrofon. Światła na moment zostały zgaszone, a kiedy DJ w końcu je włączył, wszystkie były skierowane na moją osobę. Wtedy usłyszałam znajome mi dźwięki, płynące z głośnika. Zamknęłam swoje oczy i wzięłam głęboki oddech. Po chwili spojrzałam na chłopaka, z którym przyszłam na bal. Tym razem w jego oczach widziałam coś w rodzaju dumy. Otworzyłam swoje usta, aby zaśpiewać Love you like a love song.

It’s been said and done
To zostało powiedziane i zrobione
Every beautiful thought's been already sung
Każda piękna myśl została już zaśpiewana
And I guess right now here’s another one
I chyba teraz, tutaj jest jeszcze jedna
So your melody will play on and on
Tak więc twoja melodia będzie grać w kółko
With the best of ‘om
Wraz z tym, co najlepsze w niej
You are beautiful
Jesteś piękny
Like a dream come alive, incredible
Tak jak spełniający się sen, niewiarygodny
A centerfold, miracle, lyrical
Znany, cudny, liryczny
You saved my life again
Znów ocaliłeś moje życie
And I want you to know baby
I chcę byś wiedział skarbie, że:


I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
And I keep hittin’ repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I będę to powtarzać-rzać-rzać-rzać-rzać-rzać
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
And I keep hittin’ repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I będę to powtarzać-rzać-rzać-rzać-rzać-rzać


Constantly
Stale
Boy you play though my mind like a symphony
Chłopcze grasz na moim umyśle, jak symfonia
There’s no way to describe
Nie ma sposobu, żeby opisać
What you do to me
Co mi robisz
You just do to me
Po prostu robisz mi to,
What you do
Co robisz
And it feels like I’ve been rescued
Czuję się jakbym była uratowana
I’ve been set free
Uwolniona
I am hipnotized
Jestem zahipnotyzowana
By your destiny
Przez twoje przeznaczenie
You are magicial, lyrical, beautiful
Jesteś magiczny, liryczny, piękny
You are
Ty jesteś
And I want you to know baby
Chcę byś wiedział skarbie, że:


I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
And I keep hittin’ repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I będę to powtarzać-rzać-rzać-rzać-rzać-rzać
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
And I keep hittin’ repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I będę to powtarzać-rzać-rzać-rzać-rzać-rzać



No one compares
Nikt nie porównuje
You stand alone
Ciebie stojącego samotnie
To every recerd I own
Do każdego nagrania którego jestem właścicielką 
Music to my heart
Muzyką do mojego serca
That’s what you are
Tym właśnie jesteś
A song that goes on and on
Utworem który trwa i trwa



I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
(I love you)
(Kocham cię)
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
(Like a love song)
(Jak w piosence o miłości)
And I keep hittin’ repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I będę to powtarzać-rzać-rzać-rzać-rzać-rzać
(Like a love song)
(Jak w piosence o miłości)
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
I, I love you like a love song baby
Ja, ja kocham cię jak w piosence o miłości, kochanie
(I love you)
(Kocham cię)
I love you
Kocham cię
Like a love song
Jak w piosence o miłości



Gdy skończyłam śpiewać, zbiegłam ze sceny. Od razu rzuciłam się w ramiona Justina. Wiedziałam, że za kilka dni miałam rozstać się z nim na kilka miesięcy. Nie byłam pewna, czy potrafiłam poradzić sobie z taką rozłąką. Mogłam mieć tylko nadzieje, że przyjaciele pomogą mi się z tym wszystkim pogodzić.

Byłam w szoku, gdy widziałam, jak wiele osób śpiewało i tańczyło do mojego utworu. Nie sądziłam, że po tym wszystkim tak wiele osób z naszej szkoły słuchało moich piosenek.

Justin mocno przyciągnął mnie do siebie. Jego usta szybko odnalazły moje. Jego pocałunki były takie delikatne i czułe, że zatraciłam się w nich bezopamiętania.

- Czemu do tej pory nie słyszałem tej piosenki? - spytał, kiedy zakończył pocałunek.

- Po prostu nagrałam ją, gdy byłeś w szpitalu - powiedziałam, wtulając twarz w jego ramię. Przez pewien czas wdychałam zapach jego cudownych perfum, jednak dyrektor przerwał naszą sielankę.

- Czas na ogłoszenie króla i królowej balu - odparł radośnie mężczyzna. Zrobił chwilę dramatycznej przerwy, zanim znów zaczął mówić. - Królem i królową tegorocznego balu maturalnego zostają Selena Gomez i Justin Bieber - wykrzyczał do mikrofonu.

W pierwszym momencie nie wierzyłam w to, co słyszałam. Jednak wszystko stało się jasne, gdy Justin wciągnął mnie za rękę na scenę. Odebraliśmy nasze szarfy i korony, po czym wykonaliśmy nasz taniec, który był zakończeniem całej zabawy.
___________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)


Tak więc przed Wami ostatni rozdział opowiadania.
Niebawem pojawi się epilog.
Jednak nie martwcie się. Planuje stworzyć jeszcze jedną część tego opowiadania. Jednak drugą część znajdziecie pod innym adresem.
Link do drugiej części podam wam wraz z epilogiem.
A teraz zapraszam was do czytania mojego nowego opowiadania “It’s too late to say sorry |J.B|”
Mam nadzieję, że druga część, tak jak i nowe opowiadanie przypadną Wam do gustu.


Czy Justin puści Selenę w trasę koncertową?
Kto zagra jako support Seleny podczas trasy?
A może Justin pojedzie razem ze swoją dziewczyną?
A może chłopak dotrzyma towarzystwa swojej wybrance podczas tej podróży?




wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział XXX

~ Selena ~



Minął tydzień. Chyba najcięższy tydzień w moim życiu. Odwiedzając Justina w klinice widziałam twarz innego chłopaka. Chłopaka, który miał satysfakcję z cierpienia innych osób. Spoglądając na swojego ukochanego widziałam w nim prześladowcę. Wiedziałam, że powinnam wspierać teraz Justina, ale wydarzenia sprzed kilku dni ciągle odbijały się na moim zachowaniu. Im więcej myślałam o tej sytuacji, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że już nic nie będzie takie, jak dawniej.

Pogrążona w swoich myślach weszłam z Caitlin do szkoły. Od czasu tego nieszczęśliwego zajścia, tylko ona się mną opiekowała. Przechodząc obok szafek byłam w szoku, gdy zobaczyłam swojego chłopaka. Przecież miał najwcześniej wyjść z kliniki za tydzień. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Marzyłam, aby usiąść w ławce i choć na chwilę skupić się na czymś innym, niż przykre i bolesne wspomnienia.

Razem z przyjaciółką zajęłyśmy nasze miejsca. Niestety tego nie przemyślałam, że Justin będzie chciał znów siedzieć ze mną. Spuściłam swój wzrok na dół, aby nie mógł odczytać moich uczuć. Po tym wszystkim bałam się spojrzeć w jego oczy. Wiedziałam, że jak pozna prawdę będzie wściekły. Nie mogłam do tego dopuścić, aby teraz władały nim tak silne emocje. Musiał znać prawdę, ale nie w momencie, gdzie walczył z poważną chorobą. Na szczęście z opresji wyciągnęła mnie Cait. Wytłumaczyła Justinowi, że powinien znaleźć sobie inne miejsce. Niestety mój chłopak nie chciał odpuścić i wyszła z tego jedna wielka kłótnia. Nie chciałam tego słuchać. Miałam większe zmartwienia na głowie. Wtedy wszystko potoczyło się tak szybko.

Przyszedł Chaz i od razu zabrał Justina do swojej ławki. Mój ukochany nie miał nawet czasu zareagować. Wiedziałam, że on nie odpuści. Zawsze musiał postawić na swoim. Byłam pewna, że będzie mnie męczył tak długo, aż pozna prawdę.

Uratował mnie dzwonek na lekcje. Nauczyciel wszedł od razu do sali. Gdy sprawdzał obecność, był w szoku widząc, że Justin jest wśród nas. Cała szkoła od kilku tygodni nie mówiła o niczym innym, jak o chorobie mojego chłopaka. Dlatego nieobecność Justina była idealnym pretekstem dla osób, którym zależało na moim cierpieniu.

Przez całą lekcję czułam na sobie spojrzenie Jusa. Zaraz po dzwonku opuściłam salę. Nie chciałam się teraz tłumaczyć swojemu ukochanemu. Miałam szczęście, bo nasz dyrektor zatrzymał go po zajęciach, aby z nim porozmawiać. Bez zastanowienia udałam się na następną lekcję. Przez cały czas zastanawiałam się, jak wybrnąć z tego wszystkiego. Z jednej strony nie chciałam, aby mój chłopak martwił się o mnie. Z drugiej zaś chciałam, aby mnie w tym momencie wspierał, żeby podszedł do mnie, przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Przecież kiedyś musi się wszystko ułożyć, prawda?

Rozmyślania tak mnie pochłonęły, że nie zauważyłam, że to już koniec lekcji. Wybiegłam z sali, jak oparzona. Niestety zderzyłam się z jakimś palantem. Stałam na środku korytarza i patrzyłam w podłogę. Bałam się podnieść wzrok. Miałam wrażenie, że z każdej strony czeka mnie niebezpieczeństwo. Wtedy poczułam męską dłoń na swoim podbródku. Od razu wiedziałam do kogo ona należała. Justin próbował skupić moje spojrzenie na sobie, jednak ja starałam się unikać jego wzroku. Mój chłopak przesunął dłonią wzdłuż mojego karku poprawiając zbłąkany kosmyk moich włosów. Tym samym wywołał u mnie falę zimnych dreszczy przebiegających wzdłuż mojego kręgosłupa. Już zapomniałam, jak kojąco ten dotyk działał na moje zmartwienia.


- Powiesz mi, co się dzieje? Odkąd zaczęłaś odwiedzać mnie w szpitalu jesteś dla mnie niedostępna. Dzisiaj ciągle mnie unikasz i nie chcesz ze mną rozmawiać. Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienia – powiedział przejętym tonem. Jego głos drżał od nadmiaru emocji. Wiedziałam, że zachowując się w ten sposób krzywdziłam bliską mi osobę, ale po takich przeżyciach nie potrafiłam inaczej. Czy mogłam po tym wszystkim zaufać jeszcze jakiemuś mężczyźnie? Czy Justin mógł zrozumieć, co przechodziłam w tym momencie?

Niepewnie podniosłam swój wzrok. Justin stał przede mną z troską wymalowaną na twarzy. Martwił się. Był bardziej przejęty mną niż własnym stanem zdrowia. Czy to możliwe, że chłopak dla którego dawniej liczyły się tylko pieniądze dziś patrzy inaczej na świat? Widząc, jak Justin zadręczał się przeze mnie, w moich oczach pojawiły się strumienie łez.


- Chcesz znać prawdę? Zostałam zgwałcona! Lepiej!? - odparłam łamiącym się tonem. Nie czekałam na jego reakcję. Zostawiłam mężczyznę samego na środku korytarza i pobiegłam do łazienki. Tam zamknęłam się w jednej z kabin. Musiałam dać upust swoim emocjom. Chwilę później po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy. Słony płyn ciągle wpadał do moich ust. Miałam już dość takiego życia. Czy ja naprawdę nie mogę być w końcu szczęśliwa?

Usłyszałam czyjeś kroki. Podciągnęłam nogi bliżej klatki piersiowej. Nie chciałam, aby ktokolwiek mnie widział w takim stanie.


- Selena wyjdź. Wiem, że tutaj jesteś. Rozmawiałam z Justinem – powiedziała moja przyjaciółka.

Powoli otworzyłam drzwi. Caitlin od razu odwróciła się w moją stronę. Nie mówiąc nic wyciągnęła ręce w moją stronę. Nie myśląc długo przytuliłam się do dziewczyny, a moje łzy wezbrały na sile. Cait czekała, aż uspokoję się. W końcu udało mi się opanować emocje. Podeszłam do lustra. Byłam cała czerwona od płaczu. Oczy miałam podkrążone i opuchnięte. Przepłukałam twarz zimną wodą. Chwilę później siedziałyśmy już w sali.

Byłam w szoku. Nie widziałam Justina. Zaczęłam zastanawiać się, co się stało z moim chłopakiem. Przez całą lekcję nie potrafiłam skoncentrować się na słowach nauczyciela. Miałam złe przeczucie. Wiedziałam, że stało się coś złego. Niestety moje przypuszczenia potwierdziły się wcześniej niż bym się tego spodziewała. Gdy skończyły się zajęcia, zobaczyłam Justina siedzącego pod klasą. Głowę miał skierowaną ku ziemi. W swoje włosy wplótł palce. Wiedziałam, że nie bez powodu zachowywał się tak a nie inaczej.

Niepewnie podeszłam do chłopaka. Powoli położyłam swoją rękę na jego ramieniu. Nadal bałam się do niego zbliżać. W końcu nadal byłam w nim zakochana. Owszem bałam się każdego jego nagłego ruchu. Jednak tylko przy nim czułam się bezpiecznie. Justin odruchowo gwałtownie podniósł głowę w górę.

Wtedy zdałam sobie sprawę, dlaczego nie było go na lekcji. Miał opuchnięte oko, wokół którego robił się siniak. Na jego ustach było widać rozcięcia a na brodzie nadal szło ujrzeć ślady krwi. Widziałam w spojrzeniu chłopaka, że był zmęczony.


- Justin, co się stało? - spytałam zmartwiona.

Mężczyzna siedzący obok mnie spuścił swój wzrok w dół. Zdawałam sobie sprawę, że nie miał dla mnie żadnych dobrych wieści.


- Pobiłem się z Markiem – wyszeptał patrząc przed siebie.

Nie wierzyłam własnym uszom. On nie mógł tego zrobić. Starałam się oddalić tę myśl. Jednak ślady na jego twarzy mówiły same za siebie. Z jednej strony cieszyłam się, że to zrobił. Udowodnił mi tym, że zmienił się naprawdę i był gotów dla mnie poświęcić wszystko. Z drugiej strony byłam zaniepokojona. Mój chłopak przecież dopiero skończył walkę z poważną chorobą. A teraz co robił? Od razu pakował się w kłopoty. Martwiłam się o niego. Podczas tych wszystkich ostatnich przykrych momentów tylko on mnie wspierał. Przecież dzięki Justinowi poznałam prawdę o swoich biologicznych rodzicach. Odkąd byliśmy razem, zawsze robił wszystko, abym był szczęśliwa i nie groziło mi żadne niebezpieczeństwo.

- Dlaczego się z nim pobiłeś? - spytałam retorycznie.

Mężczyzna niepewnie podniósł na mnie swój wzrok. W jego oczach widziałam ból. Wcale mu się nie dziwiłam. Właśnie tego starałam się uniknąć. Krzywdziłam go swoim zachowaniem, kiedy on potrzebował pocieszenia. Jednak miał prawo wiedzieć, co stało się podczas jego nieobecności.

- Przyznał się, że to on Ciebie skrzywdził. Nie mogłem inaczej postąpić. Musiałem stanąć w twojej obronie. Nie chcę, żebyś znów cierpiała – powiedział przejętym tonem.

Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Czyżby mój prześladowca naprawdę ujawnił się przed Justinem? Wiedziałam, że w końcu pozna prawdę. Wtedy postanowiłam opowiedzieć o wszystkim swojemu chłopakowi. Po raz kolejny powróciłam pamięcią do tego pechowego dnia.



~Flashback~


Po ostatniej lekcji podeszłam do swojej szafki. Kolejny raz widziałam tam Marka. Chłopak nie mógł znieść myśli, że nie jestem nim zainteresowana. Robił wszystko, aby zwrócić na siebie moją uwagę. Jednak nie był wstanie zastąpić Justina. To przecież do niego należało moje serce. Włożyłam książki i zeszyty do szafki. Zabrałam tylko zeszyt do angielskiego. Miałam napisać esej na następny dzień. Schowałam notatki do torebki i skierowałam się do wyjścia.

Przy drzwiach czekał na mnie Chaz. Mieliśmy pójść do niego na korepetycje z matematyki. To było dziwne. Na początku nie chciałam słyszeć o spędzaniu czasu w jego towarzystwie. A teraz byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Dzięki niemu poznałam prawdę o uczuciach Justina. Pomógł mi wydać pierwszą płytę. A zaraz po zakończeniu szkoły miałam jechać w trasę koncertową. Czy to nie było zadziwiające, jak łatwo przejść od nienawiści do przyjaźni?

- Kochanie dokąd mi uciekasz? - usłyszałam za sobą głos Marka.

Starałam się go unikać. Przyspieszyłam kroku, aby szybciej dotrzeć do swojego przyjaciela. Niestety nie było mi to dane. Mój oprawca jednym szarpnięciem położył mnie na ziemi. Zaczął mnie ciągnąć w kierunku łazienki. Krzyczałam, ile sił miałam w płucach. Niestety wszystko poszło na marne. W budynku nie było już nikogo poza nami. Próbowałam z nim walczyć. Szarpałam się, drapałam go, kopałam. Niestety napastnik okazał się silniejszy.

Doprowadził mnie do łazienki siłą. Tam popchnął mnie na kabinę. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze. Straciłam równowagę i uderzyłam głową o klamkę. Poczułam ostry ból przeszywający moją głowę. Otoczyła mnie ciemność. Nie docierały do mnie żadne bodźce z zewnątrz. Czas zlewał się ze sobą. Sekundy stawały się minutami. Minuty godzinami, godziny dniami, dni latami. Trwałam w zawieszeniu. Nie miałam pojęcia, co działo się ze mną.

Nagle ocknęłam się. Jasne światło raziło moje oczy. Mark stał nade mną z parszywym uśmiechem na twarzy. Wtedy do pomieszczenia wbiegł Chaz. Mój napastnik zapiął swoje spodnie i zwycięsko zaśmiał się. Z moich oczu popłynęły strumienie łez. Wiedziałam, że mężczyzna dostał to, o czym marzył.

Mój przyjaciel widząc do rzucił się z pięściami na Marka. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je swoimi rękoma. Łzy z moich oczu płynęły coraz bardziej z każdą chwilą. Chwilę później Chaz zjawił się tuż przy mnie. Powoli pomógł mi wstać z podłogi. Dopiero wtedy zobaczyłam swoje obrażenia. Moja sukienka była porwana. Nogi i ręce miałam podrapane. Każda część ciała mnie bolała. Chłopak nie czekał długo. Zabrał mnie do swojego samochodu i ruszył w stronę szpitala.

~End Flashback~


Justin uważnie słuchał moich relacji. Z każdą chwilą widziałam, jak jego mięśnie spinają się. Długo siedział i patrzył przed siebie. W końcu niepewnie zaczął zbliżać się do mnie. Bałam się tego, co mogło nastąpić. Jednak w jego oczach widziałam tylko troskę i miłość. Mój chłopak delikatnie przytulił mnie do siebie. Początkowo siedziałam i bałam się wykonać jakikolwiek ruch. W pewnym momencie przełamałam swoje lęki. Mocniej objęłam mężczyznę wtulając się w jego ciało. Z jedynej przyjemnej chwili od dłuższego czasu wyrwał mnie dźwięk dzwonka oznaczającego koniec przerwy. Niechętnie wstaliśmy z wygodnej ławki i udaliśmy na kolejne zajęcia.

Po przeczytaniu skomentuj :)

Czy między Justinem a Seleną zacznie się znów układać?
Czy Selena poradzi sobie po tak traumatycznych przeżyciach?
Czy Justinowi coś grozi po pobiciu Marka?
Czy Mark zostawi w spokoju Selenę?

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział XXIX

~ Justin ~



Minął miesiąc odkąd leżałem w klinice. Tydzień temu skończyłem chemioterapię. Gdy Selena odwiedziła mnie pierwszy raz w szpitalu byłem bardzo szczęśliwy. Tak bardzo tęskniłem za tą dziewczyną. Miałem nadzieję, że Mark w końcu przestał nękać moją ukochaną. W końcu od czasu tego incydentu na korytarzu szkolnym nie miałem więcej informacji, żeby próbował się zbliżyć do mojej księżniczki.

Jednak przy każdej wizycie Selena była dziwnie przybita. Nie miałem pojęcia, co działo się z moją dziewczyną. Cały czas mnie unikała. A raczej unikała każdego mojego nagłego ruchu. Byłem ciekaw, co takiego spowodowało, że moja ukochana nie chciała mnie nawet przytulać.

Od rana leżałem w łóżku szpitalnym. Próbowałem dodzwonić się do Seleny. Niestety za każdym razem moja miłość odrzucała moje połączenia. Nagle do sali weszła moja lekarka. Była to piękna kobieta zaraz po studiach. Miała szczupłe długie nogi i ciemne kruczoczarne włosy sięgające pasa. Na jej małym, zgrabnym nosku osadzone były wąskie okulary w białych oprawkach. Swoje ciemne oczy koloru gorzkiej czekolady zawsze podkreślała zieloną kredką. Była szczupłą kobietą, ale nie była za specjalnie wychudzona.

Lekarka stanęła przy moim łóżku. Wzięła w swoje drobne dłonie moją kartę pacjenta i długo wpatrywała w wyniki badań. Chwilę później spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Jej uśmiech przypominał mi o mojej dziewczynie. Selena uśmiechała się w podobny sposób.

- Wychodzi na to, że dziś się pożegnamy Justin. Tylko pamiętaj o diecie i badaniach kontrolnych, co dwa tygodnie – powiedziała odkładając moją kartę z powrotem na miejsce.

Nie mogłem ukryć swoich emocji. Gdy tylko lekarka wyszła z mojego pokoju zacząłem skakać po pokoju i krzyczeć ze szczęścia. Po chwili podszedłem do swojego łóżka. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Była godzina 6:23. Jeśli bym się pospieszył, zdążyłbym jeszcze dojechać do szkoły na lekcje. Nie zastanawiając się długo wybrałem numer swojego taty. Opowiedziałem mu o relacji mojej lekarki, a on obiecał, że za chwilę zjawi się w szpitalu.

Wiedziałem, że mój ojciec dotrzyma danego słowa, więc szybko zacząłem pakować swoje rzeczy. Czułem się znacznie lepiej, niż przed pobytem w klinice. Jednak nadmierny wysiłek fizyczny nadal powodował u mnie wielkie zmęczenie. Zeszyty szkolne od razu schowałem do plecaka, bo chciałem spędzić dzisiejszy dzień na zajęciach w szkole.

To może się wszystkim wydawać dziwne, ale naprawdę tęskniłem za siedzeniem w szkolnej ławce. Brakowało mi przyjaciół. Poza tym miałem nadzieję, że któryś z nich wiedział, co działo się z moją dziewczyną.

Kolejny raz tego dnia próbowałem dodzwonić się do Seleny. Oczywiście nie przyniosło to żadnych skutków, bo moja ukochana znów odrzuciła. Wtedy do pomieszczenia wszedł mój tata z wypisem. Widząc dokument w jego dłoni uśmiechnąłem się szeroko. Ubrałem na siebie kurtkę, a mój ojciec pomógł mi zabrać wszystkie rzeczy. Każda chwila, która przybliżała mnie do powrotu do domu powodowała, że byłem coraz bardziej podekscytowany.

Gdy dotarłem na miejsce od razu pobiegłem do swojego pokoju. Tam wyciągnąłem z szafki czyste ubrania i poszedłem pod prysznic. Przez tyle czasu leżałem w szpitalu, że zaczęło brakować mi nawet własnej łazienki. Kiedy skończyłem się myć, wróciłem na dół. Mama przywitała mnie szerokim uśmiechem. Nagle usłyszałem pisk swojej młodszej siostry dobiegający z kuchni. Bez zastanowienia poszedłem sprawdzić, co Jazmyn znów zrobiła.

Stojąc w drzwiach kuchennych widziałem, jak moja siostrzyczka prowadzi wojnę na płatki z młodszym bratem. Mimowolnie uśmiechnąłem się. Widząc, że nie prędko zakończy się ta bitwa postanowiłem przerwać ich zabawę. Podszedłem do dwójki dzieci, które nadal nie zwracały uwagi na moją obecność.

- Jazmyn nie grzecznie jest tak rzucać jedzeniem – powiedziałem z uśmiechem. Oparłem się o blat szafki kuchennej i czekałem na reakcję swojej siostry.

Dziewczynka słysząc mój głos odłożyła swoje płatki na stół. Nim się zorientowałem stała już przy mnie i wyciągała do mnie swoje ręce. Czego się spodziewałem? Przecież od małego nauczyłem Jazy bycia w moich ramionach. Głośno westchnąłem, jednak wziąłem swoją siostrę na ręce.

- Kiedy wróciłeś? - spytała z radością w swoim piskliwym głosie.

Powolnym krokiem skierowałem się do salonu. Jaxon oczywiście chcąc słyszeć moje relacje ze szpitala ruszył za nami biegiem. Gdy usiadłem na kanapie, moje rodzeństwo od razu mnie otoczyło. Młodszy brat od razu usiadł na moich kolanach, a siostra wtulała się w mój bok.

- Wróciłem przed chwilą i od razu słyszałem wasze piski – odparłem łaskocząc dwójkę niesfornych dzieci.

Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy. Nadszedł czas, abym w końcu po długiej przerwie odwiedził swoją szkołę. Wstałem z wygodnej kanapy. Poszedłem do kuchni i zacząłem przygotowywać sobie lunch do szkoły według zaleceń lekarza. Wyciągnąłem z szafki dżem truskawkowy, którym posmarowałem kromki chleba. Gotowe drugie śniadanie schowałem do swojego plecaka.

Sprawdziłem jeszcze raz, czy wszystko spakowałem. Gdy byłem już gotowy do wyjścia podałem mamie listę dotyczącą mojej diety. Z szuflady wyjąłem kluczyki i dokumenty od samochodu. Pożegnałem się z bliskimi i ruszyłem w stronę szkoły.

Wchodząc do wielkiego starego budynku byłem w wielkim szoku. W środku nic, dosłownie nic się nie zmieniło. Podchodząc do swojej szafki zauważyłem Selenę. Szła w stronę sali z matematyki. Przy boku mojej dziewczyny niespokojnie kroczyła Caitlin. Ciągle odwracała się w tył, jakby sprawdzała, czy nikt ich nie śledził. Włożyłem niepotrzebne książki do swojej szafki i od razu udałem się na lekcje.

Klasa matematyczna wyglądała normalnie. Prawie normalnie. Odkąd byłem z Seleną to ja siedziałem z nią w ławce. Teraz moje miejsce zajmowała najlepsza przyjaciółka mojej księżniczki. Dziewczyny chyba jeszcze nie zauważyły mojego przybycia. Postanowiłem to wykorzystać. Stanąłem przy ławce i lekko szturchnąłem Cait w ramię. Ukochana mojego przyjaciela od razu podniosła na mnie swój wzrok.

- To chyba moje miejsce, prawda? - spytałem retorycznie. Wiedziałem, że podczas mojej nieobecności w szkole coś się zmieniło. Jednak nie miałem pojęcia, co się stało.

- Justin przykro mi. Nie dzisiaj. Usiądź z Chazem lub Ryanem – powiedziała unikając mojego spojrzenia.

Spojrzałem pytająco na swoją dziewczynę. Ta tylko wzruszyła ramionami a w jej pięknych oczach pojawiły się łzy. Stałem w miejscu czekając na jakieś wyjaśnienia ze strony Seleny, ale wszystko na marne. Moja ukochana oparła swoją głowę na ramieniu Caitlin i nie odezwała się do mnie ani słowem. W tym samym momencie do klasy weszli moi przyjaciele. Ryan widząc, co się dzieje od razu zabrał mnie do swojej ławki. Nie rozumiałem nic z tego, co działo się wokół mnie.

Już miałem spytać się Ryana, co takiego wydarzyło się podczas mojej nieobecności, ale zadzwonił dzwonek oznaczający początek lekcji, a nauczyciel od razu wszedł do sali. Dyrektor zaczął sprawdzać obecność.

- Bieber – usłyszałem swoje nazwisko z jego ust.

- Jestem – odpowiedziałem niepewnie.

Mężczyzna podniósł na mnie swój wzrok. Był widocznie zaskoczony moją obecnością. Chwilę wpatrywał się we mnie, ale powrócił do sprawdzania obecności. Gdy skończył podyktował nam temat lekcji i zaczął prowadzić zajęcia. Przez cały czas spoglądałem na swoją dziewczynę, ale ona ciągle swój wzrok miała wbity w zeszyt. Sam starałem się prowadzić jakieś notatki, ale bez skutecznie. Byłem tak pogrążony myślami, że nie nadążałem przepisywać rozwiązań z tablicy. W końcu uratował mnie dzwonek na przerwę. Miałem nadzieję, że w końcu wyrwę się z tego pomieszczenia i na spokojnie porozmawiam ze swoją dziewczyną.

Właśnie tylko miałem taką nadzieję, bo nasz nauczyciel postanowił ze mną porozmawiać. Myślałem, że może on powie mi coś na temat Seleny. Niestety pomyliłem się po raz kolejny tego dnia. Dyrektor zadawał mi pytania dotyczące mojego samopoczucia. Pytał, jak zniosłem chemioterapię. Chciał się dowiedzieć, czy w końcu wyzdrowiałem. W końcu odpowiedziałem na wszystkie jego pytania. Przez otwarte drzwi zobaczyłem, jak moja dziewczyna szła razem ze swoją przyjaciółką na następną lekcję. Musiałem po prostu zadać to pytanie naszemu nauczycielowi. Z całego grona pedagogicznego tylko on mógł znać prawdę na temat dziwnego zachowania Seleny.

- Wie pan, co się stało Selenie? Od kilku dni dziwnie się zachowuje. W szpitalu nie pozwalała mi się nawet dotknąć, a teraz nie chce ze mną rozmawiać. Naprawdę martwię się o nią, ale nikt mi nie chce nic powiedzieć – powiedziałem przygnębiony.

Dyrektor długo mi się przyglądał, jakby analizował moje słowa. Jego wyraz twarzy stał się bardziej zatroskany. Wtedy już wiedziałem, że wydarzyło się coś złego.

- Przykro mi Justin. Nie mogę Ci nic powiedzieć. Jeśli Selena zechce sama Tobie wszystko opowie – odparł wstając z krzesła i zabierając dziennik.

Wiedziałem, że już nic więcej nie dowiem się od niego. Wyszedłem z klasy i zastanawiałem się, co takiego stało się mojej dziewczynie. Musiałem jakoś dowiedzieć się prawdy. Tylko jak to zrobić?

Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy. Niechętnie udałem się w stronę swojej klasy. Zająłem swoje miejsce obok Chaza. Mój przyjaciel uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Widziałem w jego oczach, że znał prawdę dotyczącą dziwnego zachowania Seleny. Już miałem zadać mu pytanie, ale do sali wszedł nauczyciel. Dlaczego tak po prostu nie mogłem się dowiedzieć, co działo się z moją dziewczyną?

Lekcja dłużyła mi się w nieskończoność. Chciałem już wyjść z tej sali. Chciałem porozmawiać z Chazem lub swoją ukochaną. Chciałem po prostu poznać prawdę. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy Selena nie przestała mnie kochać. Szybko odrzuciłem od siebie ten pomysł. Gdyby to była prawda, pierwszy dowiedziałbym się o tym.

Byłem tak pochłonięty rozmyśleniami na temat swojego związku, że nie zauważyłem, kiedy zadzwonił dzwonek. Szybko pozbierałem swoje rzeczy. Wyszedłem z klasy zanim ktokolwiek zdążył mnie zawołać. Niestety przez pośpiech zderzyłem się z jakąś osobą. Powoli zacząłem podnosić swój wzrok. Przede mną stała ona. Moja piękna dziewczyna stała z wbitym w podłogę wzrokiem. Delikatnie uniosłem podbródek Seleny, aby spojrzała w moje oczy. Jednak ona unikała mojego spojrzenia.

Staliśmy na środku korytarza. Wokół nas chodziło pełno uczniów i nauczycieli. Nikt nie zwracał uwagi na naszą dwójkę, jakby nas tam w ogóle nie było. Delikatnie przesunąłem swoją dłoń wzdłuż karku swojej wybranki, poprawiając przy tym włosy Seleny.

- Powiesz mi, co się dzieje? Odkąd zaczęłaś odwiedzać mnie w szpitalu jesteś dla mnie niedostępna. Dzisiaj ciągle mnie unikasz i nie chcesz ze mną rozmawiać. Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienia – mówiłem przejętym tonem głosu.

Dziewczyna podniosła na mnie swój wzrok. W jej pięknych brązowych oczach błyszczały łzy. Twarz Seleny wyrażała ból i smutek. Bardzo dużo smutku. Wtedy już wiedziałem, że to nie wróżyło nic dobrego.

- Chcesz znać prawdę? Zostałam zgwałcona! Lepiej!? - powiedziała łamiącym się tonem. Odeszła zapłakana. A raczej pobiegła w stronę łazienki.

Chciałem pójść za swoją ukochaną, niestety nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałem, jak zamurowany na środku korytarza. W uszach ciągle słyszałem słowa swojej dziewczyny. „Zostałam zgwałcona!” - rozbrzmiewało echem w mojej głowie. Kto mógł zrobić takie świństwo mojej księżniczce?
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj




Czy Selena powiedziała prawdę Justinowi?
Jeśli tak to kto skrzywdził dziewczynę?
Czy Justin pozna całą prawdę?
Czy Justin naprawdę już wyzdrowiał?

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział XXVIII

~ Selena ~



Justin od kilku dni był już w klinice. Lekarze nie chcieli mnie do niego wpuścić. Twierdzili, że tylko rodzina może go odwiedzać. Cały czas byłam w kontakcie ze swoim chłopakiem.

Martwiłam się stanem zdrowia swojego chłopaka. Chciałam, aby jak najszybciej wyzdrowiał. Chciałam mieć, go już przy sobie. Wiem, może wtedy myślałam egoistycznie, ale dla mnie każdy dzień bez niego powodował w moim sercu coraz większą pustkę.

Kolejny dzień. Kolejnych kilkanaście godzin bez mojego ukochanego. Kolejnych kilkaset minut cierpienia z powodu braku mojego ukochanego przy moim boku.

Wstałam z łóżka i po raz kolejny w tym tygodniu. Bez entuzjazmu udałam się w stronę łazienki zabierając z szafy pierwsze lepsze ubrania. Zabierając swoją torbę z biurka od razu podniosłam swój telefon. Odruchowo spojrzałam na wyświetlacz. Okazało się, że mam nieodebrane połączenie od swojego chłopaka. Nie zastanawiając się długo wybrałam jego numer telefonu.

- Cześć kochanie – usłyszałam słaby głos Justina.

- Cześć Justin. Dobrze się czujesz? - Spytałam zmartwiona.

- Tak kochanie. Nie martw się. To tylko skutek uboczny chemioterapii, ale lekarze mówią, że jest coraz lepiej i gdy tylko skończę dostawać kroplówki z chemią będziesz mogła mnie odwiedzić – powiedział pełen entuzjazmu.

Słysząc to szeroko się uśmiechnęłam. Ten dzień zaczął się naprawdę pięknie. Miałam nadzieję, że cały będzie taki radosny.

- Wiesz już kiedy, przestaniesz dostawać te kroplówki? - Spytałam z nadzieją w głosie.

- Jeszcze nie maleńka, ale mam nadzieję, że to już niedługo – odparł pogodnym tonem – kochanie, nie zatrzymuję Cię dłużej, bo musisz iść do szkoły – powiedział zmartwiony.

Pożegnałam się ze swoim ukochanym i szczęśliwa zbiegłam na dół. W kuchni przyrządziłam sobie śniadanie do szkoły. Schowałam jedzenie do torebki, po czym wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu.

Gdy dojechałam do szkoły od razu udałam się do sali z matematyki. Przy mojej ławce już siedziała Cait, a Chaz z Ryanem tuż przed nią. Wiedziałam, że Ryan cierpi, bo jego dziewczyna wyjechała na Florydę z rodziną. Trochę dziwiłam się rodzicom Ashley, że zdecydowali się przeprowadzić na dwa miesiące przed maturą ich córki. Czyżby tak bardzo im zależało na szczęściu ich jedynego dziecka?

Wiedziałam, co czuje przyjaciel mojego chłopaka. W końcu czułam się tak samo teraz, gdy Justin leży w klinice, a ja nie mogę odwiedzić swojego ukochanego.

Caitlin widząc moje przygnębienie od razu do mnie podbiegła i mocno przytuliła się do mnie. Nim się obejrzałam z moich oczu zaczęły płynąć strumienie łez. Dlaczego tak ciężko mi było bez chłopaka, którego jeszcze kilka tygodni temu unikałam?

- Selena wiesz, co się dzieje z Justine? Od waszej wycieczki z Nowego Jorku nie ma go w szkole. Pokłóciliście się? Przeziębił się? - Ryan zasypywał mnie pytaniami.

Usiadłam na krześle i powoli zaczęłam wyciągać książki z torby. Po chwili spojrzałam na Chaza i Cait. Po ich minach widziałam, że też czekają na moją odpowiedź. Od kilku dni unikałam już tego tematu. Jednak nasi przyjaciele mieli prawo poznać prawdę o chorobie mojego chłopaka.

- Justin leży w klinice. Jest chory na białaczkę. Bierze chemioterapię i nikt poza rodziną na razie nie może go odwiedzać, dopóki jego odporność się nie zwiększy – powiedziałam smutna.

Wiedziałam, że chłopcy mają jeszcze mnóstwo pytań dotyczących stanu zdrowia Justina. Jednak musieli się z tym wstrzymać, bo zadzwonił dzwonek i do klasy wszedł nauczyciel.

Dyrektor co chwilę spoglądał na mnie zmartwionym wzrokiem. Wiedziałam, że martwił się o mnie, zwłaszcza po moich przeżyciach, które miał udokumentowane w szkolnych aktach. Całą lekcję byłam mentalnie nieobecna, dlatego nawet nie mam pojęcia, jakim cudem w moim zeszycie znalazły się wszystkie notatki.

Gdy zadzwonił dzwonek, jak najszybciej uciekłam z sali. Nie chciałam, aby mnie ktokolwiek zatrzymywał. Nie chciał z nikim rozmawiać. Chciałam być sama. Chciałam być przy Justinie. Dlaczego lekarze nie pozwalają mi się z nim zobaczyć?

Niestety wychodząc przez drzwi z kimś się zderzyłam. Chciałam, jak najszybciej uciec z tego miejsca, ale na swoim ramieniu poczułam silną męską dłoń.

- Dokąd uciekasz księżniczko? - Usłyszałam ten parszywy i denerwujący głos.

Powoli odwróciłam się w stronę mężczyzny. Niechętnie i z wielką obawą podniosłam swój wzrok na towarzysza. Przede mną stał Mark. Ten sam Mark, który na imprezie u Chaza próbował mnie wykorzystać.

- Nie twój zasrany interes – syknęłam głosem pełnym jadu.

Chłopak od razu przyparł mnie do ściany odcinając mi powoli dostęp tlenu. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, co on chce zrobić. Bałam się, że on może mi zrobić krzywdę na oczach całej szkoły i nikt na to nie zareaguje.

Twarz Marka wyrażała złość. Z każdą kolejną chwilą moje ciało było ogarnięte większym paraliżem. Ten chłopak był nie obliczalny. Miałam już okazję się przekonać o tym.

Nim się zorientowałam ktoś odciągnął mojego napastnika silnym szarpnięciem. Mark stracił pewny grunt pod nogami i upadł na podłogę, oddając mi przy tym normalny dopływ tlenu do mojego organizmu. Przestraszona podniosłam wzrok na swojego wybawcę. Lub raczej wybawców. Przede mną stali Chaz z Ryanem. Ryan pochylił się nad leżącym na ziemi Markiem i podniósł go za koszulkę. Przyparł chłopaka do ściany, przy której jeszcze przed chwilą sam mnie więził.

- To że Biebera nie ma w szkole, nie znaczy, że musisz przystawiać się do jego laski. Jeszcze raz zobaczę Cię przy Selenie a inaczej porozmawiamy, zrozumiano? - Wycedził z zaciśniętymi zębami.

Przyjaciel mojego chłopka puścił Marka i odszedł nie oglądając się za siebie. A ja dalej tkwiłam w tym samym miejscu zastanawiając się, co się dzieje. W tym samym momencie podeszła do mnie Cait. Dziewczyna od razu wyrwała mnie z zamyślenia. Szybko udałyśmy się na następną lekcję.

Chciałam, aby ten dzień się już skończył. Chyba nie mogło być już gorzej. Co jeszcze musiało się stać, aby Mark w końcu dał mi spokój?

Siedząc na lekcjach nie mogłam się skupić na słowach nauczyciela. Byłam za bardzo pochłonięta rozmyślaniem. Nie miałam pojęcia, czego Mark chciał ode mnie. Dlaczego tak bardzo mu zależało na tym, aby zniszczyć mi życie? A może miało to związek z Justinem?

Z każdą minutą byłam coraz bardziej skupiałam się na własnych myślach. Siedziałam patrząc w jeden punkt na ścianie. Nie docierało do mnie nic się do mnie mówiło. Zastanawiałam się, dlaczego ja zawsze muszę mieć pod górkę? Nie mogę być szczęśliwa, jak większość ludzi? Dlaczego moje życie musi być takie skomplikowane? Przecież nigdy nikogo nie skrzywdziłam umyślnie. Więc za co los mnie tak karze?

Po powrocie do domu od razu położyłam się na łóżku w swoim pokoju. Chciałam zapomnieć o otaczającym mnie świecie. Nie mogłam się doczekać, aż Justin wyjdzie ze szpitala. Wiedziałam, że gdy mój chłopak będzie znów przy mnie moje życie wróci do normy.

Leżąc i myśląc o swoim chłopaku zasnęłam. Obudził mnie dopiero mój dzwoniący telefon. Miałam wrażenie, że to mi się tylko śni, ale dźwięk z każdą chwilą się nasilał.

Niechętnie podniosłam urządzenie ze swojego łóżka i przeciągnęłam palcem po ekranie, aby odebrać połączenie.

- Cześć księżniczko – usłyszałam pogodny ton Justina.

- Cześć Justin. Jak się czujesz kochanie? - Spytałam przeciągając się na łóżku.

Usłyszałam, jak mój chłopak zaczyna się śmiać. Momentalnie przed oczami stanął mi obraz szeroko uśmiechającego się chłopaka. Tęskniłam za nim i już nie mogłam się doczekać naszego ponownego spotkania.

- Czuję się znacznie lepiej. Kochanie słyszałem, że miałaś nie najlepszy dzień w szkole. Jak się czujesz po tym wszystkim? - Spytał zmartwionym tonem mój ukochany.

Niestety tym pytaniem spowodował, że znów wróciłam pamięcią do nieprzyjemnych chwil. Oczami wyobraźni po raz kolejny przeżyłam moment ataku Marka. Na samo wspomnienie tego zdarzenia moim ciałem wstrząsnęły dreszcze.

- Justin nie martw się. Uwierz jest dobrze – skłamałam.

Nie chciałam niepotrzebnie go martwić. On powinien zadbać teraz o własne zdrowie a nie przejmować się moim samopoczuciem. To takie dziwne. Jeszcze kilka tygodni temu nie przejmowałabym się chorobą Justina, ani on moim samopoczuciem. Czy to nie jest zaskakujące, jak łatwo wszystko się zmienia? Nawet ludzie z czasem się zmieniają. Jakby mi wtedy ktoś powiedział, że moją największą miłością zostanie Justin to chyba bym tą osobę wyśmiała prosto w twarz. A dziś? Dziś jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Mam kochającego chłopaka, którego kocham nad życie.

- Mała nie kłam. Wiem, że nie jest dobrze. Przede mną tego nie ukryjesz – powiedział po chwili do telefonu.

Głośno westchnęłam. Cóż miał rację. Tyle razy widział moją reakcję na podobne zachowanie z jego strony, więc wiedział, jak się reaguję na w takich sytuacjach. Przed nim naprawdę nie mogłam niczego ukryć.

- Zgoda. Nie czuję się najlepiej. Najchętniej siedziałabym do matury w domu. Nie chcę znów widzieć Marka. Boję się, co on może mi zrobić. Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że Chaz i Ryan go wtedy powstrzymali. Nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby nie oni – odparłam starając się ukryć smutek.

Rozmawialiśmy jeszcze z dobrą godzinę. Justin próbował mnie pocieszać. Tłumaczył, że w końcu wszystko się ułoży. Mówił, że chłopcy nie dopuszczą do tego, aby Mark mi zagrażał. Jednak to nie rozwiało moich obaw. Naprawdę byłam przerażona myślą, że następnego dnia znów spotkam w szkole psychopatę, który chce mnie skrzywdzić.

Chciałam, aby Justin był przy mnie. Chciałam, aby to on mnie chronił przed Markiem. Chciałam móc się do niego przytulać w razie ogarniającej mnie fali smutków.

Mogłam wtedy rozmawiać z nim cały dzień, ale niestety ktoś nam przerwał. Usłyszałam w telefonie kobiecy głos, który kazał mojemu chłopakowi kończyć rozmowę, bo miał iść na badania.

Po zakończonej rozmowie udałam się pod prysznic. Gdy wróciłam do pokoju od razu poszłam spać.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj

Proszę komentujcie każdy przeczytany rozdział. Dla Was to tylko chwila. A dla mnie motywacja do dalszego i szybszego pisania dla Was rozdziałów.
W ostatnich komentarzach dostałam pytanie, czy pojawi się jeszcze jakaś wzmianka o Marku. Dlatego pojawia się taki a nie inny rozdział.
Początkowo miałam trochę inne plany, ale pisząc ten rozdział dostałam natchnienia na większe zamieszanie w życiu głównych bohaterów.
Jak pewnie zauważyliście rozdział jest nieco dłuższy, niż wszystkie dotychczasowe rozdziały. Będę się teraz starać pisać rozdziały mniej więcej zbliżone długością do tego.
Mam też do Was wielką prośbę.
Mianowicie – moja przyjaciółka wraca po długiej przerwie do pisania opowiadań (nie są to opowiadania o Justinie, ale powiem Wam szczerze są bardzo ciekawe, bo sama je czytam odkąd razem zaczęłyśmy przygodę z pisaniem), dlatego proszę Was abyście odwiedzili jej bloga i pomogli jej wrócić do najwyższej formy. Ona naprawdę bardzo dobrze pisze. Mam nadzieję, że Wam również spodobają się jej blogi tam bardzo, jak mi.

Czy Selena odwiedzi Justina w szpitalu?
Czy Mark da spokój Selenie?
Czy przyjaciele Justina dopilnują, aby jego dziewczynie nie stała się krzywda?

Kto poważnie namiesza w życiu Seleny i dlaczego?

niedziela, 4 października 2015

Rozdział XXV

~ Justin ~



Rano obudził mnie dźwięk budzika w telefonie. Niechętnie przeciągnąłem się na łóżku i przetarłem zaspane oczy. Sięgnąłem po telefon leżący na szafce nocnej i wyłączyłem dzwonek. Od razu w spisie kontaktów wyszukałem numer swojej dziewczyny.

Nie mogłem pozwolić na to, aby po tak długiej nieobecności spóźniła się na lekcje. Gdy znalazłem to, czego szukałem od razu nawiązałem połączenie. Selena bardzo długo nie odbierała, więc zacząłem się już martwić. Na szczęście w ostatnim momencie zdyszana podniosła słuchawkę.

- Justin, czego chcesz musiałam specjalnie biec z łazienki – powiedziała łapiąc oddech.

- Kochanie chciałem Cię tylko obudzić, bo bałem się, że zaśpisz do szkoły. Za pół godziny jestem u Ciebie – odparłem leżąc jeszcze w łóżku.

Zaraz po rozmowie ze swoją ukochaną od razu wybrałem się do łazienki. Po gorącym prysznicu zbiegłem na dół, gdzie czekało na mnie śniadanie. Gdy skończyłem swój posiłek udałem się do swojego pokoju, skąd zabrałem plecak. Wyszedłem z domu żegnając się z rodzicami i wsiadłem do swojego auta.

Chwilę później czekałem już pod domem swojej dziewczyny. Nim zdążyłem wysiąść z pojazdu, Selena już szła w moją stronę. Gdy tylko była w zasięgu mojej dłoni, od razu ją przyciągnąłem i złożyłem czuły pocałunek na jej słodkich ustach. Otworzyłem przed nią drzwi swojego samochodu i ruszyliśmy w stronę szkoły.

Po dotarciu na miejsce wszyscy się pytali, dlaczego nie było jej tyle czasu. Widziałem, że męczą ją takie pytania, dlatego postanowiłem to zakończyć.

- To nie jest wasza sprawa. Jeśli będzie chciała to sama wam powie, a do tego czasu dajcie jej spokój. Chodź kochanie – powiedziałem obejmując kobietę w pasie i prowadząc do sali.

Usiedliśmy razem, tak jak tuż przed jej napadem depresji. Widziałem, że moja ukochana czuje się nieswojo w tej klasie po takiej nieobecności, dlatego starałem się poprawić jakoś humor Seleny. Niestety wszystkie moje próby poszły na marne. Nagle coś zaświtało mi w głowie. Zbliżyłem się do swojej dziewczyny i nachyliłem nad jej uchem.

- Kochanie jeśli będziesz grzecznie chodzić do szkoły to na weekend pojedziemy do Nowego Jorku – powiedziałem mając nadzieję, że przynajmniej to uspokoi moją ukochaną i pomoże pozbyć jej się obaw.

Miałem rację, bo Selena zapiszczała z radości i mocno mnie przytuliła. Nie czekając długo wykorzystałem okazję i przyciągnąłem ją do siebie sadzając na swoich kolanach. Szeroko uśmiechnąłem się do swojej wybranki i zacząłem składać czułe pocałunki na jej ustach. Tak byłem pochłonięty przyjemnymi doznaniami, że nie zauważyłem, kiedy w sali zjawił się nauczyciel.

- Bieber cała klasa wie, że stęskniłeś się za panną Gomez, ale to nie czas i miejsce na takie zachowanie – skarcił nas nauczyciel stojąc tuż przy naszej ławce.

Niechętnie wypuściłem dziewczynę ze swoich objęć i położyłem twarz na stoliku. Czułem po prostu, jak cały robię się czerwony. Nigdy wcześniej nikt nie złapał mnie na czymś takim. A teraz co? Teraz nauczyciel sądzi, że jestem nadpobudliwy emocjonalnie. Może po części to jest prawdą, bo odkąd jestem z Seleną szukam okazji, aby być z nią sam na sam. Uwielbiam momenty, gdy po prostu trzymam swoją dziewczynę w ramionach. Nic nie poradzę, że jestem romantycznym typem faceta. Uwielbiam być zakochany. Uwielbiam kochać i być kochanym. A Selena właśnie daje mi to wszystko, czego potrzebuję. Daje mi miłość, bliskość, radość i wiele rzeczy, których po prostu nie jestem w stanie nazwać. Jednak wiem, że uczucie, które jest między nami, przetrwa naprawdę wszystko.

- Justin skoro wszystko rozumiesz, że śpisz na lekcji, to rozwiąż zadanie na tablicy – głos dyrektora wyrwał mnie z zamyślenia.

Pięknie tego brakowało mi do szczęścia. Spojrzałem błagalnym wzrokiem na swoją ukochaną, na co ona podsunęła mi tylko swój zeszyt z gotowym rozwiązaniem. Podniosłem notatnik i udałem się we wskazanym przez nauczyciela kierunku. Szybko przepisałem na tablicę starannie napisane obliczenia mojej dziewczyny i chciałem wrócić na miejsce, jednak nie było mi to dane.

- A teraz wytłumacz klasie, jak do tego doszedłeś – polecił belfer.

- Miałem tylko rozwiązać zadanie – zacząłem się kłócić.

- Dobrze powiedziałeś miałeś te zadanie rozwiązać sam a nie spisać je od Seleny. Dlatego chcę, żebyś nam to wytłumaczył, jeśli zrobiłeś to sam – profesor nie dawał za wygraną.

Spojrzałem jeszcze raz na wyliczenia i wykres. Wtedy stwierdziłem, że to wcale nie jest takie trudne. Więc zacząłem tłumaczyć to klasie. Widząc uśmiech na twarzy swojej miłości zrozumiałem, że dobrze zinterpretowałem jej zapiski.

- Mogę już wrócić na miejsce? - Spytałem zniecierpliwiony.

Na szczęście na nauczyciel nie miał dla mnie żadnych dodatkowych zajęć i w spokoju mogłem wrócić do swojej dziewczyny. Selena uśmiechnęła się do mnie, gdy oddawałem jej zeszyt.

- Następnym razem zamiast spać, zajmij się lekcją i nie myśl o niebieskich migdałach – zaśmiała się moja księżniczka.

- Wcale nie spałem i nie myślałem o niebieskich migdałach. Myślałem o Tobie skarbie – powiedziałem okrywając swoją dłonią jej dłoń.

Wtedy rozległ się dzwonek na przerwę. Zbawienie przyszło na mnie, jak grom z jasnego nieba. Z Seleną pozbieraliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się do sali biologicznej. Dziewczyna usiadła na ławce opierając się plecami o ścianę i uśmiechnęła się słodko w moją stronę.

- Kochanie wszystko w porządku? - Spytałem siadając na krześle i splatając nasze dłonie razem.

- Tak. Nie martw się Justin. Nic mi nie jest. Dzięki Tobie czuję się znacznie lepiej – odparła czochrając moje starannie ułożone włosy.

Pierwszy raz od dłuższego czasu znów zobaczyłem uśmiech na twarzy tej pięknej kobiety. Mimowolnie moja twarz trysnęła radością na ten piękny widok. Wiedziałem, że mogę zepsuć tym pytaniem dobry humor mojej księżniczki, ale niestety nie dawało mi to spokoju od pewnego czasu.

- Kim była ta kobieta, z którą pokłóciłaś się podczas swojego koncertu? - Spytałem bawiąc się pierścionkiem na jej dłoni.

- To była kochanka mojego taty i ich dziecko – odpowiedziała smutna patrząc w jakiś martwy punkt przed sobą.

- Przepraszam aniele, nie chciałem Cię zasmucić...

- Wiem Justin, ale miałeś prawo poznać odpowiedź – powiedziała przerywając mi wypowiedź.

Nagle zadzwonił dzwonek i Caitlin wygoniła mnie z sali, bo niestety to była jedyna lekcja, którą mieliśmy osobo. Ja zamiast biologii wolałem rozszerzony angielski. Pocałowałem czule swoją ukochaną i długo nie mogłem się od niej oderwać.

- Justin nie przesadzaj. Spotkacie się po tej lekcji – odparła dziewczyna mojego przyjaciela.

Wyszedłem z klasy oglądając się ciągle w stronę mojej pięknej Seleny. Tego dnia lekcja dłużyła mi się, jak nigdy wcześniej. Marzyłem tylko o tym, aby być przy swojej miłości. Nie potrafiłem się skupić na żadnym poleceniu nauczyciela. Bałem się, że podczas tych czterdziestu pięciu minut stanie się coś złego.

Nagle zadzwonił alarm pożarowy. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Opuściliśmy salę i zebraliśmy się wszyscy na parkingu. Szukałem w tłumie Seleny, a gdy w końcu odnalazłem swoją księżniczkę, pobiegłem do niej i mocno wtuliłem nią w swoje ciało.

Gdy moja ukochana zaczęła się śmiać zrozumiałem, że to tylko próbny alarm, w którym nauczyciele chcieli sprawdzić nasze zachowanie w przypadku prawdziwego zagrożenia.

- Justin możemy już zaczynać, czy będziesz jeszcze obmacywał Selenę? - Spytał dyrektor.

Po raz kolejny tego dnia zrobiłem się czerwony ze wstydu. Tym razem zostałem złapany, gdy trzymałem swoje dłonie na pośladkach swojej dziewczyny. Stanąłem za Seleną i objąłem mocno ją w pasie, po czym schowałem twarz w jej ramieniu. Nie chciałem, żeby ktoś mnie widział w takim stanie.

- Może pan zaczynać i nie przejmować się zachowaniem Justina – odpowiedziała moja królewna.

Miałem szczęście, bo apel szybko się skończył i byliśmy wcześniej zwolnieni do domu. Gdy wszyscy zaczęli się zbierać do szkoły po swoje rzeczy, ja zatrzymałem na chwilę swoją ukochaną.

- Poczekaj na mnie w sali biologicznej. Za chwilę przyjdę po Ciebie – powiedziałem tajemniczym tonem.

Dziewczyna chętnie się zgodziła, więc pobiegłem do sali od angielskiego po swoje rzeczy. Byłem w umówionym miejscu jeszcze zanim Selena skończyła pakować swoją torbę.

- Gotowa? - Spytałem mrucząc jej do ucha stoją tuż za nią.

- Tak. Możemy już iść – odparła splatając nasze dłonie razem.

Uśmiechnąłem się mimowolnie, bo jeszcze kilka tygodni temu na pewno by się nie zgodziła na nic takiego. A dzisiaj? Nasza relacja wygląda całkiem inaczej i dobrze mi z tym.

Wyszliśmy na parking. Pomogłem swojej miłości wsiąść do samochodu, po czym sam zająłem miejsce za kierownicą. Pojechaliśmy do domu mojej dziewczyny, gdzie długo siedzieliśmy na kanapie oglądając telewizję.

Nie potrafiłem skupić się na filmie, ponieważ po mojej głowie krążyły inne myśli. Mentalnie byłem już przy Walentynkach, które miały się odbyć za kilka dni. Obmyślałem, więc z tej okazji chytry plan spędzenia ze swoją całego dnia z dala od wścibskich ludzi.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Hej wiem zawaliłam.

Miał być rozdział po 3 tygodniach lub 25 komentarzach, a pojawia się dopiero teraz.

Miałam po prostu przez ten czas pełno sprawdzianów i to jeszcze nie koniec, bo w grudniu kończą mi się wszystkie przedmioty zawodowe i chcą nas perfekcyjnie przygotować do egzaminu zawodowego. Do tego dochodzi sprawa z maturą i się robi tłok nauki, że nie mam czasu usiąść do laptopa, żeby cokolwiek dla was napisać.

Niestety mam też przykrą wiadomość dla was. Musicie się liczyć z tym, że niebawem te opowiadanie się skończy, bo wielkimi krokami dochodzimy do końca historii. Nie wiem czy to będzie jeszcze 5, może 10 rozdziałów, ale na pewno skończy się tylko na tej jednej części.



Co Justin planuje na Walentynki?

Czy wycieczka do Nowego Jorku wypali?

Czy to koniec problemów Seleny?


czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział XXIV

* przeczytaj notkę pod rozdziałem *


~ Selena ~



Miałam dość. Miałam dość tego cholernego życia. Wszystko zaczęło się sypać. Najpierw śmierć mojego ojca spadła na mnie tak znienacka. Późniejsza nowina o jego kochance i tym bachorze, któremu wszystko zapisał.

A teraz? Teraz się jeszcze okazuje, że nie jestem i nigdy nie byłam jego prawdziwą córką. Nie dziwię się, że zdradził moją mamę i zapisał wszystko temu bękartowi. Przecież to było jego dziecko z krwi i kości. A ja byłam tylko kulą u jego nogi.

Całe życie żyłam w kłamstwie. Najbliższe mi osoby, którym ufałam bezgranicznie, przez cały ten czas mnie okłamywały. I gdzie tu jest kurwa sprawiedliwość?

Każdy ma prawo znać nawet najbardziej bolesną prawdę, a oni po prostu woleli tkwić w kłamstwie. To było bolesne przeżycie.

Dopiero w tym momencie wszystkie emocje, które starałam się stłumić, wybuchły. Musiałam wszystko z siebie w jakiś sposób wyrzucić. Cały dzień przepłakałam, aż z wykończenia zasnęłam.

Na swoje szczęście miałam przy sobie Justina, przy którym mogłam wylać wszystkie swoje żale. Z jednej strony to jest nawet śmieszne, bo jeszcze kilka tygodni temu toczyliśmy ze sobą wojnę, a dziś jesteśmy parą.

Następnego dnia nie miałam ochoty iść do szkoły. Moja mama wcześnie rano wyszła do pracy, więc nie miała pojęcia, co się ze mną dzieje. Postanowiłam wykorzystać sytuację i tego dnia zostać w domu. Musiałam po prostu wszystko sobie przemyśleć i poukładać na nowo.

Usłyszałam dźwięk swojego telefonu. W pierwszym momencie myślałam, że ta osoba da za wygraną, jednak po chwili mój prześladowca postanowił odezwać się jeszcze raz. Niechętnie odebrałam połączenie i usłyszałam głos swojego chłopaka.

- Hej kochanie, dzwonię Ci powiedzieć, że dzisiaj do szkoły pojedziemy razem, zgoda? - Spytał słodkim tonem.

- Przepraszam Justin, ale do szkoły będziesz musiał jechać sam. Źle się czuję i chcę po prostu poukładać sobie wszystko na nowo. Nie gniewaj się, ale dzisiaj chcę zostać w domu – odparłam starając się ukryć smutek w głosie.

- Dobrze, później po szkole cię odwiedzę – odparł zawiedziony.


***





Minął miesiąc. Paskudny miesiąc odkąd Selena przestała chodzić do szkoły. Za kilka tygodni podchodzimy do matury, a ona jest tak załamana, że z domu nie wychodzi. Musiałem w końcu coś z tym zrobić. Nie pozwolę na to, aby zawaliła szkołę przez to wszystko, co działo się w jej życiu.

Od razu po szkole udałem się do domu swojej dziewczyny. Musiałem dość długo czekać, aż w końcu otworzy mi drzwi.

Wszedłem do środka i od razu mocno przytuliłem swoją ukochaną. Brakowało mi Seleny przez cały ten czas, mimo że odwiedzałem nią dziennie.

- Kochanie idź się przebrać. Wychodzimy, bo nie możesz tak ciągle siedzieć w domu. Wszyscy się martwią o Ciebie i dyrektor ciągle się pyta, kiedy jego najlepsza uczennica wróci w końcu do klasy. Proszę nie każ mi stosować drastycznych środków. Kochanie rozumiem, że chcesz to wszystko sobie poukładać na nowo, ale miesiąc to chyba wystarczająco dużo czasu...

Tego co się wtedy stało nigdy bym się nie spodziewał, Selena zatkała mi usta pocałunkiem. Momentalnie przyciągnąłem kobietę bliżej siebie i odwzajemniłem go ze zdwojoną siłą. Po chwili dziewczyna odsunęła się ode mnie i lekko uśmiechnęła.

- Za dużo mówisz skarbie – odparła z uśmiechem.

Nim się obejrzałem była już w drodze do swojego pokoju. Postanowiłem dać jej czas na przygotowanie się. Usiadłem na schodach i zacząłem pisać smsy z Chazem. Umówiliśmy się, że spotkamy się w moim domu, gdy przyjdę tam ze swoją księżniczką, bo musiałem się zająć dzisiaj rodzeństwem.

Chwilę później usłyszałem, jak dziewczyna schodzi po schodach. Od razu odwróciłem się w jej kierunku. Wyglądała tak pięknie, a zarazem tak zwyczajnie. Gdy tylko stanęła obok mnie, mocno ją przytuliłem do siebie.

- Chodź kochanie, bo czekają na nas – powiedziałem z uśmiechem na twarzy.

Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem wypisanym na twarzy. Mimowolnie uśmiechnąłem się na ten słodki widok. Jednak nie chciałem tłumaczyć jej wszystkiego. Objąłem ją ramieniem w talii i wyszliśmy z domu Seleny.

Moja ukochana zamknęła drzwi i wsiedliśmy do mojego samochodu. Chwilę później byliśmy już na moim podjeździe. Szybko wysiadłem z pojazdu i otworzyłem drzwi przed swoją dziewczyną. Ująłem dłoń Seleny i razem poszliśmy do mojego domu.

Gdy tylko weszliśmy do środka zaatakowali mnie Jazzy z Jaxonem. Nim się obejrzałem moja mama znalazła się w przedpokoju.

- Dzieci dajcie Justinowi spokój – starała się nad nimi zapanować.

- Słyszeliście łobuzy dajcie mi się rozebrać, zgoda? Zobaczymy się w salonie – powiedziałem z uśmiechem do rodzeństwa.

Ku mojemu zdziwieniu maluchy od razu pobiegły do drugiego pomieszczenia. Pomogłem Selenia zdjąć płacz i po raz kolejny złapałem jej dłoń. Chwilę później razem z moją myszką weszliśmy do pokoju, gdzie zastaliśmy już Chaza z Cait. Nagle do środka wszedł mój tata.

- Justin to my wychodzimy i zostawiam dzieci pod twoją opieką. Mam nadzieję, że tym razem nie wejdą ci na głowę. Ostatnim razem chyba za dużo im pozwoliłeś. Musisz być konsekwentny w tym, co im mówisz – upomniał mnie ojciec i razem z moją mamą wyszli z domu.

Pierwszy raz od miesiąca zobaczyłem uśmiech na twarzy Seleny. Moja dziewczyna dobrze dogadywała się z moim rodzeństwem. O dziwo nawet Jaxon z chęcią spędzał z nią czas. Mój brat zawsze był bardzo skryty i nieśmiały, dlatego byłem w szoku, że od razu polubił Selenę. Nawet moja ukochana była w siódmym niebie, gdy zabawiała dzieci.

Niestety maluchy szybko wykończyły kobietę mojego życia. Chwilę później dziewczyna usiadła zmęczona na kanapie, a moje rodzeństwo po raz kolejny ją zaatakowało.

- Jazzy, Jaxon dajcie już spokój Selenie. Idźcie się bawić do swoich pokoi – powiedziałem usiłując pozbyć się dzieci.

Byłem w niezłym szoku, gdy moje rodzeństwo po raz pierwszy posłuchało tego, co im kazałem zrobić.

W końcu zostałem sam na sam ze swoją dziewczyną i naszymi przyjaciółmi. Chaz od razu zaczął się jej wypytywać o samopoczucie, a ja nie chciałem już tego dłużej słuchać.

- Stary proszę Cię daj już spokój. Niech przestanie w końcu myśleć o tym – upomniałem przyjaciela.

Selena momentalnie wtuliła się w moje ciało. Wiedziałem, że muszę odciągnąć jej myśli od tych przykrych wspomnień.

- Kochanie spójrz na mnie. Wszystko się ułoży. Nie możesz o tym myśleć. Musisz żyć dalej, rozumiesz? Nie pozwolę Ci się poddać tuż przed maturą – powiedziałem patrząc jej prosto w oczy.

- Zgoda, ale obiecaj mi, że niedługo zabierzesz mnie na grób moich biologicznych rodziców. Proszę – odparła głosem, któremu po prostu nie szło się oprzeć.

- Dobrze pojedziemy pod warunkiem, że wrócisz do szkoły – zaszantażowałem nią.

W końcu dziewczyna przystała na moją propozycję i już nie mogła mi się wymigać. Tuż przed godziną 22 moi rodzice wrócili do domu. W tym czasie postanowiłem odprowadzić swoją ukochaną do domu. Nie miałem daleko, więc wybraliśmy się na spacer. Gdy doszliśmy na miejsce pocałowałem ją czule na pożegnanie i ostrzegłem, że rano przyjadę po nią i zabiorę ze sobą do szkoły.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Przepraszam Was za opóźnienie z rozdziałem.
Wiem, że było ponad 30 komentarzy, a miał być po 25.
Niestety są pewne rzeczy, które blokują mi czas na pisanie opowiadań.
Mianowicie jest to prawo jazdy. Szczerze, jeśli ktoś z Was zamierza w przyszłości zdawać w Rybniku to odradzam. Dlaczego? Ja osobiście oblałam już 12 raz jazdy. Znam osoby, co właśnie w tym miejscu zdawały po dwadzieścia parę razy. Egzaminatorzy doczepiają się naprawdę nawet do najmniejszego błędu, co kończy się negatywnym wynikiem. Owszem są i osoby, które zdają za pierwszym razem, ale to egzaminator musi mieć naprawdę świetny humor, bo na daną godzinę egzaminu jest zapisane 15 osób z czego zdaje 1 góra 2 osoby.
Dobra dość o moim prawie jazdy. Przejdźmy do innego tematu.
Mianowicie, jak każdy wie we wtorek rozpoczyna się rok szkolny, a dla mnie zaczyna się ostateczna walka o oceny. W maju piszę maturę a z matematyki nadal nic nie umiem, dlatego wiem, że w tym roku muszę więcej czasu poświęcić na naukę, dlatego rozdziały na moich blogach będą pojawiały się rzadziej. Przed rozpoczęciem roku szkolnego jeśli dodacie 25 komentarzy to wstawię jeszcze jeden rozdział. Bo później może się okazać, że rozdziały będą się pojawiać może raz w miesiącu, chyba że szybciej wyrobię się z rozdziałami.
To tyle z moich ogłoszeń parafialnych. Mam nadzieję, że ten czas od września do maja mi wybaczycie, bo po maturze bd miała więcej czasu i rozdziały będą pojawiać się znacznie częściej.

Czy Selena na pewno pójdzie do szkoły?
Czy Justin dotrzyma słowa i zabierze Selenę na grób jej rodziców?

Czy w końcu jej życie zacznie się układać?